Deutsche Welle zaliczyło książkę Julii Franck do setki najważniejszych książek XX i początku XXI stulecia. Na tej liście jest i Mann, Böll, Grass, Herta Müller, ale też cała masa nazwisk mi nieznanych i niewydawanych w Polsce. Nie Ma Ursuli Hegi, której "Kamienie z dna rzeki" zrobiły na mnie wrażenie znacznie lepsze niż "Południca".
A Trudi, bohaterka "Kamieni..." z Heleną, bohaterką "Południcy" mają trochę wspólnego. Obie miały matkę Żydówkę, obie wychowywały się w cieniu choroby psychicznej matki. Obie utraciły ukochanych mężczyzn podczas wojny.
Najmocniejsze fragmenty "Południcy" to studium patriarchatu na przykładzie małżeństwa Heleny i Wilhelma oraz opis porodu, podczas którego rodząca ma się podporządkować władzy lekarzy i akuszerek. Materiał historyczny posłużył tu do rozprawy z tematami wciąż chyba jednak aktualnymi w społeczeństwach środkowoeuropejskich XXI wieku.
Wydaje się jednak, że tematów, z którymi trzeba się rozprawić, pojawia się w książce Franck więcej i niestety są one potraktowane dość powierzchownie, banalnie lub sztampowo.
W sumie jednak dość przyzwoita pozycja, choć z pewnością nie z najwyższej półki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz