czwartek, 30 listopada 2023

2023-11-30 Macocha, Teatr Polski w Poznaniu

Macocha

Reżyseria
Błażej Biegasiewicz
Dramaturgia
Beniamin M. Bukowski 
 
Tekst miejscami bardzo banalny i nie ratuje go stwierdzenie, że rozprawia się z mitem macochy, który jest bardzo zakorzeniony w baśniach. Można było pomyśleć, jak ten infantylizm zneutralizować. 
Podobnie banalne były niektóre rozwiązania inscenizacyjne. Te jakieś układy choreograficzne - rodem prawie z Teatru U Przyjaciół. 
Ale były też momenty dobre, wciągające, ciekawe. Najlepsza chyba scena to ta najbardziej nierealna - piosenka - odlot Cichonia z całym repertuarem środków od dziecięcego płaczu po jakiś rodzaj lotu nad kukułczym gniazdem.
I ten powtarzający się motyw ptasi.
"Jesteś odwrotnością kukułki. Zamiast podrzucać jaja do gniazd wchodzisz do gniazda i je zawłaszczasz" - mówi pasierb do macochy.
Plus dla Cichonia i plusik dla Szumskiej.
Oceniam na 3+

wtorek, 28 listopada 2023

28.11.2023 Milan Kundera, Nieznośna lekość bytu

Bezbrzeżnie smutna książka, która ciężkości nabiera pod koniec, w "Uśmiechu Karenina", ostatnim rozdziale naznaczonym zbliżaniem się do śmierci. Czyżby więc swoistą wagę życie zyskiwało bądź też osiągało dopiero wtedy? 

Powieść Kundery ma dwie zasadnicze warstwy. Jedna to czysto fabularny opis perypetii życiowych dra Tomasza, Teresy, Sabiny i Franza, w którym na pierwszy plan wysuwa się sfera erotyczna i uczuciowa. Druga to przezierający przez tę pierwszą warstwę przerażający obraz totalitaryzmu w wydaniu czechosłowackim. Podany tu niejako z pierwszej ręki. Obie budują ów smutny obraz ludzkiego życia. Być może najdalej od owego smutku jest Sabina, która życie poświęca nie na walkę z komunistyczną rzeczywistością, a na walkę z kiczem. 

Ale kicz to - jak pisze Kundera - swego rodzaju niezgoda na "gówno". W komunistycznej sztuce nie było miejsca na gówno, co jednak dość silnie kontrastowało z rzeczywistością kraju za żelazną kurtyną. Sabina w sielankowej scenerii domku gdzieś w USA, a potem w Kalifornii uciekła od gówna. Reszta, przede wszystkim Teresa i Tomasz zgnojeni przez władzę w tym gównie tkwiła. Tam, gdzie nie ma gówna - zdaje się pisać Kundera - jest kicz. A więc Sabina od niego nie uciekła.

Wzruszające momenty tej powieści mówią o poszukiwaniu miłości przez Teresę, która odnajduje ją w relacji z Kareninem suczką, która na końcu umiera. Przedsmak tej relacji mamy również w historii z zakopaną przez dzieci wroną, której Teresie nie udaje się uratować.

Nieznośną lekkością naznaczone jest samo pisarstwo Kundery. Czyta się to szybko, sprawnie przechodząc z bohaterami przez koleje ich losów. Autor nie przytłacza nas swą erudycyjną obecnością. Czasami tylko wychyla się gdzieś zza fabuły z paroma dosadnymi stwierdzeniami, jak np. te o gównie. A na końcu okazuje się, że po tej "lekkiej" lekturze zostaliśmy z nieznośnym ciężarem. I nie wiemy wcale, czy to brzemię bohaterów, czy też nie czasem nasz własny ciężar.

******

wynotowane cytaty

Nieznośna lekkość bytu, Warszawa 2023 [wyd. WAB]


Widzenie jest wyznaczone dwiema granicami: silnym oślepiającym światłem i totalną ciemnością. To być może powoduje niechęć Sabiny do wszelkiego ekstremizmu. Skrajności oznaczają granicę, za którą kończy się życie, a za fanatycznym ekstremizmem w sztuce i w polityce kryje się pragnienie śmierci. [ss. 113-114]

Od tego czasu wiedziała, że piękno jest zdradzonym światem. Możemy się z nim spotkać tylko w miejscach, w których prześladowcy przez pomyłkę o nim zapomnieli. [s. 134]

Ale świat był tak paskudny, że nikomu nie chciało się zmartwychwstawać. [s. 279]

Człowiek jest pasożytem krów, tak by go prawdopodobnie scharakteryzował w swej zoologii nieczłowiek. [s. 347]

niedziela, 26 listopada 2023

24.11.2023 Olga Tokarczuk, Empuzjon, reż. Robert Talarczyk, Teatr Śląski im. St. Wyspiańskiego

Grupa mężczyzn stojących na scenie, w centrum oświetlony mężczyzna z wyciągniętą do przodu lewą ręką
 

Przyzwoity spektakl, świetnie utrzymujący klimat tajemnicy i grozy. Po raz kolejny Tokarczuk używa konwencji horroru do wypowiedzenia się w ważnym temacie. To ciekawe, że w spektaklu o zemście kobiet za patriarchalny świat, w którym możliwe było palenie "wiedźm" na stosie, cała obsada jest męska. Żonę Opitza gra wszak mężczyzna, sam zaś Wojnicz, czyli główny bohater, przez większość czasu identyfikuje się także jako samiec.
Wszystko w śląskiej produkcji było na wysokim, wyrównanym poziomie. Aktorzy mieli okazję do zaprezentowania swoich umiejętności.
Nie była to wszakże realizacja z wyżyn. Ale wolę taki teatr niż irytujące eksperymenty, w których zapomina się o aktorach lub o opowieści. Teatr, nawet jeśli używa dekonstrukcji, nawet jeśli zaplanowany jest jako manifest, ma być opowieścią.

Realizatorzy

adaptacja i reżyseria
Robert Talarczyk
muzyka
Wojciech Kilar (w opracowaniu Adama Wesołowskiego)
scenografia, kostiumy, reżyseria świateł
Katarzyna Borkowska
choreografia
Kaya Kołodziejczyk
wideo-art
Wojtek Doroszuk
przygotowanie iluzjonistyczne
Paweł Kwiecień
konsultacje literackie
prof. Ryszard Koziołek
asystenci reżysera
Michał Piotrowski, Mateusz Worek
realizacja dźwięku
Grzegorz Maj, Franciszek Borgiel
realizacja światła
Maria Machowska, Piotr Roszczenko
realizacja wideo
Szymon Suchoń
kierownictwo produkcji
Małgorzata Długowska-Błach
kierownik techniczny produkcji
Maciej Rokita
współpraca produkcyjna
Justyna Pankiewicz (STUDIO teatrgaleria)
asystentka produkcji
Dorota Damec

Obsada

Mieczysław Wojnicz
Michał Piotrowski
Wilhelm Opitz
Marcin Gaweł
Thilo von Hahn
Mateusz Smoliński
Walter Frommer
Dariusz Maj
August August
Krzysztof Strużycki
Longin Lukas
Marcin Szaforz
doktor Semperweiß
Wiesław Sławik
ojciec Wojnicza
Artur Święs
Rajmund, Hans Castorp
Jakub Fret

23 listopada 2023 Czarna Maska, K. Penderecki, NOSPR, dyr. Marin Alsop

Pierwszy mój kontakt z tą operą miał miejsce bardzo wcześnie. O polskiej prapremierze w Poznaniu mówiło się u mnie w domu dużo z racji pracy mojej mamy. Pamiętam, że chciałem bardzo tę operę zobaczyć, ale mama twierdziła, że to jest tylko dla dorosłych, więc poznańska inscenizacja Peryta pozostała tylko legendą.
Posłuchać całości udało mi się po trzydziestu latach, kiedy natrafiłem w internecie na rejestrację bodaj z Filharmonii Narodowej z Artyszem i nie pamiętam kim tam jeszcze. Nagranie, niekoniecznie doskonałe brzmieniowo pozostawiło we mnie wrażenie kakofonii i wyrobiło opinię, że to partytura trudna, wymagająca skupienia i kładąca nacisk na wiele elementów, wśród których dbałość o piękno wyrazu brzmieniowego zdecydowanie nie znajduje się na czele.
I wreszcie tak długo oczekiwany kontakt z dziełem na żywo kazał zrewidować wcześniejsze wrażenia. Oczywiście słuchanie w sali koncertowej bądź w operze ułatwia skupienie i lepsze zrozumienie materiału. Owszem dzieło jest wymagające, ale nawet średnio - tak jak ja czy Boguś - przygotowany muzycznie odbiorca jest w stanie wyciągnąć z niego wiele satysfakcjonujących elementów.
Język muzyczny jest dość atrakcyjny, rozbudowany aparat perkusyjny wnosi wiele nieoczywistych efektów dźwiękowych, wspaniale z nowoczesną muzyką komponują się cytaty i stylizacje barokowe, zdaje się, że Penderecki zastosował również technikę motywów przewodnich. Jeden z nich cały czas brzmiał mi w uszach po wyjściu, nawet go nuciłem. Całość Penderecki ujął w klamrę - na początku i na końcu oddaje głos efektownie brzmiącym bębnom.
Akcja dramatu muzycznego równie wciągająca i miejscami na tyle enigmatyczna i wieloznaczna, że daje wiele możliwości interpretacyjnych. Przynajmniej w wersji semi scenicznej, którą widzieliśmy w Katowicach. Reżyser tego wykonania, Georg Zlabinger, znakomicie wykorzystał przestrzeń sali koncertowej NOSPR, każąc śpiewakom śpiewać nie tylko z estrady, ale również z galerii chóru. Sama zaś akcja toczyła się niekiedy nawet pośród widowni.
Wykonanie bardzo satysfakcjonujące. Całokształt bardzo pewnie poprowadzony przez szefową radiowców z Katowic. Wspaniały dobór głosów z jedną tylko dość istotną chyba jednak pomyłką obsadową. Trudno oceniać możliwości techniczne i walory brzmieniowe głosu Yeree Suh (Benigny). Koreanka tak bardzo odbiegała wolumenem od reszty składu, że do siedzącego naprawdę blisko widza docierały jedynie strzępy jej interpretacji. Strzępy te dawały jakie takie pojęcie o technice czy dość przyjemnym brzmieniu, ale mimo wszystko jej kreacja pozostawiała duży niedosyt, tym bardziej, że Benigna to najważniejsza przecież partia w całej partyturze. Z mocno rozbudowanej obsady warto wyróżnić bardzo wyraziste i znakomicie poprowadzone partie Hrabiego Ebbo Hüttenwächtera (Remigiusz Łukomski), Jedidji Pottera (Patrick Vogel), Silvanusa Schullera (bardzo szlachetnie brzmiący Tadeusz Szlenkier) i Löwela Perla (Tomas Tómasson).

Wykonawcy
Marin Alsop – dyrygentka
Lionel Sow – kierownictwo artystyczne Chóru NFM
Artur Koza – przygotowanie Chóru NFM
Georg Zlabinger – reżyseria
Karolina Iwańska-Paśnicka – asystent reżysera, inspicjent
Néstor Bayona – asystent dyrygenta, pianista korepetytor
Tadeusz Szlenkier – tenor (Silvanus Schuller)
Yeree Suh – sopran (Benigna)
Joanna Kędzior – sopran (Arabella)
Karolina Sikora – mezzosopran (Róża Sacchi)
Patrick Vogel – tenor (Jedidja Potter)
Nathanaël Tavernier – bas (François Tortebat)
Ewa Tracz – sopran (Daga)
Tomas Tómasson – baryton (Löwel Perl)
Patrick Alexander Keefe – bas–baryton (Robert Dedo)
Dariusz Machej – bas (Pleban Wendt)
Mateusz Zajdel – tenor liryczny (Hadank)
Remigiusz Łukomski – bas (Hrabia Ebbo Hüttenwächter)
Magdalena Pluta – alt (Hrabina Laura)
Piotr Maciejowski – tenor (Schedel)
Jan Żądło – bas (Doktor Knoblochzer)
Justyna Ołów – mezzosopran (Czarna Śmierć)

 

poniedziałek, 20 listopada 2023

2023-11-18 Osobliwości sycylijskie, reż Roberto Ando

Film dużej urody. Pietyzm, z jakim odtworzono Sycylię sprzed stu lat robi wielkie wrażenie. Kiedy oglądałem scenę z nianią leżącą w trumnie podczas przyjazdu Pirandella, złapałem się na tym, że tak właśnie wyobrażałem sobie Włochy czytając "Serce" Amicisa w podstawówce.

Tu do pięknej scenografii i znakomitych zdjęć dochodzi fantastyczne aktorstwo*, świetny włoski humor no i trop, który sprawdza się w każdym dobrym filmie, czyli teatr w kadrze. Jest to w sumie prosta historia, w której pokazano mały wycinek życia sławnego pisarza i przy okazji rozprawiono się z przywarami, które na Sycylii wciąż pewnie pozostają żywe (korupcja, indolencja fachowców, swary rodzinne).

*Cała galeria wyrazistych epizodów i drugich planów: burdelmama, niania (!), odrzucony kochanek itd. itp. 

Oceniłem na 5

17.11.2023 Michal Ajvaz, Morderstwo w hotelu Intercontinental; Powrót starego warana; Inne miasto

Zbiór wierszy, opowiadań i powieść w jednym tomie. Zarówno wiersze jak i opowiadania wyglądają w mojej ocenie jak zapis marzeń sennych, zapewne doprawionych wyobraźnią autora, bo gęstość groteskowych zdarzeń i przemian jest tu niesłychana. 

Z prawdziwą maestrią mamy tu jednak do czynienia na końcu - w powieści "Inne miasto". Dopiero czytając ten utwór, można się zgodzić z umieszczoną gdzieś notą wydawniczą, w której porównuje się prozę Ajvaza do Brunona Schulza. Ja wpisałbym jeszcze ten utwór do długiej listy spadkobierców Kafki. Poszukiwania tytułowego "Innego miasta" są wszak w jakiś sposób pokrewne próbom dotarcia przez K. do Zamku. 

I tu mamy pokaz niesłychanie bujnej wyobraźni autora. O ile jednak w opowiadaniach i wierszach mieliśmy do czynienia z wolnym przepływem snów - pomysłów - groteskowych zdarzeń, o tyle w "Innym mieście" surrealizm podporządkowany jest idei dotarcia do ukrytego gdzieś za niedosiężną zasłoną - a jednocześnie blisko nas - równoległego świata. Wędrówka pomiędzy światami jest też próbą odpowiedzi na pytania o cel naszej egzystencji i o to, czy do niego w ogóle można dotrzeć. 

Oceniłem na 5

Wynotowane cytaty:


Jeśli nie nauczymy się słuchać tekstu pustej kartki,
To chyba nie zrozumiemy też sensu słów drukowanych. [Rzeka podziemna, s. 24]

Z prawdziwym przesłaniem książki spotka się tylko ten, kto nieśpiesznie szwenda się wzdłuż jej linijek jak brzegiem morza, wsłuchując się w cichy przybój mowy. Leniwy włóczęga prześcignie najszybszego biegacza. [Chrząszcz, s. 58]

Co robić, będziemy cierpliwie przykładać do ucha chłodne konserwy, będziemy w milczeniu wpychać w siebie długie nitki spaghetti, trochę śliskie, blado połyskujące w blasku księżyca, nie wiedząc nawet, gdzie się właściwie kończą. [Chrząszcz, s. 64]

... nasze wyobrażenia o końcu są fałszywe, kawałkujemy trwanie na poszczególne wydarzenia, żeby móc je sobie w głowie przejrzyście ułożyć jak polana w drewutni, tymczasem żaden wypadek nie jest ani trochę bardziej końcem niż początkiem czy środkiem, „żadna ze śmiertelnych rzeczy nie ma narodzin ani końca w nieszczęsnej śmierci, jest tylko mieszanie i rozdział zmieszanych" - powiada Empedokles... [Chrząszcz, s. 67]

... cel, który na szlaku zawsze tylko wprowadza nas w błąd, ponieważ cel, to nasze wyobrażenie, wrosłe w miejsce, z którego wychodzimy i nieustannie z powrotem nas do niego ściągające... [Inne miasto, s. 286]

czwartek, 16 listopada 2023

12.11.2023 Uwolnienie, Zenon Fajfer, reż. Kuba Kowalski, Wrocławski Teatr Współczesny

Dość spontaniczna wycieczka. Dzień zmiany rozkładów jazdy napawał mnie trochę niepokojem, ale pociągi jeździły bardzo punktualnie. Pogoda nie zachęcała do szczególnych spacerów, więc skierowaliśmy kroki na Włodkowica, licząc, że może dostaniemy się do Peruwiany. Nie było nam dane. Niedaleko, na św. Antoniego natknęliśmy się na krvn. Miejsce lekko hipsterskie, dość zaniedbane, ale jednak z dobrym jedzeniem - znowu burger i winem (pomarańczowe!). Można potraktować ten lokal jako rezerwowy w razie zajęcia Peruwiany. 

Po obiedzie jeszcze słodkie w kawiarni na Kiełbaśniczej i spektakl.

Tekst o teatrze, w którym nie ma teatru, albo raczej pole oddaje się widzom, od których oczekuje się, że będą aktorami. Nie, nie jest to spektakl, do którego wciąga się widzów. Między tymi, którzy wykupili bilety siedzą aktorzy, którzy ujawniają się przez niemal cały czas trwania spektaklu. Za mną siedziała aktorka, która ujawniła się chyba najpóźniej.

Tekst nie miał szczególnych walorów literackich. Przypisałbym go jakiemuś młodziakowi - studentowi. A tu okazuje się, że pan Fajfer parę lat starszy jest ode mnie. Kuba Kowalski, którego Calderon z Sopotu tak mi się podobał, tym razem może nie zawiódł, ale trochę rozczarował. Tak jakby trochę puścił ten spektakl samopas. Żaden z aktorów nie przekonał mnie, że jest jednym z nas - widzów. Może o to chodziło, że mieli być nieprzekonywający. 

Najciekawsze w całym spektaklu zadanie należało do nas. Wyjście odbywało się poprzez scenę i kulisy. Gdzieś w głębi sceny mijaliśmy niewidoczną z widowni staruszkę - krawcową szyjącą na Łuczniku wielką kurtynę. 

Po spektaklu na Kiełbaśniczej Kapka - czyli winiarnia. Rozczarowująca jednak jeśli chodzi o wina i zupełnie bez atmosfery.

11.11.2023 Iłówiec - Mosina - Poznań

Boguś nie chciał jechać, więc pojechałem z Janem. Pogoda była wspaniała, świeciło słońce, powietrze dość ciepłe. Na drzewach złociły się jeszcze liście, więc droga z Pecnej do Grzybna była wyjątkowo malownicza. Przy pałacu w grzybnie cudnie złocił się na tle niebieskiego nieba miłorząb. W Żabnie zaś udało się nam obejrzeć wnętrze drewnianego kościoła. Zajrzeliśmy też do dworku z oryginalną sygnaturką zwieńczoną krzyżem. 

Ta część trasy była mi znana, dalej odkrycia. Sielskie widoki na polnej drodze w stronę Baranówka, rząd starych wierzb, zieleń oziminy i błękit nieba. W Baranówku stara chata, jakiś płot, koła na ścianach. Potem całkiem dobrze zachowany cmentarzyk w Sowinkach. 

Latyfundium Świtalskiego wielkie, nie spodziewałem się, że aż tak. Do środka nie bardzo można zajrzeć. Jechaliśmy więc drogą wzdłuż murów, a potem przez las do Mosiny. Przejeżdżałem tyle razy przez to miasto lub przechodziłem nawet w drodze z WPN na dworzec lub z dworca do WPN i nigdy nie miałem okazji go zwiedzić. A tu same ciekawostki - pomnik eleganta, odrestaurowana synagoga i malowniczy dom z wieżą z czerwonej cegły tuż za nią. W rynku bardzo dobra restauracja - Fircyk. Z racji daty, w menu królowała gęsina. Rosół, na który miałem ochotę, nie zdążył się ugotować, więc jadłem burgera z halloumi i frytkami. Miejsce ciekawe, do którego warto wrócić. 

Po wizycie na rynku inne ciekawe miejsca - zieleniec na terenie dawnego kirkutu. Jan mówi, że powinno się używać zwrotu cmentarz żydowski. Tuż obok cmentarz ewangelicki. Stare drzewa w świetle niskiego słońca rzucają długie cienie. Przy kościele i cmentarzu wąską uliczką a potem ścieżką wzdłuż kanału Mosińskiego wyjeżdżamy w las. Chwilami ścieżki nie można odnaleźć w liściach i ściółce, ale docieramy w końcu do widokowej atrakcji - stromych skarp w zakolach kanału. Stamtąd leśna droga prowadzi nas do Niwki, w której zwiedzamy kolejny cmentarz ewangelicki. Potem z Niwki nadwarciańską drogą wracamy do Poznania. 

Ja z rogalem jadę jeszcze do cioci Joli. W mieście wielkie tłumy ciągnące na św. Marcin i ze św Marcina. Wujek Maciej zjadł aż pół rogala. 




czwartek, 9 listopada 2023

4.11.2023 Nekla i okolice

Z pociągu wysiadamy w Podstolicach. Jest słonecznie, choć zimno. Jeszcze złoto na drzewach. Choć tych drzew coraz mniej. Olbrzymie połacie lasu w tych okolicach niedawno zostały wycięte i poruszamy się drogami wśród dwu-trzyletnich sadzonek sosny. Brak drzew oznacza, że przez dużą część trasy towarzyszy nam hałas drogi krajowej. 

Bliżej Barczyzny las gęstnieje. Znajdujemy trochę grzybów i docieramy do cmentarza ewangelickiego z XVIII w. Nie ma już na nim nagrobków. Gdyby nie ogrodzenie i tablica informacyjna, można by było pomyśleć, że to zwykły las. Dowiadujemy się z tablicy, że wieś w XVI w. spustoszyła zaraza, dopiero po pewnym czasie na tereny te sprowadzono Olędrów. Wraz z ich przybyciem zmieniła się też nazwa wsi (Sławęcin). 

Wędrówka wśród pól - docieramy do dębu Bardszczyn. Obok stadnina koni. Kawałek dalej wchodzimy w zagajnik. Widać, że droga stara, miejscami ubita polnymi kamieniami, po bokach leciwe wierzby. Ten dukt doprowadza nas do drugiego z cmentarzy z nagrobkiem Lierschów - Boguś mówi, że to jacyś przodkowie dziennikarza z Głosu Wielkopolskiego. 

W Nekli jemy obiad - typowa stypowa restauracja. Rosół i rolada wieprzowa, Michał - żurek, Boguś penne. Nie najgorsze i tanio. Przed pociągiem zwiedzamy jeszcze pałac i park. Trzeba zapewne wrócić, bo pałac w renowacji.




2023-11-08 Pascal Mercier, Nocny Pociąg do Lizbony, Warszawa 2008, wyd. Noir Sur Blanc

Dość wciągająca, choć niekiedy irytująca lektura. Raimund Gregorius, pięćdziesięcioletni z okładem, kostyczny nauczyciel greki, łaciny i hebrajskiego w berneńskim liceum, porzuca swe dotychczasowe uporządkowane i nieco monotonne życie i wyjeżdża do Lizbony w poszukiwaniu śladów pewnego Portugalczyka, którego książka wpadła mu w ręce i zachwyciła kilkoma cytatami. Być może nie pojechałby w tę podróż, gdyby nie spotkał na moście w rodzinnym mieście tajemniczej Portugalki, która napisała mu na czole numer telefonu. 

Powieść detektywistyczna, choć bez zbrodni. Gregorius poszukuje śladów tajemniczego autora i, po nitce do kłębka, dowiaduje się coraz więcej o zmarłym 30 lat wcześniej doktorze Amadeu Prado. Odkrywanie stopniowe historii Prado buduje napięcie, wciąga, jest dużym atutem tej lektury. Gorzej z motywacją naszego detektywa - Gregoriusa. Dlaczego ruszył w tę podróż, cóż takiego Amadeu miał w sobie, że tak zafascynował berneńczyka? Odpowiedź - zarysowanie historii Prado nie wydaje mi się przekonująca. 

Sztucznie brzmią również opowieści o Amadeu snute napotkanych przez Gregoriusa lizbończyków. Wygłaszają oni tak rozbudowane i wnikliwe peany o doktorze Prado, że trudno w nie uwierzyć. Również zapiski doktora Prado nie wydają się na tyle błyskotliwe lub odkrywcze, by rzucać wszystko i udawać się w podróż śladami tego, jak to ujęto w książce, "złotnika słów".

No i jeszcze jeden zarzut kompozycyjny - co stało się z kobietą z mostu i dlaczego Gregorius nigdy do niej nie zadzwonił?

Główny bohater - Prado - mówi kilka razy w tej książce, że nie znosi kiczu. To trochę paradoksalne, że książka o nim parokrotnie o ten kicz się ociera.

Oceniłem na 4

 

Wynotowane cytaty

Któż naprawdę chce być nieśmiertelny? Któż chciałby żyć wiecznie? Jakże nudna i jałowa musiałaby być świadomość, że nie ma znaczenia, co zdarzy się dzisiaj, w tym miesiącu, w tym roku – będzie jeszcze nieskończenie wiele dni, miesięcy i lat. Dosłownie nieskończenie wiele. Czy w takiej sytuacji cokolwiek jeszcze byłoby ważne? Nie musielibyśmy już liczyć się z czasem, nie moglibyśmy niczego zaprzepaścić, nie musielibyśmy się spieszyć. Byłoby obojętne, czy zrobimy coś dziś, czy jutro, całkowicie obojętne. Tysiąckrotne zaniedbania wobec wieczności stawałyby się niczym i nie miałoby sensu niczego żałować, bo zawsze zostawałby czas, by to nadrobić. Nie moglibyśmy nawet żyć chwilą, gdyż owo szczęście czerpiemy ze świadomości upływającego czasu, próżniactwo to przygoda w obliczu śmierci, wyprawa krzyżowa przeciw dyktatowi pośpiechu. Jeśli wszędzie i zawsze byłby czas na wszystko – gdzie zostałoby jeszcze miejsce na radość marnotrawienia czasu? [s. 154]

... wyobraźnia jest naszą ostateczną świętością... [s. 192]

Zawsze wzbraniałem się przed, jak to nazywają, dojrzewaniem. Nie lubię dojrzałości. Uważam tak zwaną dojrzałość za oportunizm lub czyste zmęczenie. [s. 198]

Umrzeć godnie oznacza umrzeć w uznianiu faktu, że to już koniec. I przeciwstawić się wszelkiemu kiczowi nieśmiertelności. [s. 318]

Sięgamy daleko w przeszłość - napisał Prado. - Staje się to przez nasze uczucia, te najgłębsze, czyli te, które decydują o tym, kim jesteśmy i jak to jest być nami. Owe uczucia bowiem nie znają czasu, nie znają go i nie uznają. [s. 335]

niedziela, 5 listopada 2023

David Foster Wallace, Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi, Warszawa 2015, wyd. WAB

Świadectwo doskonałego warsztatu pisarskiego, daru wnikliwej obserwacji, które po przeniesieniu na papier tworzą gęstą literacką tkankę.To pisarstwo wciąga, ale jest też bardzo wymagające i może czytelnika pokonać. Mnie pokonały dwa "cyberopowiadania", mocno futurystyczne, kreujące język, którym być może będziemy się posługiwali za kilkadziesiąt lat.

Większość opowiadań z tego zbioru, adekwatnie do tytułu, zajmuje się różnymi personami, najczęściej mężczyznami, których cechują erotomania, mizoginia itp. Nagromadzenie historii kręcących się wokół takich tematów, w ujęciu naturalistycznym, z wnikliwą obserwacją psychologiczną na dłuższą metę może czytelnika zmęczyć.

Najciekawsze opowiadanie w tym zbiorze trochę nie przystaje do reszty. "Na zawsze w górze" to jakby strumień świadomości dzieciaka, który w dniu 13 urodzin idzie z rodzicami na pływalnię lenią. Wallace obrazuje kłębiące się myśli chłopca na moment przed skokiem z wieży pływackiej. Błyskotliwe, bezlitosne i gorzkie. Z tego też pochodzi poniższy cytat.

Wynotowany cytat

Więc co jest kłamstwem? Twardość czy miękkość? Cisza czy czas?
Kłamstwo polega na tym, że jest jedno i drugie. [s. 25]

środa, 1 listopada 2023

27.10.2023 Christian Lindberg w Filharmonii Poznańskiej

Ponoć najsławniejszy puzonista świata. Wstyd się przyznać - nie słyszałem o nim. Grając na tym instrumencie niełatwo przebić się do czołówki i wieść życie solisty. Ale ten facet to wulkan energii. Jak się na niego patrzy, można zrozumieć jego sukces. W Poznaniu wystąpił zarówno w roli solisty jak i dyrygenta.
Na początek uwertura do Wolnego Strzelca. Melodyjna i bardzo dobrze zagrana. Potem koncert puzonowy autorstwa samego Lindberga. Skrzący się kolorami, ale ja bym rzekł, że niemal neoklasyczny. Malarski dźwiękowo, czasem jaskrawy, a czasem wręcz pastelowy.
Na koniec Brahms. Niekoniecznie mój ulubiony kompozytor. Ale IV Symfonii słuchało się przyjemnie.

Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,

Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...