Boguś nie chciał jechać, więc pojechałem z Janem. Pogoda była wspaniała, świeciło słońce, powietrze dość ciepłe. Na drzewach złociły się jeszcze liście, więc droga z Pecnej do Grzybna była wyjątkowo malownicza. Przy pałacu w grzybnie cudnie złocił się na tle niebieskiego nieba miłorząb. W Żabnie zaś udało się nam obejrzeć wnętrze drewnianego kościoła. Zajrzeliśmy też do dworku z oryginalną sygnaturką zwieńczoną krzyżem.
Ta część trasy była mi znana, dalej odkrycia. Sielskie widoki na polnej drodze w stronę Baranówka, rząd starych wierzb, zieleń oziminy i błękit nieba. W Baranówku stara chata, jakiś płot, koła na ścianach. Potem całkiem dobrze zachowany cmentarzyk w Sowinkach.
Latyfundium Świtalskiego wielkie, nie spodziewałem się, że aż tak. Do środka nie bardzo można zajrzeć. Jechaliśmy więc drogą wzdłuż murów, a potem przez las do Mosiny. Przejeżdżałem tyle razy przez to miasto lub przechodziłem nawet w drodze z WPN na dworzec lub z dworca do WPN i nigdy nie miałem okazji go zwiedzić. A tu same ciekawostki - pomnik eleganta, odrestaurowana synagoga i malowniczy dom z wieżą z czerwonej cegły tuż za nią. W rynku bardzo dobra restauracja - Fircyk. Z racji daty, w menu królowała gęsina. Rosół, na który miałem ochotę, nie zdążył się ugotować, więc jadłem burgera z halloumi i frytkami. Miejsce ciekawe, do którego warto wrócić.
Po wizycie na rynku inne ciekawe miejsca - zieleniec na terenie dawnego kirkutu. Jan mówi, że powinno się używać zwrotu cmentarz żydowski. Tuż obok cmentarz ewangelicki. Stare drzewa w świetle niskiego słońca rzucają długie cienie. Przy kościele i cmentarzu wąską uliczką a potem ścieżką wzdłuż kanału Mosińskiego wyjeżdżamy w las. Chwilami ścieżki nie można odnaleźć w liściach i ściółce, ale docieramy w końcu do widokowej atrakcji - stromych skarp w zakolach kanału. Stamtąd leśna droga prowadzi nas do Niwki, w której zwiedzamy kolejny cmentarz ewangelicki. Potem z Niwki nadwarciańską drogą wracamy do Poznania.
Ja z rogalem jadę jeszcze do cioci Joli. W mieście wielkie tłumy ciągnące na św. Marcin i ze św Marcina. Wujek Maciej zjadł aż pół rogala.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz