Ekranizacja powieści Philippe'a Bessona. Ani jego powieści, ani tego filmu z pewnością nie można zaliczyć do arcydzieł. Bardzo sztampowy. Być może poruszy starszą publikę, wśród której znajdzie się pewnie niejeden pan nadal siedzący w szafie. W całym seansie najciekawsza i najzabawniejsza była sytuacja pozaekranowa. Przed nami w kinie usiadło dwóch mężczyzn. Uznałem, że para. Kiedy w piątej minucie filmu doszło do sceny zbliżenia męsko-meskiego, panowie z rzędu przed nami uciekli w popłochu z sali. Boguś twierdzi, że pomylili sale i na pewno chcieli iść na "Oppenheimera". Jeśli to pomyłka, to iście freudowska.
Po filmie miły wieczór w Bratankach na winie i langoszu paprykowym. Boguś jadł fenomenalną zupę cebulową. Muszę wrócić tam na tę zupę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz