niedziela, 10 listopada 2024

Matka, 8.11.2024, Teatr Nowy w Poznaniu

na podst. Witkacego, reż. Radek Stępień

Bardzo ciekawa plastycznie inscenizacja. W pierwszej części mamy mieszczańskie wnętrze, w którym rezyduje tytułowa matka z synem i służącą. Obrazeczek rodem z dwudziestolecia międzywojennego, który jednak (zwłaszcza pod względem analizy relacji rodzinnych) zachowuje dużą aktualność. Jesteśmy świadkami próby sił matka - syn. W tym toksycznym układzie bohaterowie prezentują nam czytelny repertuar wzajemnych manipulacji. Nie sposób sprzyjać synowi - niedojrzałemu, rozpieszczonemu i nieudolnie pretendującemu do roli patris familias bubkowi (Leon to trochę taki prototyp Artura z "Tanga"). Trudno też żywić sympatię do matki płynnie przechodzącej od pochwał i zachwytów nad jedynakiem do bezlitosnej krytyki i torpedowania jakichkolwiek inicjatyw syna.

Druga odsłona jest grana na prawie pustej scenie. Tylko projekcje rzucane na ściany wspomagają akcję dramatu. To pomysł inscenizacyjny dobrze "wymyślony", wszak trafiamy na narkotykową orgię. W odurzeniu można nawet przegapić (i to o dwa lata) śmierć własnej matki.

Synowsko-matczyne układy w sposób niejako "naturalny" powinny rozwiązywać się z chwilą odejścia rodzicielki. Wiemy jednak, że matka potrafi oddziaływać na potomka nawet wtedy, kiedy nie ma jej już na tym padole, zaś syn może szukać "kontynuacji" matki w innych kobietach. Te znane, nieustannie odtwarzane przez ludzi mechanizmy zgrabnie wplatają się w treść sztuki.

Spektakl ogląda się bardzo dobrze. Pomimo, że dużo w nim monologowania, mało akcji, to jednak zachowuje on dobrą proporcję pomiędzy "dzianiem się" a "ekspozycją problematyki".

Jest wreszcie dobre aktorstwo. Antonina Choroszy pokazuje bardzo szeroką paletę środków wyrazu, choć świadomie, odrzuca jaskrawości. Można, uciekając się do terminologii muzycznej, powiedzieć, że zrezygnowano tutaj z emocjonalnej dynamiki forte i fortissimo. Dzięki temu właśnie udało się wykreować postać silną, choć przecież zmęczoną i niepozbawioną ułomności. Te zaś barwy, których nie ma w matce, możemy odnaleźć w synu. Bohater kreowany przez Tomasza Mycana porusza się niejako w innych rejestrach (więcej tu młodzieńczej egzaltacji, jest w dobrych proporcjach płaczliwość i rozpacz). Te dwie postaci, tak odmiennie zbudowane, dobrze współbrzmią.

Kolejny niezły spektakl "Nowego".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,

Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...