Po pierwsze dobry, intrygujący, skłaniający do refleksji scenariusz, w którym nic nie jest oczywiste. Od prawie samego początku pojawiają się pytania. Matka? Ojciec? przecież oni są w wieku Adama? I ta scena, kiedy ojciec wyłania się z zarośli, Adam idzie za nim. Odnajdują się w sklepie, ojciec kupuje flaszkę i mówi: idziemy! Wygląda jak typowe łowy gejowskie. Haigh prowadzi zatem widza na manowce i wiele rzeczy każę odgadnąć samemu.
Widzę w tym filmie dużo prawdy psychologicznej. Wiele osób LGBT na tyle niepewnie czuje się w realnym świecie, że tworzy sobie wewnętrzny świat iluzji. Adam dodatkowo dotknięty traumą wczesnej utraty rodziców ucieka od świata do rojeń o zmarłych. Szansą na wyjście z tego na pozór bezpiecznego miejsca, które w rzeczywistości jest ślepą uliczką jest Harry.
Musimy się domyśleć, co się wydarza. Np. tego, że Harry umiera, a Adam z jednej urojonej relacji (z rodzicami) przeskakuje do drugiej, w której Harry jest jego partnerem.
Dobrze zagrane, dobrze napisane. Do pełni artystycznego szczęścia brakowało mi jednak jakiegoś utożsamienia się z którymś z bohaterów. Moje życie jednak wydaje się zdecydowanie szczęśliwsze... Nie zmagam się z uzależnieniem, chyba nie jestem ofiarą tak głębokiej traumy jak Adam. Domyślam się, że są tacy, dla których historia może stać się wglądem w samych siebie.
Oceniłem na 8
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz