sobota, 30 maja 2026

Teodor Parnicki, Srebrne Orły

Gdyby uczyć historii z powieści Teodora Parnickiego, może by Polacy zrozumieli, że Polska nie jest i nie była izolowaną od reszty świata wyspą, lecz elementem skomplikowanej mozaiki. Czasy, w których zapominano, że nie żyjemy w próżni i nie oglądano się na to, co dzieje się za miedzą, zawsze prowadziły do skutków dla Polski fatalnych.
Srebrne Orły są o potędze młodego państwa, którego władcy umieli się w skomplikowanej europejskiej układance odnaleźć. Niewiele zresztą mówi Parnicki o "Polakach". Z samym Chrobrym spotykamy się dopiero na samym końcu. Kto inny gra w tej powieści pierwsze skrzypce. Jest tu Otto III, Sylwester II, ich dworzanie i pomniejsi gracze europejskiej polityki. Poznajemy najpierw perspektywę cesarza i papieża, ale dowiadujemy się później, że spojrzeń na dzieje może być wiele, zależy kto i z jakiej pozycji patrzy. Pięknie napisana, ciekawa powieść. Moje trzecie spotkanie z Parnickim. Nieco mniej sensacyjna niż "Tylko Beatrycze", ale dorównująca jej językową elegancją, i świetnym historycznym przygotowaniem.

środa, 20 maja 2026

Petr Čornej, Rewolucja husycka

To bardzo ciekawy temat: zakończony niepowodzeniem ruch odnowy kościoła, swoisty falstart przed późniejszą o stulecie reformacją. Čornej zaczyna od rzetelnego, ciekawego wyłożenia przyczyn i przechodzi do opisu tego, co nazwał rewolucją (choć sam termin "rewolucja" jest wszak znacznie późniejszy niż wystąpienia husyckie). Nie starczyło już miejsca lub chęci na opis skutków wydarzeń w XV-wiecznych Czechach i - co szczególnie mnie zawiodło - niemal nie oddano głosu bohaterom tej książki. 

O co poszło? Owszem, wymienia się w książce 4 artykuły praskie, ale streszczenie ich do zaledwie kilku zdań to chyba jednak za mało. Dowiadujemy się, że ruch nie był jednolity. Prawie nic na temat przyczyn podziału i tego, w jaki sposób przebiegał. Troszkę o taborytach, "sierotkach", potem znienacka wyskakują kalikstyni i de facto nie wiadomo, skąd się wzięli. Szczerze mówiąc, wolałbym, żeby takie rzeczy naświetlił mi autor zamiast opisywać kolejne bitwy, podawać daty i liczby zabitych. 

Urzeka w książce to, że wykazano w niej, iż już w XV wieku istniał tak lubiany w Polsce bezpretensjonalny czeski humor. 

Książkę Čorneja trzeba traktować jako wstęp do historii husytyzmu i, jeśli ktoś chce się dowiedzieć więcej na temat czeskiej reformacji, zdecydowanie powinien poszukać innych lektur. 

wtorek, 5 maja 2026

Ákos Kertész, Makra

Ciekawie jest obcować z powieścią osadzoną w realiach tzw. demokracji ludowej, w środowisku robotniczym, które autor opisuje bez upiększeń, "po męsku". Może niektórych razić seksizm, androcentryzm, ale tytułowy bohater jest człowiekiem tamtych czasów, robotnikiem, a książka ma oddawać jego patrzenie na świat. 

Wiadomo, że nie należy czytać notek wydawniczych na okładkach, ponieważ w większości naprowadzają czytelnika na mylne tropy. Trudno zgodzić się ze stwierdzeniem, że "Makra" to opowieść o człowieku, którego życiowa uczciwość doprowadza do przegranej.

Można darować sobie roztrząsanie kwestii uczciwości Makry. Lepiej do tej postaci pasowałyby określenia: nieprzystosowany, osobny, odrębny. Bohater przez całe życie musi wybierać pomiędzy życiowym maksymalizmem a kompromisami. Pierwsza opcja jest ryzykowna, bardziej egoistyczna, druga pozornie bezpieczniejsza, ale uniemożliwiająca osiągnięcie pełni szczęścia. 

Jest być może Makra swoistym odbiciem Obłomowa, przy czym przegrana tego drugiego wynikała z gnuśności, zaś porażka Makry jawi się jako suma świadomości własnych ograniczeń oraz poczucia odpowiedzialności za innych. 

Radykalna, konsekwentna postawa życiowa jest prawdziwą rzadkością. W powieści Kertésza realizuje ją Vali, która jednak pochodzi z burżuazyjnej rodziny i proletariacki lęk o jutro jest jej obcy. Stąpający mocno po ziemi Makra jest w mojej ocenie bliższy zwykłym zjadaczom chleba i może budzić sympatię pomimo swojej gwałtowności i surowości. 

Zaskakuje zakończenie. Makra wydawał się silną osobowością. Być może zignorowałem sygnał, jakim była jego ucieczka z rodzinnych okolic i całkowite odcięcie się od dawnego życia. Druga ucieczka Makry była ucieczką ostatnią i przerażająco skuteczną.

sobota, 2 maja 2026

Jon Fosse, Nowe imię. Septologia 6-7

Stary malarz, który właśnie doszedł do wniosku, że namalował w swoim życiu wszystko co miał do namalowania, patrzy na morze. Jego myśli powracają jak fale i przeplatają się z modlitwą. Dopiero, gdy wyrywa się ze stuporu i wyrusza z sąsiadem do jego siostry na świąteczną kolację, gdzieś po drugiej stronie fiordu, narracja traci swoją falową regularność i rozpada się w końcowym, mistrzowsko napisanym monologu, w którym jednak swego rodzaju boją ratunkową pozostaje modlitwa. 
W zakończeniu Septologii Fosse zatacza krąg, powraca do wspomnianych w pierwszych częściach osób (chłopiec, który zatonął wypadłszy z kutra) i motywów (Asle staje się obiektem niechcianego zainteresowania seksualnego). Jednocześnie finał ma charakter otwarty. 

Jak to jest, że proza Fossego, medytacyjna, ascetyczna w warstwie fabularnej, stroniąca od eksperymentów formalnych (poza konsekwentną rezygnacją z interpunkcji innej niż przecinki) może tak wciągnąć czytelników i cieszy się - co widać po ocenach w serwisach czytelniczych - tak wielkim uznaniem? Wydaje się, że to właśnie swoista skromność, skupienie na rzeczach najprostszych i najważniejszych jest dla sukcesu norweskiego pisarza decydująca. Można w "Septologii" odnaleźć to, czego brakuje większości ludzi w dzisiejszym świecie: regularność, ukryte w powtarzalności bezpieczeństwo, umiejętność wsłuchania się w siebie.  

Zabiegi, które Fosse stosuje, by ów efekt maksymalnego skupienia osiągnąć, to, według mnie, różnego rodzaju redukcje. W większości powieści autorzy unikają powtarzania tych samych imion. Fosse świadomie wybiera dla swoich postaci te same lub podobne imiona. Dwóch Asle, Asleik, Ales i Alice, Herdis i Hjordis, dwie Guro. Możemy przyjąć - dowolnie - że to ci sami bohaterowie, którzy wiodą równoległe życia lub, że to imiennicy, których losy się splatają. Inna redukcja dotyczy przestrzeni. Istnieje w zasadzie dom artysty, gdzieś na norweskim pustkowiu, parę punktów pomiędzy domem i miastem Bjorgvin (czyli Bergen). A w mieście, w którym bohater wciąż się gubi, istnieje dla niego (i dla nas) tylko kilka miejsc. Trafimy z Aslem do galerii Beyera, kościoła św. Pawła, hotelu Dom, Wąskiego Zaułka, kawiarni czy szpitala. Reszta przestrzeni niejako znika, a w wyobraźni zostaje nam coś tak sterylnego jak obrazy Edmunda Hoppera. Skoro zaś przy obrazach jesteśmy, warto wspomnieć, że Asle używa w pracy palety zaledwie kilku barw, wśród których dominuje szarość. To kolejna z redukcji. 

Można podsumować tę twórczość kolokwialnym: mniej znaczy więcej. Wszak niewiele tworzywa wystarczyło do utkania siedmiu tomów wciągającej prozy.

 

@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@

wynotowane cytaty 

Jon Fosse, Nowe imię. Septologia 6-7, Warszawa 2025 [wyd. ArtRage]

jeśli Bóg nie jest Bogiem wszechmocy, tylko raczej niemocy, to i tak jest obecny we wszystkim, co istnieje i we wszystkim, co się wydarza [s. 56] 

Federico De Roberto, Wicekrólowie

Mikołajewski przyrównuje tę książkę do "Pana Tadeusza", ja widzę raczej podobieństwa do "Anny Kareniny". Mamy tu bowiem ...