Kawałek bardzo przyjemnej prozy, w której krzyżują się dwa motywy. Bardziej wyeksponowany jest wątek dotyczący odchodzącego świata i "ostatniego Mohikanina", który nie może się z tą sytuacją pogodzić. Drugi to chętnie podejmowany temat "Robinsona" jednostki zdanej wyłącznie na własne siły. Moses Sweetland jest podobny do takich postaci jak Santiago z hemingwayowskiego "Starego człowieka i morza", tytułowy Szaman Egona Bondy'ego, czy bezimienna kobieta ze wznowionej niedawno powieści "Ściana" Marlen Haushofer. Z tą ostatnią wiąże go właśnie owa robinsonowska walka o przetrwanie, a różni fakt, że samotny los był wynikiem jego własnego wyboru. Wyboru tragicznego w skutkach, bo surowe warunki wybrzeży Nowej Fundlandii nie pozwalają Mosesowi na żadną słabość.
Owa wyjątkowość miejsca, tak malowniczo przeniesiona na karty powieści, jest zdecydowanie największą zaletą książki Crummeya. Nie znajdziemy tu wszakże niczego, czego nie znalibyśmy już z innych dokonań literatury "morskiej". Autor idzie utartymi ścieżkami i nie schodzi z nich, co w tym przypadku jest zaletą, bo miło jest przecież od czasu do czasu poczuć po otwarciu książki powiew oceanicznej bryzy, słony smak sztormowego powietrza czy mróz północnych zim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz