niedziela, 30 lipca 2023

22 lipca 2023 Kobyla Góra

Od dawna chciałem zdobyć najwyższe wzniesienie Wielkopolski.
Rozpoczęliśmy w Ostrowie Wielkopolskim - stąd kawałek do znanego nam już Wysocka Wielkiego z kościołem położonym na wysokim wzgórzu z panoramą na Ostrów. Stąd skok do Wysocka Małego, a stamtąd kamienistą drogą przez pola do Chynowy i dalej do Kotłowa. To bardzo ciekawa miejscowość z długą metryką. Dwa kościoły o tym samym wezwaniu Narodzenia NMP, jeden rzymsko, drugi polskokatolicki. Pierwszy fundowany przez Piotra Własta w czasach Krzywoustego, drugi w połowie XX wieku, kiedy miejscowy ksiądz nie mógł pogodzić się z decyzjami biskupa i spowodował rozłam.
Oba bardzo ciekawe architektonicznie. Prokatedra polskokatolicka efektowna, gdyby tak budowano kościoły w tym szale lat 80-tych i 90-tych, Polska byłaby piękniejsza. Stary kościół romański, inne style, które wdarły się do tej bryły, nie zdołały zdominować pierwotnego charakteru. Surowe, kamienne wnętrze robi wielkie wrażenie. Modlił się tu pono sam Chopin. Otoczenie zaś kościoła, położonego na wzgórzu, u którego stóp znajduje się cmentarz zatrzymało się pewnie w swym wyglądzie na XIX wieku. Spędzamy tu trochę czasu, bo warto chłonąć atmosferę tego miejsca.
Położony nieopodal Mikstat nie robi już takiego wrażenia. Stamtąd długa prosta wiedzie do Ostrzeszowa. Po drodze góry - doliny. Jan na początku szarżuje, wyprzedza mnie na podjazdach, dokazuje. Nie wróży to dobrze perspektywie zdobycia Kobylej Góry. Coraz częściej musimy robić przerwy na odpoczynek, coraz głośniejsze sapanie Jana towarzyszy podjazdom.
Większa przerwa w Ostrzeszowie. W pozostałościach zamku Kazimierza Wielkiego jest miła kawiarnia z przekąskami. Zwiedzanie miasta utrudnia zaś rozległy remont ulic. Do wielu miejsc po prostu nie ma dostępu.
Ruszamy w stronę Kobylej Góry. Postanawiam zdobyć ten szczyt od strony miejscowości o tej samej nazwie, choć mapy pokazują krótszą znacznie drogę wiodącą prosto z Ostrzeszowa do założonego celu. Janowi i Bogumiłowi ten pomysł się nie podoba. Coraz częściej słyszę brak entuzjazmu w związku z planem zdobywania góry. Po odwiedzeniu urokliwych zakątków, m.in. szachulcowego kościółka w Olszynie, przed Kobylą Górą (miasteczkiem) rozdzielamy się po raz pierwszy. Jan jedzie prostą drogą do Miasta, a my z Bogumiłem zahaczamy jeszcze o folwark Resztówka albo Myślniew z drewnianym kościołem. Samo miasteczko Kobyla Góra nieco rozczarowuje. Dwa kościoły - katolicki i ewangelicki, niezbyt efektowny rynek i to wszystko. Tu rozdzielamy się po raz drugi. Jan z Bogumiłem wracają do Ostrzeszowa, a ja samotnie udaję się na Kobylą Górę (szczyt). Uważam, że obaj dużo stracili.
Droga wiedzie przez malowniczy pagórowaty teren, w którym zieleń lasów przeplata się z żółtymi łanami zbóż. W najwyżej położonym w Wielkopolsce sołectwie Marcinki mijam maleńki drewniany kościółek. Stąd już naprawdę blisko na górę. Jest to miejsce kultu, więc obok grup rowerzystów spotykam też po drodze pielgrzymów, w tym dziarską zakonnicę z kornetem w wersji turystycznej chyba, bo bez welonu (nie była to jednak Urszulanka). Udaje mi się podjechać prawie pod sam szczyt. Końcówka jest na tyle stroma, że trzeba prowadzić rower (choć są podjazdy od innej strony, które można łatwo pokonać na dwóch kółkach). Nawet prowadzenie roweru jest tu niełatwe. Osuwam się kilka razy, ale w końcu docieram na szczyt zwieńczony wielkim metalowym, niebieskim krzyżem.
Zjazd z góry pokazuje, że wybrałem dobrą trasę. Na stromej drodze zjazdowej osiągam niebotyczne prędkości. Gdybym miał podjeżdżać od tej strony, zmęczyłbym się strasznie.
Zjeżdżając warto zatrzymać się w Parzynowie i wejść do pięknego, drewnianego kościoła św. Mikołaja. Za chwilę Olszyna i droga już znana do Ostrzeszowa. Troszkę pokręciłem się po mieście zanim dołączyłem do kolegów, którzy przysiedli w lodziarni na Rynku. Z miejsc, do których trafiłem, warto odnotować kościół gotycki, którego jednak nie mogłem zwiedzić w środku, bo trwała msza. Obiad zjedliśmy w naleśnikarni (naleśniki z farszem a la pierogi ruskie - całkiem smaczne, do tego uroczy kelner). Wiele uroku miał też dworzec z zabytkową wiatą i odstawionymi na bocznicę starymi wagonami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,

Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...