poniedziałek, 5 czerwca 2023

2023-06-04 Przysieczyn - Kłecko - Gniezno

Samotna wycieczka. Przysieczyn cichutki. Droga w stronę mieściska najpierw po betonowych płytach, potem dość wygodnym polnym traktem, przez długi czas osłoniętym drzewami. Im bliżej Mieściska, tym większe wyboje albo piachy. Na szczęście odbicie do Zbietki na powrót wygodne. W Zbietce pierwszy z przystanków - dworek, o którym trudno coś powiedzieć, tak bardzo jest zarośnięty przez drzewa i krzewy. Przed Mieściskiem kolejne odbicie z prostego szlaku - Ruda. Tu nad Małą Wełną spotkanie z radośnie hasającą karą klaczą, której ktoś na grzywie zaplótł warkocze. Potem młyn wodny.
W Mieścisku zwiedzam kościół. Ładny wystrój, na zewnątrz przykuwają uwagę dwie piaskowcowe figury świętych. Jeden z nich nosi rysy Marcina Lutra, drugi Antoniego Macierewicza. 



 

W Gołaszewie kościół neogotycki, dość stary, bo z połowy XIX wieku. Za Gołaszewem pod lasem popas.
Łopienno to jeden z ciekawszych punktów na mapie tej wycieczki. Duża, pruska szkoła, której nie powstydziłyby się większe miasteczka. Cmentarz ze starymi nagrobkami, niektóre z nich dość okazałe. Musiało tu być kiedyś więcej życia. Przy ładnym, barokowym kościele coś w rodzaju ryneczku, święty Roch pomalowany na zielono. Z jednej strony wsi jezioro, z drugie górka. Stamtąd polami do Świniar. Kościół poniemiecki, o ciekawej architekturze, ale niestety zwiedzanie trzeba odłożyć na później - komunia.
Kłecko rozczarowuje. Owszem kościół duży, robi wrażenie, ale podziwiam go jedynie przez drzwi kruchty. Widać stąd manierystyczny ołtarz główny, a w bocznej nawie cudowny obraz. W miasteczku jest szlak kłeckich świątyń. Wiedzie mnie od fary do synagogi, ale potem urywa się, a w miejscu, gdzie powinien być dawny kościół św. Ducha nie ma tabliczki, która powinna być. Rezygnuję z dalszego poszukiwania szlaku i kieruję się w stronę Działynia. Po drodze dość malownicze Biskupice. Groblą między dwoma jeziorami przedostaję się do folwarku w Działyniu. Założenie potężne, ale wioska senna i opustoszała. Dwóch chłopców gania się po szosie hulajnogami. Pałac od frontu robi jakie takie wrażenie, ale od zaplecza zatracił jakiekolwiek stylowe elementy. Jest jeszcze oficyna. Potem drogą polną do Gniezna. Co jakiś czas wyłania się katedra, przy której też wyjeżdżam. W Gnieźnie 3 godziny czasu do teatru. Wreszcie czas na połażenie, zwiedzenie miasta tak, jak najbardziej lubię. I wreszcie po raz pierwszy poczułem to Gniezno. Odkryłem, że to jest miasto na wzgórzach, których jest więcej, a to najsłynniejsze - Lecha - jest tylko jednym z nich. Pomiędzy nimi doliny. Cmentarz miejski, choć na wzgórzu, z którego rozlega się cudna panorama miasta, skojarzył mi się jakoś z Doliną Jozafata. Do zwiedzania jeszcze wiele zostało.


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Annie Aernaux, Lata

Dzieło Ernaux to dość popularne we francuskiej literaturze autobiograficzne spojrzenie na tamtejsze społeczeństwo z pozycji osoby wywodzącej...