"Rosyjski Umberto Eco"? Nie, raczej opowieść o Stirlitzu w średniowiecznym anturażu. Tylko zamiast szpiega mamy jurodiwego i uzdrowiciela w jednym. Ten, podobnie jak legendarny bohater "Siedemnastu mgnień wiosny", wychodzi z wszelkich przygód bez szwanku, zaś mądrości pojawiające się na kartach powieści głębią swą przypominają pointy popularnych niegdyś dowcipów o Stirlitzu. Oto próbka:
W średniowieczu nie znano papierowych pieniędzy.
Pod koniec XV wieku Austriacy jeszcze dokładnie nie wiedzieli, czy różnią się od Niemców, a jeśli tak, to czym.
Jechali szybko. Nie dlatego, że gdzieś się spieszyli (Arsenij jechał w wieczność, więc dokąd miałby się śpieszyć?)
Docierając do Oświęcimia (akcja toczy się w XV w.) jeden z bohaterów wygłasza takie słowa:
Zaufaj mi, Arseniju, po upływie stuleci to miejsce budzić będzie grozę. Lecz jej ciężar czuje się już teraz.
Nagromadzenie tego typu złotych myśli i natłok różnego rodzaju anachronizmów czyni z lektury doświadczenie dość przykre. Do tego dochodzi kiepskie tłumaczenie i redakcja (zakłócające logikę opowieści błędy w datach!).
Książka zdobyła w Rosji najważniejsze nagrody literackie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz