Przesiadając się w Pile na dworcu, mamy akurat trochę czasu, by wypić kawę w stylowej poczekalni, którą zdobią fotosy starej Piły. Potem maleńkim szynobusem mkniemy do Trzcianki. Za oknem przede wszystkich lasy, które jednak robią ponure wrażenie, jako że są monokulturą sosny. Nic innego jednak pewnie na tych piachach by nie wyrosło.
Wiedzieliśmy, że Trzcianka nie ma zbyt wielu zabytków i nie jest specjalnie ciekawym miastem, co potwierdziło się na miejscu, choć trzeba przyznać, że to miejscowość bardzo zadbana. Za to prawie po sąsiedzku leży biała, która robi wrażenie dzięki nagromadzeniu ciekawych rzeczy w niewielkiej w sumie wsi. Szczególnie przypadł nam do gustu zespół parkowo-pałacowy - dziś szkoła - w którego zwiedzaniu towarzyszył nam terierowaty przesympatyczny piesek, zaczepiający i czekający na zabawę.
Do tego dwa koziołki - Matylda i Roman. Szkoda tylko, że stare budynki już się prawie rozlatują.
Droga z Białej wiedzie krawędzią pradoliny Toruńsko-Eberswaldzkiej. Dochodząc na skraj skarpy, ma się widok na całą dolinę Noteci. Potem Radolin, Kuźnica Czarnkowska, w której na wzgórzu jeszcze można zobaczyć ruiny pałacu z 1830 r.
Malowniczą ścieżką nad rzeczką Rudnicą jedziemy w stronę Czarnkowa. Wita nas piękny nitowany most i nie jest to jedyna atrakcja miasta. Wrażenie robi przebogate wnętrze kościoła, rynek z ławeczką Janka z Czarnkowa, malownicze i zadbane uliczki. Jest i browar. Tu jemy obiad, popijając oczywiście piwem noteckim (sławne bączki). Potem mozolna droga pod górę do Brzeźna, w którym odwiedzamy dwór. Modernizacja z początku XXI w. nie posłużyła mu. Zatracił charakter starej budowli.
W Gębicach zwiedzam park klasztorny ss. Felicjanek. Wychodzi jakaś siostra, by wybadać, kto zacz. Tu przydaje się moje dawne doświadczenie dziennikarskie, współpraca z Księgarnią Świętego Wojciecha. Nie zostaję wygoniony, a siostra pyta się, gdzie obecnie pracuję i patrząc na mój rower stwierdza, że jestem żywą reklamą swojej firmy.
Bardzo ciekawym miejscem okazuje się ostatni przystanek przed metą - założone przez Raczyńskich Wyszyny. Wrażenie robią zwłaszcza budowle z kamienia polnego, w tym kościół w dawnym spichlerzu i gorzelnia.
Ostatni odcinek z Gębic do Budzynia pokonujemy w szalonym tempie, żeby zdążyć na pociąg. Udaje nam się i wsiadamy, pomimo czarnowidztwa Bogusia, jakoby brak biletu kupionego online uniemożliwi nam wejście z rowerem do pociągu.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz