sobota, 26 sierpnia 2023

23-26 sierpnia Budapeszt



Początkowo cieszyłem się na wycieczkę połączoną z udziałem w Mistrzostwach Świata w lekkiej atletyce, mając w perspektywie towarzystwo Moniki i Zbysława. Niestety Moniki nie było, a Zbycha zastąpił Groobcio Ś. Do tego upały 35-stopniowe. Nie zanosiło się na fajny wyjazd.
A zatem pobyt nieciekawy, męczący. Konieczność dopasowywania się do przypadkowych i jednak różnych osobowości i oczekiwań. Do tego hotel położony w podłej okolicy. Codzienna wieczorna droga na stadion przez brzydkie okolice.
Kulinarna klapa - w pobliżu nic poziomowego. Drugiego dnia poszliśmy do rzekomo kultowej jadłodajni Frici Papa. Przed wejściem kolejka chętnych. Obsługa flejtuchowata, wystrój obskurny, jedzenie smaczne, ale wizualnie niezachęcające. Nie poleciłbym nikomu. W tej opinii jestem zresztą odosobniony. Towarzystwo bardzo zadowolone. Na tym tle pozytywnie wyróżniła się restauracja z dnia pierwszego, choć na warunki polskie postawiłbym tróję. Ostatniego dnia - zupełna speluna, kelner pener z papierosem, wszystko brudne. Żarcie przeciętne.
Co zwiedziliśmy? Okolice parlamentu, bazyliki św. Stefana - to w upałach pierwszego dnia. Drugiego - wzgórze Gellerta, ładna panorama na miasto, szczyt niedostępny (roboty budowlane). Stąd blisko do zamku w Budzie. Tu też same remonty. Nie robi wrażenia ta tkanka. Budują jakieś gargamele przy starych budynkach. Śmiesznie wyglądają te barokowe zakrętasy odlane z żelbetu. Do katedry nie wszedłem - koleżeństwo nie chciało. Zwiedziliśmy też wielką halę targową - tu kupiłem salami dla cioci Joli (warto) i pamiątki.
Trzeciego dnia wreszcie każdy chodził sobie sam. Ja jeszcze raz poszedłem na Budę. Szwendanie się uliczkami to mój ulubiony sposób poznawania miast. Natrafia się przy tym na tablice pamiątkowe. Ciekawą i piękną miał Pilinszky (jeden z największych poetów węgierskich w XX w.). Ukazano go palącego papierosa, a dymek układał się we fragment wiersza. Z kolei Rezső Seress, autor legendarnej "Gloomy Sunday" siedzi w łódeczce - fajeczce i gra na pianinie. Dezső Kosztolányi stoi pod drzewkiem. Na koniec udało się wypić palinkę. Nie piłem wina!
Wylot i powrót do Poznania z wielką ulgą. Może kiedyś wrócę, ale nie latem i z Bogusiem, na naszych zasadach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,

Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...