Start w Laskownicy Małej. Tuż obok, w Laskownicy Wielkiej, orientuję się, że już tędy kiedyś jechałem. Odbijam na Łukowo. Pałac do niedawna zrujnowany odzyskuje dawny blask. Renowacja przebiega jak się zdaje z szacunkiem dla historycznej tkanki. Niestety efekty można podziwiać z daleka, zza płotu. Niedaleko pałacu cieszy oko piękny krajobraz - bujna zieleń nad stawami rybnymi i wrzask ptactwa wodnego. Z dala widać mnóstwo łabędzi.
Kolejny przystanek to Czeszewo. Kościół gotycki, szkoda, że otynkowany. Obok ukryty w krzakach pałac. Nieco dziwny. Typowo dworkowy z doklejoną masywną wieżą z krenelażem. Obrośnięty samosiejkami. Niewiele widać z zewnątrz. W Kujawkach ciekawy budynek z czerwonej cegły, też jakiś rodzaj dworku. Dalej jedyny las na tej trasie.
Do Wapna dociera się malowniczo wijącą się pomiędzy pagórami drogą. Najpierw wita mnie wieża ciśnień, potem spichlerz ze stawem, zupełnie zielonym. Samo Wapno, jak można się było spodziewać, podupadło po katastrofie górniczej i zamknięciu kopalni. Duży jak na taką dziurę dworzec świeci pustkami, w pobliżu górnicze wagoniki z datą katastrofy przypominają historię tego miejsca. Do kopalni soli można bez przeszkód wjechać. Potężne budynki robią duże wrażenie. Jednym z ciekawszych budynków w tej wsi jest też coś, co było wcześniej chyba domem kultury. Portyk z kolumnami w kształcie amerykańskich prekolumbijskich bóstw.
Obok Wapna równie ciekawa miejscowość - Srebrna Góra. Właśnie dlatego wybrałem tę trasę, wiedząc, że Boguś w tej samej chwili będzie w Srebrnej Górze w Górach Sowich. Zrobiłem sobie zdjęcie przy tabliczce na wjeździe do miejscowości i wysłałem mu z podpisem: "Szach mat, Żmijo!". Wieś piękna - okazałe założenie pałacowe - XVIII-wieczny pałac z dwiema dworkowymi oficynami po bokach. Vis a vis klasycystyczny kościół na wzgórzu. Soczysta zieleń, bujne drzewa. Idealne miejsce na drugie śniadanie.
Dalej upalny powrót w stronę Wągrowca. Po drodze całkowita ruina pałacu w Smuszewie. Widać jeszcze szczątki ozdobnego frontonu. Wszystko się jednak rozpada. Wdziera się natura. Za kilka lat nie będzie nic. Sąsiedni pałac w Wiśniewie, zdecydowanie mniejszej urody, miał więcej szczęścia. Widać, że ostatnio wymieniono okna, ale budynek stoi pusty.
Polami jadę w stronę Tarnowa Pałuckiego. Przyjemny zagajniczek w Plebance. Mam nadzieję, że kościół w Tarnowie będzie otwarty. Niestety nie udaje się. Trasa do Wągrowca jest najmniej przyjemna Ruchliwa szosa. W Wągrowcu czasu jest tylko tyle, by kupić i wypić piwo 0%.
W drodze powrotnej spotykam w pociągu te same osoby, które jechały rano w przeciwnym kierunku. Młodą kolarkę już któryś raz spotykam na tej trasie. Rodzice z dziatwą na rowerkach i w wózku rowerowym walczą z wyjącymi pociechami. Po ojcu widać, że ma już dość. Matka bardziej wytrwała. Hałaśliwa grupa seniorów dosiada się niestety do mnie. Jedyna pani w tym gronie opowiada jakieś dyrdymałki i tańczy. Facet obok mnie śmierdzi i wygłasza wykłady o lekach, o grzybach o własnościach silikonu. Na Garbarach wręcz uciekam z pociągu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz