Z pociągu wysiadamy w Podstolicach. Jest słonecznie, choć zimno. Jeszcze złoto na drzewach. Choć tych drzew coraz mniej. Olbrzymie połacie lasu w tych okolicach niedawno zostały wycięte i poruszamy się drogami wśród dwu-trzyletnich sadzonek sosny. Brak drzew oznacza, że przez dużą część trasy towarzyszy nam hałas drogi krajowej.
Bliżej Barczyzny las gęstnieje. Znajdujemy trochę grzybów i docieramy do cmentarza ewangelickiego z XVIII w. Nie ma już na nim nagrobków. Gdyby nie ogrodzenie i tablica informacyjna, można by było pomyśleć, że to zwykły las. Dowiadujemy się z tablicy, że wieś w XVI w. spustoszyła zaraza, dopiero po pewnym czasie na tereny te sprowadzono Olędrów. Wraz z ich przybyciem zmieniła się też nazwa wsi (Sławęcin).
Wędrówka wśród pól - docieramy do dębu Bardszczyn. Obok stadnina koni. Kawałek dalej wchodzimy w zagajnik. Widać, że droga stara, miejscami ubita polnymi kamieniami, po bokach leciwe wierzby. Ten dukt doprowadza nas do drugiego z cmentarzy z nagrobkiem Lierschów - Boguś mówi, że to jacyś przodkowie dziennikarza z Głosu Wielkopolskiego.
W Nekli jemy obiad - typowa stypowa restauracja. Rosół i rolada wieprzowa, Michał - żurek, Boguś penne. Nie najgorsze i tanio. Przed pociągiem zwiedzamy jeszcze pałac i park. Trzeba zapewne wrócić, bo pałac w renowacji.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz