Ciekawie jest obcować z powieścią osadzoną w realiach tzw. demokracji ludowej, w środowisku robotniczym, które autor opisuje bez upiększeń, "po męsku". Może niektórych razić seksizm, androcentryzm, ale tytułowy bohater jest człowiekiem tamtych czasów, robotnikiem, a książka ma oddawać jego patrzenie na świat.
Wiadomo, że nie należy czytać notek wydawniczych na okładkach, ponieważ w większości naprowadzają czytelnika na mylne tropy. Trudno zgodzić się ze stwierdzeniem, że "Makra" to opowieść o człowieku, którego życiowa uczciwość doprowadza do przegranej.
Można darować sobie roztrząsanie kwestii uczciwości Makry. Lepiej do tej postaci pasowałyby określenia: nieprzystosowany, osobny, odrębny. Bohater przez całe życie musi wybierać pomiędzy życiowym maksymalizmem a kompromisami. Pierwsza opcja jest ryzykowna, bardziej egoistyczna, druga pozornie bezpieczniejsza, ale uniemożliwiająca osiągnięcie pełni szczęścia.
Jest być może Makra swoistym odbiciem Obłomowa, przy czym przegrana tego drugiego wynikała z gnuśności, zaś porażka Makry jawi się jako suma świadomości własnych ograniczeń oraz poczucia odpowiedzialności za innych.
Radykalna, konsekwentna postawa życiowa jest prawdziwą rzadkością. W powieści Kertésza realizuje ją Vali, która jednak pochodzi z burżuazyjnej rodziny i proletariacki lęk o jutro jest jej obcy. Stąpający mocno po ziemi Makra jest w mojej ocenie bliższy zwykłym zjadaczom chleba i może budzić sympatię pomimo swojej gwałtowności i surowości.
Zaskakuje zakończenie. Makra wydawał się silną osobowością. Być może zignorowałem sygnał, jakim była jego ucieczka z rodzinnych okolic i całkowite odcięcie się od dawnego życia. Druga ucieczka Makry była ucieczką ostatnią i przerażająco skuteczną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz