czwartek, 13 lipca 2023

4-7 lipca, Erfurt


Pociąg z Magdeburga do Erfurtu przemierza pagórkowaty Anhalt i Turyngię. Jest zielono. Linia kolejowa wije się między górkami, pociąg kołysze, aż odzywa się choroba lokomocyjna. Lądujemy w stolicy Turyngii wczesnym popołudniem. Nasza gospodyni, Frau Werner czeka na nas od 17.00, więc do tego czasu chodzimy sobie po mieście.
Erfurt, na przekór teoriom Bogusia o pustych miastach DDR-u, tętni życiem. Nie ma się co dziwić. Wspaniała zabytkowa starówka, chyba niezbyt mocno zniszczona, przyciąga turystów. Jemy obiad przy jednej z największych atrakcji miasta - moście kramarzy. Staram się wreszcie wybrać kuchnię lokalną, więc zamawiam Knödel w sosie kurkowym. Teraz jest sezon na kurki w Niemczech i restauracje serwują mnóstwo dań z tymi grzybami. Niemieckie knödle przypominają czeskie knedliki, choć są jeszcze bardziej zbite od nich i pełne dodatków, np. ziaren dyni. Świetnie komponują się z z sosem, i smaczną sałatką.
Średniowieczne centrum płynnie przechodzi w dzielnicę mieszkaniową zabudowaną dużymi willami lub kamienicami z ogródkami. Przypomina to naszą ul. Krasińskiego. Zaskakuje spokój. Ulicami z rzadka ktoś przejeżdża, nie ma tłumów. Czekamy przed domem. Nasza Frau Werner nadjeżdża rowerem. Jest w naszym wieku i sprawia bardzo sympatyczne wrażenie. Pokoik nieduży z oknem od ulicy, skromnie wyposażony, ale miły. Rano pani Andrea robi nam śniadania, od drugiego dnia towarzyszy nam przy stole starsze małżeństwo.
Pierwszego dnia powracamy na starówkę by powłóczyć się uliczkami. Prawie na każdej czeka jakaś niespodzianka. Urocze są również brzegi Gery, która płynie przez Erfurt. Rzeczka jest niewielka, płytka (może tak wyglądała kiedyś struga karmelicka w Poznaniu albo inne odnogi Warty?) z krystaliczną wodą. W centrum starówki tworzy niewielki ostrówek, zwany Dammchen (tamka). Przez jego środek prowadzi właśnie droga z mostem kramarzy. Przeprawa zabudowana szachulcowymi domkami. Z mostku można zejść nad samą rzekę. Jedno z przejść prowadzące kamiennym tunelem wiedzie do żydowskiej mykwy. Ścieżki wytyczone po ostrówku są zdziczałe, przechodzą między ogródkami. Tu i ówdzie trzeba przejść przez kładkę. Uroczo, choć za płytko na kajaki czy rowery wodne, które cieszyły się dużym wzięciem na Okrze, która opływa starówkę w Brunszwiku.
Jeden z zaułków prowadzi do ukrytej w podwórzu synagogi. Budynek przetrwał prawie 900 lat. Niektóre z zabytków ostały się tylko częściowo. Np. z kościoła franciszkanów, zwanych tutaj Barfüßer (bosi), zostało tylko prezbiterium i - częściowo - ściany kościoła, które, niezadaszone, latem służą jako miejsce plenerowych występów. Niemcy mają w ogóle upodobanie do letnich festiwali. W Erfurcie największe przedsięwzięcie tego typu organizowane jest na placu katedralnym. Na olbrzymich schodach prowadzących z placu do katedry zainstalowano scenę. Dużą część placu zajmują potężne trybuny. W tej scenerii, mając jako naturalną dekorację erfurcką katedrę, będą w tym roku wystawiane spektakle "Potępienia Fausta" Berlioza. Usiedliśmy w ogródku piwnym tuż obok, by przysłuchiwać się próbom. Niestety dzień premiery zbiega się z dniem naszego wyjazdu. Pozostało nam więc słuchać zza płotu marszu Rakoczego. Jego dźwięki towarzyszyły nam też w kolejnych dniach, kiedy odkryliśmy wspaniałe miejsce na spędzanie erfurckich wieczorów. Vis-a-vis wzgórza katedralnego piętrzy się cytadela. Z bastionów jest piękny widok na całe miasto. Miejsce jest chętnie, ale nie tłumnie odwiedzane. Zaopatrzeni w kieliszki od Frau Andrei, wino i przekąski delektowaliśmy się zachodem słońca, a z oddali dobiegały dźwięki faustowskich chórów.
Ponieważ Erfurt był bazą wypadową do innych miast, zwiedziliśmy w nim tylko jedno muzeum - dawną fabrykę pieców krematoryjnych. Położona nieco na uboczu, zupełnie nieodwiedzana, pusta przytłacza wewnątrz faktami, liczbami. Proces spalania ludzi rozebrano tu do najdrobniejszych trybików. Tuż po zjednoczeniu Niemiec spadkobiercy Topf & Söhne starali się o zwrot mienia odebranego im przez władze DDR. Całe szczęście sprzeciwił się temu po protestach Izraela Helmut Kohl. Dziś jest to miejsce pamięci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,

Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...