Chyba jedna z najtrudniejszych lektur w życiu. Chwilami niesamowicie wciągająca, awanturnicza, przygodowa, łotrzykowska. Ale jest też powieścią eksperymentalną i porównuje się ją - nie bez kozery - do "Ulissesa". Trudność polega tu na podążaniu za narratorem, którego tok opowieści często zakłócany jest przez stany narkotykowe. Fabuła zdecydowanie nielinearna.Szaleństwo wojny, które można przeżyć chyba tylko na haju. Pomimo naturalistycznych, odrażających niekiedy motywów, nie sposób przeoczyć piękna języka, a w polskim wydaniu także śmiałości i brawury tłumaczenia Roberta Sudóła.
Wynotowane cytaty:
Thomas Pynchon, Tęcza Grawitacji, przeł. Robert Sudół, Warszawa 2001 [wyd. Prószyński i S-ka]
To było rozpowszechnione przekonanie. Spadające iskry. Fragmenty naczyń rozbitych przy stwarzaniu. I że pewnego dnia, jakimś cudem, przed samym końcem, zbierzemy się z powrotem w domu. Posłaniec z Królestwa, przybywający w ostatniej chwili. Ale mówię ci, że nie ma żadnego posłania, nie ma domu, są tylko miliony ostatnich chwil... nic więcej. Nasze dzieje to suma ostatnich chwil. [s. 125]
Kolonie to przybudówki europejskiej duszy, w których człowiek może spuścić spodnie i odprężyć się, nawdychać w spokoju smrodu własnego gówna. Gdzie indziej mógłby spaść na wątłą ofiarę, rycząc tak głośno, jak ma ochotę, i nażłopać się krwi bez skrywania radości? Hę? Gdzie indziej mógłby używać sobie do woli, parzyć się, zatracić w miękkości i czułej czerni kończyn, włosów wełnistych jak te porastające jego zakazane genitalia? Gdzie indziej tak się plenią i zielenią mak, konopie i kokaina, lecz nie barwą i trybem śmierci, jak zadomowione w Europie sporysz i bedłka, śnieć i grzyb? Chrześcijańska Europa zawsze była śmiercią, Karolu, śmiercią i uciskiem. Daleko w koloniach można się cieszyć życiem, życiem i zmysłowością pod wszelkimi postaciami, nie czyniąc krzywdy Metropolii; nic nie splami katedr, posągów z białego marmuru, szlachetnych myśli... Nie przedostanie się ani jedno słowo. Cisza ścieląca się tutaj jest na tyle wielka, że wchłonie wszelkie postępowanie, nawet najgorsze, najbardziej zwierzęce akty... [s. 157]
Branie bez dawania, postulat, by ,,produktywność" i ,,dochody" zwyżkowały z upływem czasu; System odbiera reszcie Świata ogromne ilości energii, żeby jego mały desperacki wycinek wykazywał stały przyrost, i w tym procesie nie tylko większość ludzkości, ale też większość świata zwierząt, roślin i minerałów ulega spustoszeniu. Nie wiadomo, czy System rozumie, że jedynie gra na czas. I że tak w ogóle to czas jest sztucznym środkiem, niemającym wartości dla nikogo i niczego oprócz Systemu, który wcześniej czy później runie bez życia, a stanie się to wtedy, gdy jego uzależnienie od energii przerośnie ilości, które reszta Świata może dostarczyć; pociągnie ze sobą niewinne dusze całego łańcucha życia. Życie w Systemie jest jak jazda po bezdrożach autokarem kierowanym przez maniaka gnanego myślą o samobójstwie... [s. 330]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz