czwartek, 9 kwietnia 2026

Bill Gaston, Bogowie pokazują klaty, Warszawa 2019 [wyd. Marginesy]

Zauważam taki trend, w który wpisują się często twórcy opowiadań. Należy opisać codzienność bliską czytelnikowi i ten oswojony świat na tych kilkunastu-kilkudziesięciu stronach zaburzyć czymś nieoczekiwanym. U Gastona są to często - używając określenia Krzysztofa Majera, tłumacza i osoby, która dokonała wyboru opowiadań do tego tomu - epifanie. Czasem taka epifania robi spektakularne wrażenie. Można na przykład trafić na wieczór autorski, który przeciąga się do ranka i zamienia w pojedynek pisarz - słuchacz (jedyny, który wytrwał i nie opuścił kilkugodzinnej improwizacji autora). Można twierdzić, że jest się synem Malcolma Lowry'ego. Można też w łódce na środku jeziora zabić wiosłem dwoje współpasażerów. Nie można odmówić Gastonowi pomysłowości. Epifanie mają jednak to do siebie, że zdarzają się rzadko. Jeśli upchniemy je w kilkunastu opowiadaniach, mogą znużyć. Dla lepszej recepcji twórczości Gastona byłoby może korzystniej wydać zbiór mniejszy. Przeczytanie tej pozycji na jeden raz staje się bowiem trudnym wyzwaniem czytelniczym, zwłaszcza jeśli spotyka się na kartach książki postaci i motywy dość podobne do siebie. 

%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%

- Wstyd to zaparcie, stwierdziła Lulu. A zażenowanie to grzech. [s. 172]

- Nieśmiałość zmienia łebskich ludzi w leszczy. [s. 173] 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Federico De Roberto, Wicekrólowie

Mikołajewski przyrównuje tę książkę do "Pana Tadeusza", ja widzę raczej podobieństwa do "Anny Kareniny". Mamy tu bowiem ...