Zaczyna się ciekawie. Soczysty literacki opis codzienności prowincjonalnego nauczyciela. Choć codzienność ta na początku zostaje złamana przez pobyt w miejscowości kuracyjnej. Refleksje, spostrzeżenia, dokładny ogląd rzeczywistości, przyglądanie się z pozoru nieistotnym szczegółom. Tu widać nawet jakieś pokrewieństwa z Gombrowiczem.
Potem powrót do szkoły i znów obserwacje klasy. Oczywiście także próba portretu psychologicznego głównego bohatera - prof. łaciny "Morsa". Do tego studium rozpadu osobowości, kryzysu psychicznego, dziwne zauroczenie dwójką uczniów (echa "Profesora Unrata" i "Śmierci w Wenecji" - tu też mamy upiększające wizyty u fryzjera, ale "Mors" nie przekracza granicy śmieszności). Dynamika tych wewnętrznych przeżyć trochę mnie jednak nie przekonuje, bo załamanie, do którego dochodzi na końcu książki wydarza się jednak nieco z nagła, jest za słabo ugruntowane. I ten Madar - uczeń policzkujący nauczyciela... A może to już wytwór chorej wyobraźni profesora? Rozwiązanie nie do końca mnie zadowoliło. Ciekawa jednak obserwacja starzejącego się człowieka.
cytaty:
Kiedy tylko człowiek się psuje. Zostaje sam. Jakby mówił w próżni: nie słychać jego głosu. Nikt go nie rozumie. Chadza tymi samymi drogami, co inni... i nigdzie nie dochodzi. Zawsze w kółko, zawsze dokoła siebie. Jest wokół niego coś, co się rozkłada. [s. 58]
Ten, kto współ-czuje z ludźmi, jest szczęśliwy. Wie, po co żyje. [s. 62]
Dzisiaj zastanawiałem się, jak marny jest człowiek. Zarówno w psie, jak i w Bogu szuka sposobności, aby móc kogoś kochać.
Człowiek dochodzi do punktu, kiedy musi usunąć się z drogi. Nie myśli o tym zawczasu, ani się do tego nie przygotowuje. Pewnego dnia wszystko: ciało, dusza, okoliczności - osiągają pewien punkt, kiedy człowiek musi zejść na bok. Dzisiaj zastanawiałem się nad tym, czy nie jest to aby początek śmierci. Człowiek nie umiera przecież z jednej godziny na drugą, jest to powolny proces, który trwa długo, może nawet latami. Dopóki człowiek się z nim nie pogodzi. [ss. 172-173]
Pójść na emeryturę, wyjechać na wakacje, umrzeć - co to wszystko znaczy? Jak to się stało? Nie rozumiem. Tak minęło to całe, całe życie. Nic nie było. Nic nie będzie. [s. 247]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz