To ten gatunek, w którym stary człowiek (tu Johannes Lupigis, Johanniperto, Perto) opowiada swoje życie przebiegające w centrum historycznych wydarzeń, spotyka się z wielkimi tego świata, choć ci wielcy są drugo, a nawet trzecioplanowymi postaciami opowieści. To, co ciekawe dzieje się bowiem gdzieś na uboczu tej oficjalnej historii.
Johnson łączy cechy powieści historycznej, przygodowej i w pewnym stopniu także psychologicznej. Jest tu eklektyzm technik i sposobów narracji. Mamy kroniki, listy, monologi wewnętrzne. Sprawia to wrażenie pewnej niespójności, co nieco mi podczas lektury przeszkadzało. Czasem narracja zbacza gdzieś w jakieś refleksje, opisy, dłużyzny, by potem wstrząsnąć fragmentami pełnymi intensywności fabularnej i emocjonalej.
Jednym z takich właśnie ciekawszych momentów są późne losy Angilperty - Lodoaldy. Autor zwraca uwagę na traumę dziewczyny, która wzięta siłą i - de facto - zniewolona jako pani zamku w Genewie zmienia się z uroczej dziewczyny w okrutną i nieszczęśliwą matronę.
Dobrze jest się również przyjrzeć technikom władzy i kultowi jednostki, które, choć ewoluują, to jednak zasadniczo posługują się stale tymi samymi schematami.
Oceniłem na 5
niedziela, 24 marca 2024
2024-03-20 Eyvind Johnson, Czasy Jego Wysokości
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,
Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...
-
"Znachor" reż. Jakub Roszkowski, Teatr im. J. Słowackiego "Znachor" jako propozycja na dzień zakochanych? Historia opowi...
-
Najpierw ustalasz reguły gry! mówi pisarz. A potem narzekasz, że musisz ich przestrzegać! [Legendy, s. 78]. Albo ich nie przestrzegasz, ja...
-
Przyznam się szczerze, że nigdy do końca nie rozumiałem zmagań literatów I połowy XX stulecia z zagadnieniem formy. Wiele energii wkładali n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz