środa, 17 kwietnia 2024

2024-04-16 Philip Larkin, Zimowe Królestwo

Jest w życiu społeczeństw i pojedynczych ludzi czas, który oddziela grubą kreską przeszłość i nie pozwala zajrzeć w przyszłość. To czas rozmaitych kataklizmów, wielkich przemian, także jednostkowych tragedii. W takim właśnie czasie niepewności, momencie, w którym istnieje tylko teraźniejszość, umieszcza Larkin swoich bohaterów. To czas II wojny światowej. Dawne plany życiowe stają się nieaktualne, nie ma też sensu planować przyszłości. Życie przypomina dryfowanie lub próbę wspinaczki po idealnie gładkiej ścianie.
Bohaterowie "Zimowego królestwa" odnajdują jednak w przeszłości punkt, który może stać się jakimś występem skalnym, na którym można się oprzeć w owej wspinaczce. Tym punktem jest dla Katherine i Robina wspomnienie wspólnie spędzonego lata. Innych rzeczy wspominać nie mogą. Cofanie się w przeszłość dla niej może być zbyt bolesne. Nie dowiadujemy się tego wprost, ale czytamy między wierszami, że wojna mocno ją doświadczyła. Być może inne wspomnienia musiałyby wiązać się z bliskimi, których już nie ma. Kim jest Katherine? Żydówką, która znalazła azyl w Anglii? Jest jedno tajemnicze miejsce w tej narracji, które podaje taki trop. Mam tu na myśli rzuconą mimochodem stereotypową wypowiedź Robina o Żydach.
Robin odcina przeszłość, bo musiałby patrzeć, jak jego plany - a jest bardzo poukładaną osobą - rozpadają się jak domek z kart.
Czy mogą patrzeć w przyszłość? On wyjeżdża zaraz na front. Ona nie jest pewna jutra. Sytuacja w pracy układa się niepomyślnie.
Oboje młodzi, choć już świadomi, że właściwie nie możemy być w życiu tym kim chcemy.
Powieść Larkina jest poruszającym obrazkiem obyczajowym z czasów wojny uzupełnionym realistyczną, wnikliwą i jednocześnie bardzo poetycką obserwacją narratora.
Konstrukcja powieści w pomysłowy sposób oddaje również rozkład dnia głównej bohaterki. Jej dzień pracy w bibliotece przedzielony jest przerwą. W powieści zaś, złożonej z trzech części, możemy uznać środkowy ustęp, poświęcony w całości wspomnieniu wakacji sprzed 6 lat, za coś w rodzaju przerwy na wytchnienie. Dwie skrajne części powieści opisują bowiem mozół pracy i codziennych wydarzeń w życiu Katherine.
Co będzie dalej, tego się nie dowiemy. Królestwo pogrążyło się w zimie. Nie widać na razie i nie czuć cieplejszych promieni.
Warto przeczytać tę książkę i mieć na uwadze, że nasze poukładane życie też może kiedyś się rozlecieć, a plany przestaną być aktualne.
Książkę przełożył Jacek Dehnel w sposób rozczarowujący. Uwspółcześnienia, kolokwializmy, frazy stylistycznie niezgrabne. Nie znam oryginału, ale sądzę, że język lat czterdziestych nie powinien tak brzmieć. Dobrze, że nie uleciał tu specyficzny klimat prozy Larkina przywodzący niekiedy na myśl twórczość Viginii Woolf.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,

Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...