piątek, 26 czerwca 2026

Fatma Aydemir, Dżiny

Dżiny - demony, upiory przeszłości, które wpływają na nasze życie. Ich ukrywanie, przemilczanie nic tu nie daje, bo utrzymywanie rodzinnych sekretów nie sprawi, że traumy znikną. Nadal będą nas dręczyć, tylko nasze zachowanie będzie mniej zrozumiałe dla otoczenia. 

W mieszkającej w Niemczech rodzinie Hüseyina każdy ma swojego dżina, przez którego tkwi w smutku i żalu. Na niewypowiedziane osobiste sekrety nakłada się do tego kryzys tożsamości. Nie dość że asymilacja jest niemożliwa, to jeszcze Hüseyin, Emine i ich dzieci nie wiedzą do końca czy są Turkami czy Kurdami. Dżinem jest też obyczaj, który żąda od naszych bohaterów podporządkowania. 

Młodzi, zwłaszcza dziewczyny: Sevda i Peri pragną zmiany, szczęścia. To jest dla starszych niezrozumiałe i w naturalny sposób prowadzi do konfliktu. Jądrem tej książki jest ostatni rozdział - przejmująca rozmowa Sevdy z Emine, w trakcie której obie odsłaniają przed sobą najbardziej bolesne sekrety. Córka próbuje przy tym pokazać matce, jak utrwalany rodzinny schemat ról i powinności wpędza w nieszczęście kolejne pokolenia. Dla tej oczyszczającej rozmowy warto przeczytać książkę Aydemir. Przeczytać z nadzieją, że próba zerwania z toksycznym schematem nie jest li tylko baśnią, ale może zdarzyć się w życiu. Pamiętać wszakże trzeba, że osoby lub wręcz całe grupy często nie posiadają możliwości poznawczych, które prowadzą do przerwania rodzinnej i społecznej opresji. Możliwość tego rodzaju transgresji to raczej przywilej imigrantów okupiony wszakże innym ciężarem - nieprzystosowaniem zarówno do kultury pochodzenia, jak i kultury kraju zamieszkania. 

Dla czytelnika, który nie posiada doświadczeń imigranckich, będzie to z pewnością literatura poszerzająca horyzont i umożliwiająca zrozumienie coraz bardziej niejednorodnego świata. 

wtorek, 23 czerwca 2026

Matthew Kneale, Anglicy na pokładzie

Ach, jakim paskudnym człowiekiem jest Europejczyk, a w tym konkretnym przypadku: Anglik. Im głośniej o dziejowej misji, wyjątkowości i wybitności, tym większe prawdopodobieństwo, że istnieje odrażająca "druga strona medalu". Demaskowanie kolonializmu i narosłych nań kulturowych przeświadczeń to robota na lata. Dobrze, że jeden z przykładów wychodzi spod pióra Anglika. Kneale z humorem, ale bezlitośnie przedstawia obłudę i głupotę przedstawicieli XIX-wiecznej klasy średniej (lekarze, duchowieństwo, urzędnicy). Widzimy, jak uprzedzenia i stereotypy, ignorując prawdy z dzisiejszego punktu widzenia oczywiste, kształtują stosunki społeczne i utrwalają niesprawiedliwość.
Ci, którzy z racji wykształcenia i pozycji w społeczeństwie powinni cechować się mądrością, okazują się głupsi i nikczemniejsi niż przedstawiciele warstw niższych. Pastor Wilson i Doktor Potter płynący na Tasmanię w poszukiwaniu biblijnego Edenu to megalomańscy, niebezpieczni idioci, na każdym niemal kroku dyskredytujący się moralnie.
Niemal szlachetnie na ich tle wypada cwaniaczkowaty kapitan Kewley, który w kluczowych momentach nie potrafi postąpić niehonorowo, za co przychodzi mu nieraz słono zapłacić, zaś Aborygen Peevay to wywołująca sympatię figura "czystego prostaczka".
Kneale w "Anglikach na pokładzie" wielokrotnie obnaża ślepotę i głupotę "panującej rasy saksońskiej". Dwa najjaskrawsze przykłady:
1. Pastor Wilson organizując wyprawę w góry w poszukiwaniu Edenu, zatrudnia jako przewodnika Peevaya, który po latach życia w mieście, znalazłszy się znów na łonie natury powraca do dawnych obyczajów (spania na ziemi, polowań, nagości). Wyprawa kończy się rozczarowaniem. Pastor nie dostrzega nawet, że ów raj odkrył. Nie było w nim wprawdzie pierwszych ludzi, ale był "ostatni człowiek" w stanie natury - Peevay.
2. Dla doktora Pottera wyprawa = badania do opus magnum na temat specyfiki ras. Tu oczywiście najwyższą jest "saksońska". Lekarz wiezie do Anglii mnóstwo szkieletów. Sincerity tonie, a razem z nią Potter i jego kolekcja. Po jej wyłowieniu czaszkę Pottera prezentuje się w muzeum jako przykład czerepu aborygeńskiego.

Lektura bardzo sympatyczna, bo łącząca wątek przygodowo-awanturniczy z refleksją i próbą rozliczenia imperializmu brytyjskiego. 

@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@

Matthew Kneale, Anglicy na pokładzie, Gdańsk 2014

Nigdy nie jest ważne to, kto ma  r a c j ę,  ale to, komu inni  w i e r z ą - a wiara to już całkiem inny zwierz. [s. 503]  

wtorek, 16 czerwca 2026

Federico De Roberto, Wicekrólowie

Mikołajewski przyrównuje tę książkę do "Pana Tadeusza", ja widzę raczej podobieństwa do "Anny Kareniny". Mamy tu bowiem bardzo szeroki obrazek z życia arystokracji. Brakuje jednak w "Wicekrólach" takich postaci jak Lewin czy Kitty Szczerbacka, jednoznacznie pozytywnych i wzbudzających sympatię. Uzedowie di Francalanza oraz ich pociotkowie są antypatyczni i przeważnie z gruntu zepsuci. Jedynym wyjątkiem mogłaby tu być Teresa, ale jej dewocja i uległość czynią z niej postać mdłą i rozczarowującą. 
Trzeba sobie zadać pytanie, dlaczego De Roberto tak właśnie sportretował sycylijską elitę II poł. XIX wieku. Roi się tu hedonistów, zawistników, skąpców. Na porządku dziennym jest bezduszne traktowanie członków rodziny, unieszczęśliwianie małżonków i dzieci. Ci, których przeznaczono do stanu duchownego, kompromitują kościół rozwiązłością i antychrześcijańską postawą. Jeden z najsmutniejszych wątków opisywał niedopuszczenie do profesji wieczystej kandydata, który podpadł współbraciom benedyktynom (wśród których było aż dwóch Uzedów) tym, że miał zbyt pospolite pochodzenie. Portret arystokracji jest tu zdecydowanie negatywny, choć nie widać też u de Roberto fascynacji socjalizmem. Być może taka właśnie postawa skutkowała tym, że w Polsce jego twórczość nie jest zbyt znana. Wyraźne opowiedzenie się za którymś z głównych nurtów społeczno-politycznych zapewne dodałoby autorowi rozpoznawalności. 
Narracja poprowadzona znakomicie. Zabrakło mi jednak punktu kulminacyjnego, wydarzenia, które mogłoby zamknąć całą historię rodu Francalanza. Tym różnią się "Wicekrólowie" od "Lamparta". Historia najmłodszego z Uzedów, Consalva może dopiero nabrać skrzydeł, ale tego już się z kart tej książki nie dowiemy, będziemy musieli zajrzeć do "Imperium", powieściowej kontynuacji "Wicekrólów". 

Marieke Lucas Rijneveld, Niepokój przychodzi o zmierzchu

Nastolatek ginie pod lodem, gdzieś na holenderskiej wsi, a my przyglądamy się jego rodzinie. Być może Rijneveld opisuje jej rozpad po tym, j...