Zabieramy na wycieczkę debiutantkę - Karolinę D. Przyjemnie i wesoło jedzie się pociągiem, choć na wejściu konduktorka straszy, że nie wpuści, bo są tylko 4 haki, a my nie mamy biletów na rower.
Wysiadamy w Kołodziejewie. Tu dwór i kościół. Potem gruntową drogą przez kujawskie pola. Mamy szczęście do tych dróg bo większość ocieniona jakimiś drzewami. Na początku akurat nadarzyły się grusze. Nazrywaliśmy więc owoców.
Docieramy do Głogówca. Działa tu chyba jakiś rzeźbiarz ludowy. Przy drodze mnóstwo powalonych pni, z których tenże wyczarował jakieś anioły, syreny i inne dziwy. NA końcu wsi folwark z ciekawym pałacem. Podczas te wycieczki będzie nam zawsze towarzyszył dreszczyk emocji, bo będziemy wchodzili na posesje opatrzone zakazem wstępu. Po drodze są jeszcze Strzelce z dworem i kościołem drewnianym - zamkniętym.
Pokonując groblę na Jeziorze Pakoskim, widzimy, jak niski poziom ma ten akwen i Noteć Zachodnia. Południowy kraniec jeziora (Jezioro Bronisławskie) to wręcz błotnista kałuża, do tego śmierdząca i zazieleniona.
Strzelno robi wrażenie mieściny bardzo podupadłej. Oczywiście dwa romańskie kościoły odpicowane na wysoki połysk odcinają się bardzo od reszty miasta. Trzeba mi było zwiedzać Strzelno na dwa razy. Lat temu 11 udało mi się zajrzeć do kościoła klasztornego (św. Trójcy). Widziałem wówczas sławne kolumny. Tym razem podczepiliśmy się pod wycieczę nauczycieli i zajrzeliśmy do wnętrza rotundy św. Prokopa. Kiedy grubasek przewodnik opowiadał pierdółki o cudach świętego Prokopa - kojarzyciela małżeństw, wdrapaliśmy się z Sylwiuszem po drabince na emporę. Zasiadał tam Łokietek, Jagiełło i Napoleon. Teraz my.
- Święty Prokopie daj mi po chłopie. Może być garbaty, byle bogaty - oto znak, że należy opuścić rotundę, bo przewodnik obniża loty. W parku przy tutejszym pałacu jemy śniadanie i ruszamy dalej. Znów polne drogi, a porośnięta starodrzewiem aleja przy Polanowicach jest przepiękna. W tejże wsi miły młody pan na portierni folwarku pozwala nam podejść do pałacu, który jest dość okazały i posiada wieżę - obserwatorium astronomiczne. Kolejna gęsto zadrzewiona aleja doprowadza nas do samej Kruszwicy.
Szkoda, że miasto mające tak wielką atrakcję turystyczną jest tak zaniedbane. No, ale przynajmniej Mysia Wieża dostarcza emocji. Wyświetlane z rzutnika myszy gonią odwiedzających. Duża i ładna atrakcje jest pod samą Kruszwicą. Pałac w Kobylnikach. Akurat trwał tam festiwal poezji. Niestety mający chyba za sobą lata świetności. Bywali tu drzewiej bardziej znani poeci (Józef Baran), teraz chyba tylko lokalne sławy.
Kolejny folwark - Szarlej - znów zwiedzamy z dreszczykiem. Tutejszy dwój nie jest już tak okazały jak poprzednie, ale Sylwii udaje się wejść do środka. Ostatni dwór na trasie to Łojewo - odrestaurowany i zamieszkały.
W drodze do Inowrocławia niespodzianka. Mijamy niepozorny różowy domek. Na nim mosiężna tablica "Tu urodził się Jan Kasprowicz". W środku małe muzeum, bez żadnych eksponatów. Jest za to pani - chodzące kompendium wiedzy o Janie Kasprowiczu. Dowiadujemy się, że dom powstał na miejscu starej chałupy wiele lat po urodzeniu poety. Mieszkała w nim siostra Kasprowicza i jej rodzina. Pani zdążyła nam opowiedzieć losy Jana mniej więcej do matury. Potem musieliśmy pożegnać się i pędzić na pociąg. Udało się jeszcze zahaczyć o Rynek, zjeść lody.
Na dworcu powtórka z rozrywki, konduktorka krzyczy, że nie wpuści nas z rowerami. Nie rozumiem, po co ten teatr, skoro koniec końców wpuszczają.
Dzień kończymy miłą kolacją w Południu. Empanady a'la caprese, ja do tego zupę mazurską. Kamila zabija swym cudnym uśmiechem, a na końcu obdarowuje nas chlebem. Byliśmy ostatnimi klientami, a zostało i jeszcze mnóstwo chleba. Gdy wychodzimy, potańcówka w rytmie tanga trwa w najlepsze.
niedziela, 10 września 2023
9.09.2023 Kruszwica
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,
Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...
-
"Znachor" reż. Jakub Roszkowski, Teatr im. J. Słowackiego "Znachor" jako propozycja na dzień zakochanych? Historia opowi...
-
Najpierw ustalasz reguły gry! mówi pisarz. A potem narzekasz, że musisz ich przestrzegać! [Legendy, s. 78]. Albo ich nie przestrzegasz, ja...
-
Przyznam się szczerze, że nigdy do końca nie rozumiałem zmagań literatów I połowy XX stulecia z zagadnieniem formy. Wiele energii wkładali n...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz