1. Ciekawy zabieg. Wydaje się, że postać tytułowa nie jest centralną postacią, osią tego opowiadania. W centrum należałoby postawić Janka Górala jako tego, który przyciąga powszechną uwagę wszystkich, bohaterów i czytelników, który również zaburza homeostazę lokalnej społeczności, w której się nolens volens pojawia. Z drugiej jednak strony Amy przyciąga uwagę czytelników jako ta, którą odróżnia od reszty podejście do Janka, ale która ostatecznie przyjmuje postawę zgodną z postawą całej wsi. Janka można traktować w sposób jednoznaczny. Amy ujawnia ambiwalencję, a przez to skłania do refleksji. Choć na początku otwarta na nowego, to jednak ostatecznie od niego się odsuwa, a dzięki Conradowi, który oddaje jej głos (na parę zdań zaledwie, ale to wystarczy), staje się wyrazicielką opinii całej społeczności. Czytelnik powinien się zastanowić, dlaczego do tego dochodzi.
2. Wydaje się, że dopiero ktoś taki jak Conrad - obcy pośród Anglików - mógł zająć się problemem obcości kulturowej, opisem sytuacji rzadkiej i jednocześnie granicznej i tragicznej. Wcześniejsze znane mi próby opisu podobnej sytuacji były zgoła odmienne, ponieważ a) bohater - rozbitek rzucony w obce otoczenie - posiadał zdecydowanie większy niż Janko kapitał kulturowy, co pozwalało mu skuteczniej nawiązywać próby dialogu i nie naruszać sztywnych norm innej kultury; b) narracje tego typu tworzone były z punktu widzenia kultur dominujących, przekonanych o swej wyższości cywilizacyjnej. W takich narracjach do czynienia mieliśmy z "człowiekiem cywilizowanym", który znalazł się pośród "dzikusów". Przykłady: bardzo wczesne ujęcie to oczywiście Robinson Cruzoe, który z jednej strony unika kontaktu z tubylcami, bo wie, że zakończyłby się dlań śmiercią, z drugiej dokonuje swoistej kolonizacji Piętaszka. Na polskim gruncie Makuszyński umieszcza ojca Basi z "Awantury o Basię" pośród Indian, wśród których ów polski uczony robi niemałą karierę. Kiplingowski Mowgli, choć w oczach innych ludzi jest dzikusem, pośród wilków jest przecież reprezentantem kultury wyższej. Tego typu sytuacje można nazwać romantycznymi.
Ujęcie Conrada to ujęcie a rebours. Obcy stoi zdecydowanie niżej niż otoczenie. Nie mamy tu bohatera, lecz raczej antybohatera. Nie daje nam możliwości zachwytu nad ludzkimi zdolnościami przystosowawczymi, siłą, sprytem. Mamy wizję pesymistyczną. Mamy też próbę - udaną w moim odczuciu - wzbudzenia empatii.
3. Wydaje się, że w dzisiejszych czasach zglobalizowanego świata nasze kultury na tyle się stykają i w jakimś stopniu mieszają, że sytuacja opisana przez Conrada byłaby mniej prawdopodobną. A jednak przypominam sobie historię Polaka, który nie mógł opuścić lotniska w Kanadzie, ponieważ nie potrafił porozumieć się ze strażą tego obiektu. Próby nawiązania kontaktu, czasem mocno emocjonalne, kończyły się użyciem przez ochroniarzy paralizatora. Po którejś z takich interwencji Polak zmarł.
Chory Janko umiera, bo jego Angielska żona nie rozumie, że prosi ją o wodę. Nie rozumie, bo nie chce go już rozumieć. Moment otwartości (była przecież wcześniej zakochana) minął. Teraz jest oczekiwanie, że mąż podporządkuje się grupie i będzie taki jak wszyscy. Przede wszystkim zaś ma nie śpiewać dziwnych piosenek i gadać w tym dziwnym języku, a już zwłaszcza do dziecka.
Conrad poruszył problem bardzo istotny. W ekstremalnym ujęciu rzadki, ale właśnie poprzez owo ekstremum docierający do wyobraźni. Próba cywilizowania ucywilizowanych. Ważna, poruszająca, osobna.
Siłą tego opowiadania jest zatem świetnie "wymyślony" temat. Być może nie ma tu fajerwerków formalnych, ale chyba nie o nie tu chodziło...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz