na podst. Witkacego, reż. Radek Stępień
Bardzo ciekawa plastycznie inscenizacja. W pierwszej części mamy mieszczańskie wnętrze, w którym rezyduje tytułowa matka z synem i służącą. Obrazeczek rodem z dwudziestolecia międzywojennego, który jednak (zwłaszcza pod względem analizy relacji rodzinnych) zachowuje dużą aktualność. Jesteśmy świadkami próby sił matka - syn. W tym toksycznym układzie bohaterowie prezentują nam czytelny repertuar wzajemnych manipulacji. Nie sposób sprzyjać synowi - niedojrzałemu, rozpieszczonemu i nieudolnie pretendującemu do roli patris familias bubkowi (Leon to trochę taki prototyp Artura z "Tanga"). Trudno też żywić sympatię do matki płynnie przechodzącej od pochwał i zachwytów nad jedynakiem do bezlitosnej krytyki i torpedowania jakichkolwiek inicjatyw syna.
Druga odsłona jest grana na prawie pustej scenie. Tylko projekcje rzucane na ściany wspomagają akcję dramatu. To pomysł inscenizacyjny dobrze "wymyślony", wszak trafiamy na narkotykową orgię. W odurzeniu można nawet przegapić (i to o dwa lata) śmierć własnej matki.
Synowsko-matczyne układy w sposób niejako "naturalny" powinny rozwiązywać się z chwilą odejścia rodzicielki. Wiemy jednak, że matka potrafi oddziaływać na potomka nawet wtedy, kiedy nie ma jej już na tym padole, zaś syn może szukać "kontynuacji" matki w innych kobietach. Te znane, nieustannie odtwarzane przez ludzi mechanizmy zgrabnie wplatają się w treść sztuki.
Spektakl ogląda się bardzo dobrze. Pomimo, że dużo w nim monologowania, mało akcji, to jednak zachowuje on dobrą proporcję pomiędzy "dzianiem się" a "ekspozycją problematyki".
Jest wreszcie dobre aktorstwo. Antonina Choroszy pokazuje bardzo szeroką paletę środków wyrazu, choć świadomie, odrzuca jaskrawości. Można, uciekając się do terminologii muzycznej, powiedzieć, że zrezygnowano tutaj z emocjonalnej dynamiki forte i fortissimo. Dzięki temu właśnie udało się wykreować postać silną, choć przecież zmęczoną i niepozbawioną ułomności. Te zaś barwy, których nie ma w matce, możemy odnaleźć w synu. Bohater kreowany przez Tomasza Mycana porusza się niejako w innych rejestrach (więcej tu młodzieńczej egzaltacji, jest w dobrych proporcjach płaczliwość i rozpacz). Te dwie postaci, tak odmiennie zbudowane, dobrze współbrzmią.
Kolejny niezły spektakl "Nowego".
niedziela, 10 listopada 2024
Matka, 8.11.2024, Teatr Nowy w Poznaniu
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Marieke Lucas Rijneveld, Niepokój przychodzi o zmierzchu
Nastolatek ginie pod lodem, gdzieś na holenderskiej wsi, a my przyglądamy się jego rodzinie. Być może Rijneveld opisuje jej rozpad po tym, j...
-
Pomysł rezerwowy, bo nie wypaliła wycieczka do Zielonej Góry. Lądowanie w Dziembówku, krótka droga przez las do Dziembowa. Tu oglądany z zew...
-
Chyba jedna z najtrudniejszych lektur w życiu. Chwilami niesamowicie wciągająca, awanturnicza, przygodowa, łotrzykowska. Ale jest też powieś...
-
Pomysł Bogusia, żeby jechać do Würzburga nie był przeze mnie przyjęty szczególnie entuzjastycznie. Potężny upał i zatłoczone miasto zwiastow...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz