Ładny, słoneczny poranek. Z Leszna polem na Strzyżewice. Na polu leją gnojowicę. Nad stawem ładne budynki z czerwonej cegły, do dworu nie podjeżdżam - zastawiony samochodami i leci muzyka. Potem lasem, w którym jeszcze jest zimowo, tylko słońce prześwieca między drzewami.
W Przybyszewie pałac - dobrze utrzymany. Chwilę jadę szosą, potem znów długo przez las. Droga po obu stronach obsadzona starymi dębami. Na końcu lasu największy z dębów. Zjadam pod nim śniadanie. Z daleka słychać ujadanie psów. To ze schroniska w Henrykowie. Samo Henrykowo maleńkie, ale dosyć przyjemne. Na drugim krańcu wsi stara strażnica graniczna na szosie Leszno - Góra z czasów II RP. Styl dworkowaty, ale po raz pierwszy widzę taką budowlę pokrytą graffiti.
Znów przez las. Tuż przed S-5 i torami kolejowymi łapię gumę. Przymusowy 20-minutowy postój. Okazuje się, że wziąłem dętkę nie od tego roweru. Całe szczęście mam łatki, które dają radę. Kawałek drogi idzie między torami a "eską". Potem przejeżdżam przez tory i za chwilkę jestem w Rydzynie. Odkrywam, że jest tam drugi kościół, chyba poniemiecki. W piekarni na rynku pytam o drożdżówki, ale już nie mają. Przy zamku pusto. Jakiś motocyklista, dwie panie. Pogoda się popsuła, chmury. Z Rydzyny prosta droga rowerowa wzdłuż głównej szosy - dawnej piątki. Zaraz za tablicą "Leszno" skręcam na Zaborowo. Jadę obejrzeć szachulcowy kościół. Poewangelicki z pięknym, drewnianym sklepieniem. Robię fotkę, przechodzi jakiś dziadek: "za zdjęcie proszę dać księdzu dziesięć złotych".
Przejeżdżam koło stadionu Unii Leszno. Słychać hałas motorów. Ludzie stoją na trybunach. Wchodzę zobaczyć. To pierwszy wiosenny trening. Za stadionem ciekawy kompleks z czerwonej cegły. Podjeżdżam bliżej - to koszary, nadal czynne. Jadę w stronę starego miasta. U Gwoździa kupuję wreszcie drożdżówkę, a na dworcu cappucino z automatu. Pycha. Wysiadam na Dębcu i wracam przez most dębiński i Starołękę do domu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz