Niedziela 30 kwietnia 2023
Jeszcze zimno, a Oborniki to też niespecjalnie rowerowy kierunek, więc jedziemy na wycieczkę w komfortowych warunkach prawie pustego pociągu. Startujemy w Rożnowie. Malutki barokowy kościółek, a na końcu wsi pozostałości majątku z parkiem, w którego centrum stoi potężny dąb.
Droga nad brzegiem Wełny prowadzi nas do Jaracza i Wełny. Te okolice znamy dobrze. W Jaraczu młyn i muzeum młynarstwa, w Wełnie drewniany kościół, który był świadkiem ślubu Józefa Wybickiego. Ale było też i odkrycie. Pałac i folwark. Folwarczne budynki równie okazałe jak sama siedziba dziedziców, która obecnie czeka na odnowienie. Właśnie zdjęto dach...
Z Wełny lasami do Dąbrówki Ludomskiej, gdzie pałac także ktoś zaczął remontować, więc oglądamy go tylko przez płot. Sąsiednie Ludomy bardzo ciekawe - niszczejący kościół katolicki i używany obecnie poewangelicki, do tego malowniczy park dworski. Z głównej szosy trzeba skręcić w stronę cmentarza i potem jechać ku lasom. Tu bardzo ciekawa droga, po lewej coś jakby wał morenowy. Kiedy kończy się długie wzniesienie, wyłania się wieś Chlebowo. W środku lasu pałac, gorzelnia i coś jakby elektrownia wodna?? Potem polami w stronę Połajewa.
Widać stary rodowód. W rynku ceglane domki, okazały kościół, a na drugim krańcu podniszczony, opuszczony zbór ewangelicki. W wybitych oknach gdzieniegdzie zachowały się drewniane maswerki, widać też neogotyckie sklepienia. Atrakcją tutejszą jest pięknie utrzymany park i gorzelnia, którą zamieniono w całkiem ekskluzywną knajpę, niestety niedostępną z powodu komunii.
Po drodze do Ryczywołu maleńki mająteczek Krężoły (choć czytamy na którejś z tablic informacyjnych, że to wieś o najstarszym rodowodzie w okolicy). Ryczywół zaś dawną świetność ma już pewnie za sobą. Zbór poewangelicki stoi pusty, podobnie jak szpital w dawnym pałacu. Rynek przeszedł rewitalizację, na jednej z kamienic pojawił się mural, pokazujący bank z lat 30-tych. Nieopodal kościół wyglądający z zewnątrz na oryginalne rokoko. Czytam później, że to wytwór międzywojnia. Udatna imitacja, podobnie jak ta z Dąbrówki Kościelnej.
W drodze do Rogoźna odwiedzamy jeszcze pałacyk w Nininie, a w samym mieście nie ma już zbyt dużo czasu, więc tylko szybka pętelka do kościoła św. Wita i do pociągu.
1 maja 2023
Start w Pobiedziskach. Nie zwiedzamy miasta, w którym bywaliśmy już kilka razy. Teraz tylko zaglądamy nad jezioro Biezdruchowo i jedziemy w stronę Pomarzanowic. Pałac można obejrzeć tylko przez płot. Stamtąd polną drogą jedziemy do Węglewa, gdzie czeka na nas uroczy drewniany kościółek i dwór, w którym mieści się obecnie szkoła. W Podarzewie nic ciekawego, za to w Podarzewicach, przy polnej drodze porośnięta drzewami górka, która okazuje się być dawnym cmentarzem ewangelickim. Zachowała się na nim jedna płyta z napisami i szczątki kilku grobów.
Na drodze do Charzewa śniadanie pod wierzbą, a w samej wsi pałac. Orientujemy się, że już tu kiedyś byliśmy. Sylwiusz i Boguś pamiętają, że na figurze MB był błąd ortograficzny. I rzeczywiście: "Wieńczność". Dalej Sroczyn, kojarzy się Sylwiuszowi fekalnie. A dalej prowadzi nas bardzo malownicza dróżka wzdłuż szpaleru wierzb i topoli do Eichenheim czyli Gniewkowa. Rozrzucona wśród pagórków wieś, ukryty w drzewach dawny pałac i znów cmentarzyk, na którym bezładnie rozrzucone kamienie nie przypominają już w żaden sposób o miejscu pochówku dawnej niemieckiej społeczności.
Docieramy do Turostowa. Grodzisko nad jeziorem ktoś ogrodził i zawłaszczył. Na wale altana z tarasem... Woda w jeziorze przejrzysta, skusiła mnie do zamoczenia stopy, na którą bezczelnie wpełzł zaskroniec! Nie wiem, kto bardziej się wystraszył - on czy ja.
Okrążamy jezioro, ścieżka wiedzie w dolinkę i przez las. Wyjeżdżamy zaraz przy kościele w Dąbrówce Kościelnej. Stamtąd trakt poznański prowadzi nas długo przez Puszczę Zielonkę prawie do samego Poznania. Kończymy kawą na Śródce. Boguś je frankfurterki, Sylwia kluski, a ja sernik.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz