W pewien sposób wciągająca. Marsé kreuje mikroświat niewielkich rozmiarów (dom, sąsiadujący z nim wąwóz, pobliskie kino), czasem tylko każąc udawać się bohaterom gdzieś dalej, i ten mikroświat jest bardzo pojemny, bogaty, wypełniony przedmiotami, myślami, duchami i wreszcie jest drobiazgowo opisany.
Jest to okazja do poznania dyktatury frankistowskiej z kart powieści. Wiele rzeczy z pewnością jest tu inspirowanych rzeczywistymi zdarzeniami. Wiemy, że dyktatura zakończyła się po wielu latach pokojowo. Książka nie niesie jednak szczęśliwego zakończenia ani optymistycznego przesłania.
Narrator nie dopowiada wielu rzeczy. Można się domyślić, że ojciec Davida rzeczywiście został zamęczony w policyjnej katowni, inspektor Galvan miał z tego powodu niejakie wyrzuty sumienia. Nie wiemy na pewno, co stało się z Iskierką (jamnikiem Davida).
Nie wiem, czy przekonuje mnie zabieg formalny polegający na oddaniu głosu nienarodzonemu dziecku (bratu Davida), który jest tu kluczowym narratorem, a kiedy się rodzi, w wyniku komplikacji przy rozwiązaniu zostaje kaleką niepotrafiącym się wysłowić.
Równolegle dzieją się tu jakby trzy narracje:
1. Opowieść płodu i jego rozmowy z bratem,
2. Wyimaginowane rozmowy Davida z różnymi "duchami", przede wszystkim z ojcem. Skoro David z nim rozmawia, to chyba w jakiś sposób domyśla się straszliwego losu, jaki spotkał Victora,
3. Klasyczna narracja, rzeczywista fabuła dziejąca się w realnym świecie.
Pomimo obiecującego początku, znakomitego opanowania różnych technik narracyjnych, efekt nie wywiera na mnie szczególnego wrażenia.
Oceniłem na 4
Cytat:
Krew wylana za ojczyznę nie grozi infekcją, est odporna na wszystkie mikroby, bo już jest zepsuta, i to bardzo. (s. 63)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz