Przekład: STANISŁAW BARAŃCZAK
Reżyseria, opracowanie tekstu, opracowanie muzyczne: JAN KLATA
Scenografia, kostiumy, reżyseria świateł: JUSTYNA ŁAGOWSKA
Choreografia: MAĆKO PRUSAK
Video: NATAN BERKOWICZ
Przygotowanie akrobatyczne: TOMASZ RODAK
Asystentka scenografki i kostiumografki: LIDIA STACHOWSKA
Inspicjent i asystent reżysera: KRZYSZTOF PRZYBYŁOWICZ
Obsada:
JANUSZ ANDRZEJEWSKI jako „Janusz Andrzejewski”
ŁUKASZ CHRZUSZCZ jako „Łukasz Chrzuszcz”
MICHAŁ KOCUREK jako „Michał Kocurek”
DARIUSZ PIERÓG jako „Dariusz Pieróg”
DAWID PTAK jako „Dawid Ptak”
JAN ROMANOWSKI jako „Jan Romanowski”
oraz:
ILDEFONS STACHOWIAK – Tezeusz/Oberon
ANTONINA CHOROSZY – Hipolita/Tytania
WALDEMAR SZCZEPANIAK – Egeusz
ANDRZEJ NIEMYT – Lizander
ADAM MACHALICA – Demetriusz
MARTA HERMAN – Hermia
JULIA RYBAKOWSKA – Helena
MICHAŁ GRUDZIŃSKI – Puk/Filostrat
ŁUKASZ SCHMIDT – Puk
BARTOSZ WŁODARCZYK – Puk
KAROLINA GŁĄB – Groszek
MAŁGORZATA ŁODEJ-STACHOWIAK – Gorczyczka
OLGA LISIECKA – Pyłek
WERONIKA ASIŃSKA/MALINA GOEHS – Pajęczynka
A więc w Teatrze Nowym można nadal zobaczyć świetne spektakle. Trzeba tylko zadbać o dobrego reżysera. O tym, że był to dobry spektakl świadczą nasze rozmowy po nim i to, że obudziłem się w nocy myśląc o tym przedstawieniu i broniąc go przed zarzutami, które Jan znalazł w jakiejś recenzji. Było do przewidzenia, że młodej krytyce walczącej o inkluzywność sztuki i walczącej z przemocowością w teatrze, tyranią dyrektorsko-reżyserską oraz seksizmem ta inscenizacja się nie spodoba. Klata bowiem dworuje sobie z rewolucji obyczajowej, która zaczęła pożerać swoje dzieci. I pewnie w jakimś stopniu był wizjonerem, skoro obnażył niedostatki owej rewolucji jeszcze przed aferą Strzępki (premiera Snu miała miejsce latem, a afera mobbingowa ujrzała światło dzienne pod koniec roku).
Wszystkim teatralnym inkluzywistom - kolektywistom Klata rzuca bowiem rękawicę i mówi - zróbcie coś tak dobrego jak mój spektakl kolektywnie, jeśli potraficie. I niech nikt nie mówi, że Klata broni patriarchalnego, przemocowego teatru, bo kilka scen wyraźnie świadczy o tym, że tak nie jest. Trzeba dobrze je odczytywać i nie oczekiwać dosłownego podania interpretacji na tacy. Taką sceną jest np. gwałt na Hermii. Cała widownia zamarła, choć scena była zagrana bez szczególnej brutalności i z pewnością udało się Klacie obudzić współczucie dla bohaterki i pewne poczucie winy z powodu bycia właśnie takim biernym świadkiem przemocy.
Odczytuję spektakl Klaty nie jako opowiedzenie się po stronie "starego" teatru, nie jako szyderstwo z postulatów "młodych", ale jako próbę obserwacji i zrozumienia tego, co się właśnie dzieje w przestrzeni kultury. Próbę naznaczoną swoistą bezradnością, która każe odwoływać się np. do mechanizmów obronnych - przykładem kpina z tego, czego się nie pojmuje, co jest obce, co w pewnym stopniu zagraża naszemu komfortowi.
Czy tworzenie teatru nieopartego na autorytecie reżyserskim nie jest utopią? Wszak uleganie dyspozycjom osób aktorskich, które "nie czują" rozwiązań wynikających czy to z tekstu, czy to z zamysłu reżyserskiego jest drogą donikąd. Jest chciejstwem, anarchią, której zdarzyć się może dobry owoc, ale statystycznie prowadzić będzie do artystycznej klęski.
O sile spektaklu Klaty przesądza jednak nie ta wpleciona w dramaturgię publicystyka, a walory czysto teatralne. Po pierwsze, pomimo uwspółcześnień, wtrętów i skrótów, spektakl jest wierny szekspirowskiemu oryginałowi do tego stopnia, że można by pokazywać go licealistom. Sam zaś Szekspir to - wiadomo - czyste teatralne złoto. Po drugie, mamy do czynienia z rzeczą estetycznie wysmakowaną. Składa się na to efektowna, choć na pierwszy rzut oka prosta i tandetna, scenografia, do tego świetnie dopełniające całość wideoanimacje i czytelnie przeprowadzony stylistyczny podział na światy ateńczyków, rzemieślników - aktorów, wreszcie elfów. W pierwszym króluje szkocka krata, w drugim misiowe piżamki "oneessie", w trzecim biel fantazyjnych kostiumów Tytanii i Oberona oraz burdelowe gorsety ich świty. Po trzecie Klata wstrząsnął w końcu tym rozleniwionym zespołem, który od trzydziestu pięciu lat (czyli od zakończenia kadencji śp. Cywińskiej) odcina kupony od dawnej sławy, i wydobył z aktorów drzemiące w nich pokłady talentu. Zwróciłbym uwagę na bogatą barwowo rolę Antoniny Choroszy, która pokazuje całą paletę możliwości, bardziej jednak ujmując w roli Tytanii niż Hipolity. Znakomicie prowadzi swoją doprowadzoną do granic wytrzymałości Helenę Julia Rybakowska, nie gorzej idzie zniesmaczonej Hermii (Marta Herman). U panów najciekawiej prezentuje się rzemieślniczo-aktorska trupa z Dariuszem Pierogiem (Piram) i Janem Romanowskim (Tyzbe).
I to zakończenie z wymuszaniem przez Puka braw na widowni, a przecież brawa te jak najbardziej były zasłużone. Wielki teatr. Ileż trzeba było czekać!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz