sobota, 2 maja 2026

Jon Fosse, Nowe imię. Septologia 6-7

Stary malarz, który właśnie doszedł do wniosku, że namalował w swoim życiu wszystko co miał do namalowania, patrzy na morze. Jego myśli powracają jak fale i przeplatają się z modlitwą. Dopiero, gdy wyrywa się ze stuporu i wyrusza z sąsiadem do jego siostry na świąteczną kolację, gdzieś po drugiej stronie fiordu, narracja traci swoją falową regularność i rozpada się w końcowym, mistrzowsko napisanym monologu, w którym jednak swego rodzaju boją ratunkową pozostaje modlitwa. 
W zakończeniu Septologii Fosse zatacza krąg, powraca do wspomnianych w pierwszych częściach osób (chłopiec, który zatonął wypadłszy z kutra) i motywów (Asle staje się obiektem niechcianego zainteresowania seksualnego). Jednocześnie finał ma charakter otwarty. 

Jak to jest, że proza Fossego, medytacyjna, ascetyczna w warstwie fabularnej, stroniąca od eksperymentów formalnych (poza konsekwentną rezygnacją z interpunkcji innej niż przecinki) może tak wciągnąć czytelników i cieszy się - co widać po ocenach w serwisach czytelniczych - tak wielkim uznaniem? Wydaje się, że to właśnie swoista skromność, skupienie na rzeczach najprostszych i najważniejszych jest dla sukcesu norweskiego pisarza decydująca. Można w "Septologii" odnaleźć to, czego brakuje większości ludzi w dzisiejszym świecie: regularność, ukryte w powtarzalności bezpieczeństwo, umiejętność wsłuchania się w siebie.  

Zabiegi, które Fosse stosuje, by ów efekt maksymalnego skupienia osiągnąć, to, według mnie, różnego rodzaju redukcje. W większości powieści autorzy unikają powtarzania tych samych imion. Fosse świadomie wybiera dla swoich postaci te same lub podobne imiona. Dwóch Asle, Asleik, Ales i Alice, Herdis i Hjordis, dwie Guro. Możemy przyjąć - dowolnie - że to ci sami bohaterowie, którzy wiodą równoległe życia lub, że to imiennicy, których losy się splatają. Inna redukcja dotyczy przestrzeni. Istnieje w zasadzie dom artysty, gdzieś na norweskim pustkowiu, parę punktów pomiędzy domem i miastem Bjorgvin (czyli Bergen). A w mieście, w którym bohater wciąż się gubi, istnieje dla niego (i dla nas) tylko kilka miejsc. Trafimy z Aslem do galerii Beyera, kościoła św. Pawła, hotelu Dom, Wąskiego Zaułka, kawiarni czy szpitala. Reszta przestrzeni niejako znika, a w wyobraźni zostaje nam coś tak sterylnego jak obrazy Edmunda Hoppera. Skoro zaś przy obrazach jesteśmy, warto wspomnieć, że Asle używa w pracy palety zaledwie kilku barw, wśród których dominuje szarość. To kolejna z redukcji. 

Można podsumować tę twórczość kolokwialnym: mniej znaczy więcej. Wszak niewiele tworzywa wystarczyło do utkania siedmiu tomów wciągającej prozy.

 

@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@

wynotowane cytaty 

Jon Fosse, Nowe imię. Septologia 6-7, Warszawa 2025 [wyd. ArtRage]

jeśli Bóg nie jest Bogiem wszechmocy, tylko raczej niemocy, to i tak jest obecny we wszystkim, co istnieje i we wszystkim, co się wydarza [s. 56] 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Federico De Roberto, Wicekrólowie

Mikołajewski przyrównuje tę książkę do "Pana Tadeusza", ja widzę raczej podobieństwa do "Anny Kareniny". Mamy tu bowiem ...