Zanim dotrzemy do Drezna sporo czasu spędzamy w pociągu. Podróż z Norymbergi z przesiadką w Hof trwa prawie pięć godzin. Ostatni fragment trasy, tuż przed Dreznem jest bardzo spektakularny. Przełom rzeki Wilde Weißeritz, nad którą jedzie pociąg doprowadza nas aż do przedmieść Drezna. Samo miasto niesłychanie gwarne i tłoczne, ale jakoś bardziej przyjemne od Norymbergi. Między dworcem a starym miastem bloki, centra handlowe, wieżowce. Samo miasto - jak wiadomo - barokowa bombonierka. Upał nieziemski, ale i tak zwiedzamy. Podoba nam się nawet Neustadt, którego główna ulica - Hauptstrasse - nie ma już zabytkowych budynków, ale zachowała przebieg i drzewa, które na środku alei tworzą cienisty, potężny szpaler. Pod nimi wypoczywają ludzie, uliczni grajkowie koncertują, jest klimat.
Wrażenie robią na mnie przestrzenie w tym mieście. Dużo placów. W Neustadt Rynek Nowomiejski, place przed Semperoper, katedrą, szeroki most oddany tylko pieszym, rowerzystom i tramwajom. Na Terassengasse, niedaleko Łaby, w otoczeniu historycznych budowli jemy obiad. Obsługuje nas przesympatyczna starsza kelnerka. Zamówiłem zupę ziemniaczaną (prawie taka jak u cioci Joli) i po raz ostatni kiełbasę. Przy trzydziestostopniowym upale kursował po naszej uliczce w tę i we w tę młody szaleniec w grubej czarnej kurtce.
Po zwiedzaniu poszliśmy na Neustadt, odnaleźliśmy market w starej hali targowej z Belle Epoque i z zakupionymi Schorlami poszliśmy nad Łabę. Rzeka wyschła tak bardzo, że siedzieliśmy na kamienistym odsłoniętym dnie, mając naprzeciwko sławną drezdeńską panoramę.
W hotelowej windzie miła rozmówka z uroczą starszą transkobietą. Życzymy sobie dobrej nocy i uśmiechamy się nawzajem życzliwie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz