W mojej ocenie tekst nienajwyższych lotów. Nie mógł go zatem wyprowadzić na wyżyny nawet taki reżyser jak Liber. Najlepsze były te sceny, gdzie operowano tylko ruchem, światłem, obrazem bez tekstu mówionego. Na scenie bogowie i ludzie. Zdecydowanie Ci pierwsi wypadają lepiej, autentyczniej, ciekawiej. Mokosz (Martyna Rozwadowska) i Weles (Michał Karczewski). Ciekawe też epizody - żony Mieszka I - Zuzanna Czerniejewska-Stube (oddalona) i Wojciech Siedlecki (Dąbrówka).
Do przerwy rzecz bardzo przeciętna, po przerwie nabiera jednak ciężkości, głównie za sprawą sceny chrztu, w której Liber uchwycił moim zdaniem clou sprawy. Więc bp Jordan wyciąga dwóch widzów z pierwszego rzędu i chrzci ich, a oni chcąc nie chcąc zgadzają się na ten chrzest. Potem in gremio, kropi kropidłem wszystkich i tak oto bez pytania wszyscyśmy chrześcijany. Mocne. I ten dmuchany Chrystus ze Świebodzina w tle.
4

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz