poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Percival Everett, James

Pobieżnie przejrzałem opinie na temat tej książki: wtórna wobec "Przygód Hucka Finna", brakuje humoru Marka Twaina. Proponuję zapomnieć o Twainie i czytać "Jamesa" bez kontekstu. Oddać głos tytułowemu bohaterowi, niewolnikowi, który u Twaina jest postacią drugoplanową i poznać historię opowiedzianą z punktu widzenia czarnego mieszkańca Południa. Nie bez znaczenia będzie tu fakt, że autor sam jest Afroamerykaninem.

Warto przy tym zwrócić uwagę na warstwy, z których Everett zbudował swoją powieść. Pierwsza z nich to fabuła - atrakcyjna, łotrzykowska historia pełna zwrotów akcji i niebezpieczeństw. Druga to język. Czarni mówią inaczej niż biali. James, niewolnik, który sam nauczył się czytać i pisać, potrafi jednak posługiwać się językiem literackim. Biali zaś nie potrafią mówić jak czarni. James ma świadomość, że język jest czymś, co odgradza panów od niewolników. Można odnieść wrażenie, że choć specyficzny dialekt widzimy jako cechę przynależną stanowi niewolniczemu, to jest on również swego rodzaju azylem, w którym James i jego pobratymcy czują się bezpiecznie. 

Trzecia warstwa polega na próbie przyjrzenia się transgresjom, przekraczaniu granicy pomiędzy wolnością i jej brakiem. Zasadniczym problemem tych transgresji jest niemożność wyobrażenia sobie funkcjonowania w świecie, w którym nie ma podziału na wolnych i zniewolonych. James, znajdując się w sytuacjach zbliżonych do wolności, na przykład wtedy, gdy udaje mu się zdobyć rewolwer, wydaje się bardzo zagubiony, nie wie jak działać i co z przytrafiającymi mu się namiastkami wolności począć. Również białym nie mieści się w głowie konfrontacja z czarnymi, którzy zachowują się jak wolni ludzie. To chyba najciekawsze, co możemy odnaleźć w powieści Everetta.

Mamy jeszcze warstwę czwartą, zaledwie naszkicowaną, ale skłaniającą do refleksji. Gdzie należy (i czy w ogóle trzeba) postawić granicę pomiędzy czarnymi i białymi? Uwarunkowania biologiczne, mieszanie się "ras", wielość odcieni "czerni" ową granicę upłynnia. Jest u Everetta postać Normana, niewolnika, po którym nie widać afrykańskiego pochodzenia (podobną figurę odnajdziemy też np. u Faulknera w "Światłości w sierpniu"). Sam Huckleberry Finn - jak sugeruje James - również ma domieszkę niewolniczej krwi. 

Zakończenie powieści będące swego rodzaju preludium wolności nie jest jednoznacznym rozwiązaniem fabuły. Podobnie zniesienie niewolnictwa nie zakończyło historii rasizmu w Ameryce. Doskonale wiemy, że część ludzi potrzebuje wyraźnych granic. Dlatego warto czytać książki, które pomagają owe granice zacierać i do nich właśnie należy "James" Percivala Everetta. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Federico De Roberto, Wicekrólowie

Mikołajewski przyrównuje tę książkę do "Pana Tadeusza", ja widzę raczej podobieństwa do "Anny Kareniny". Mamy tu bowiem ...