sobota, 25 kwietnia 2026

Han Kang, Nie mówię żegnaj

Poetycka, piękna, ale też trudna, wymykająca się gatunkowym klasyfikacjom. Taka jest ostatnia jak do tej pory powieść Han. Autorka wciąga czytelnika w tę lekturę intrygując stanem głównej bohaterki - narratorki. Wiemy, że przeżywa swego rodzaju kryzys, izolację, doprowadza się do abnegacji. Dręczą ją sny. Z tego stanu wyrywa ją przyjaciółka, która trafiła do szpitala. Narratorka jedzie na wyspę Czedżu zaopiekować się papużką chorej. Rozpoczyna się znakomicie opisany, pełen napięcia wyścig z czasem. 
Kiedy bohaterka trafia na miejsce, bieg powieści rwie się na achronologicznie ułożone fragmenty. Narratorka sama, a co za tym idzie także czytelnik, traci orientację. Nie wiemy już, czy poruszamy się w świecie realnym, czy w świecie duchów. I właśnie w takim stanie bohaterka zaczyna poznawać tragiczną historię wyspy Czedżu, na której w 1948 r. doszło do ludobójstwa. Miejscami mamy teraz właściwie do czynienia z czymś, co przypomina literaturę faktu. Przytaczane są wypowiedzi świadków tamtych wydarzeń, a zadaniem narratorki jest upamiętnienie zamordowanych. 
Bohaterka broni się przed tym. To wszak zadanie bardzo kosztowne emocjonalnie. Nie powinna nas zatem dziwić rwana opowieść, która zapewne ma odzwierciedlać rozterki i trudności narratorki.
To gatunkowe przełamanie, które następuje mniej więcej w połowie książki, może niektórych czytelników rozczarować. Skoro jednak Han Kang wybrała jako temat tak trudny rozdział dziejów Korei, nie powinno zaskakiwać, że zrezygnowała z przeprowadzenia odbiorców przez tę historię w bezpiecznej epickiej formie. Lektura jest wyzwaniem, które warto podjąć, choćby dlatego, że w naszej europejskiej świadomości tematy poruszane w "Nie mówię żegnaj" właściwie nie istnieją. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Federico De Roberto, Wicekrólowie

Mikołajewski przyrównuje tę książkę do "Pana Tadeusza", ja widzę raczej podobieństwa do "Anny Kareniny". Mamy tu bowiem ...