Swoją debiutancką książkę Edouard Louis zadedykował Didierowi Eribonowi. Nie sposób nie dostrzec podobieństw w życiorysach obu autorów i w historiach opowiedzianych w "Koniec z Eddym" oraz "Powrocie do Reims". Obaj z północy Francji, urodzeni w biednych, robotniczych rodzinach, odstający od rodziny i otoczenia. Obaj zdołali z sukcesem zawalczyć o siebie. Można zauważyć, że książka Eribona jest znacznie bardziej wielopłaszczyznowa, skupia się dość wnikliwie na historii rodzinnej, stosunkach społecznych, polityce. Louis tymczasem pisze prawie wyłącznie o swojej homoseksualności. Można z tego uczynić zarzut, ale można również dostrzec, że "Powrót do Reims" jest pisany z pełnej życiowego doświadczenia perspektywy dojrzałego mężczyzny, zaś "Koniec z Eddym" to dzieło dwudziestolatka.
Największą zaletą książki Louisa jest zdecydowanie szczerość i prostota wypowiedzi. Docenić trzeba odwagę, z którą autor odsłania bolesne i intymne szczegóły swojego dorastania. Pierwszym odruchem ofiary przemocy byłyby zapewne wstyd i chęć ukrycia traumatycznych przeżyć, tymczasem Louis spowiada się przed czytelnikiem jasnym i czytelnym tekstem niepozostawiającym żadnych dwuznaczności.
Jako rozprawa z rodziną, przeszłością i okresem dojrzewania "Koniec z Eddym" ustawia się na tej samej półce co "Dojrzewanie błazna" Gardella, "Włoskie szpilki" Tulli, czy nawet - toutes proportions gardées - "Wymazywanie. Rozpad" Bernharda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz