niedziela, 11 czerwca 2023

2023-06-06 - 2023-06-11 Wisła i okolice

W trójkę - Sylviusz, Boguś i ja - wyruszamy do Wisły. Michał, który chciał być na procesji dołączył do nas parę godzin później. Pierwszego dnia czasu starczyło tylko na przechadzkę do karczmy i sklepu. Na obiad uraczyłem się česnečkou (przeciętna) i wiślańskimi kaszokami z kapustą kiszoną i ziemniakami (bardzo dobre). 

Niestety cieniem na wyjeździe położyło się dość silne przeziębienie. Chodzenie po górach w takim stanie bywa męczarnią. Pierwszy dzień rozpoczynaliśmy w Ustroniu. Centrum hałaśliwe, pełne zwłaszcza emerytów-wycieczkowiczów, do tego klimat jak z Mielna. Spokojniej robi się w parku nad Wisłą, z którego potem wyruszamy na Czantorię. Kilka razy gubiąc szlak w samym mieście, docieramy wreszcie na właściwą górską ścieżkę. Tu jednak dopada nas burza z solidnymi piorunami i ulewą. Przeczekujemy ją pod niskimi, ale rozłożystymi bukami w środku lasu. Tu pada nieco mniej niż w miejscach nieosłoniętych. Dobrze, że mamy plastikowe peleryny. Dzięki temu prawie nie mokniemy. Po burzy pogoda robi się na powrót słoneczna. Udaje się więc w kolibie niedaleko Czantorii przy pięknym słoneczku wypić herbatę z rumem. Z wieży na Czantorii widoki bardzo piękne. Spoglądamy w stronę Stożka, dokąd powiedzie nas dalsza trasa oraz Baraniej Góry zaplanowanej na dzień następny. 


Droga granią na stożek bardzo długi czas wiedzie w dół, co nas martwi, bo to oznacza późniejszą wspinaczkę, ale po herbacie znacznie poprawiło mi się samopoczucie, więc marsz jest lekki i przyjemny. Docieramy do Soszowej, w której znów czeka na nas przyjemne schronisko. Tu dla odmiany herbata z wiśniówką. Przez chwilę zastanawiamy się, czy nie zjechać wyciągiem do Wisły, ale w końcu postanawiamy kontynuować trasę. Warto było - ze Stożka rozpościerają się wspaniałe widoki, a po drodze pokazały się też Tatry, dotychczas zasłonięte chmurami. 




 

Tu w końcu obiad - jaja sadzone z widokiem na góry i herbata ze śliwowicą. Zejście szlakiem, który przechodzi pod naszym domem. Po drodze mamy minąć miejsce zaznaczone na mapie: galerię sztuki japońskiej. Docieramy do niej - willa z japońskim napisem na frontonie i gablotą w ogrodzie, do której włożono 3 lalki japońskie. Czy można zwiedzać wnętrza - nie wiadomo. 

Budzę się w nie najlepszej formie, do tego zupełnie straciłem głos. Ustaliliśmy, że do niebieskiego szlaku (Czarne Fojtula) dojedziemy taksówką (oszczędzamy w ten sposób 2 godziny marszu szosą z Wisły). Na Baranią Górę wiedzie piękny szlak wzdłuż Białej Wisełki, która drąży sobie koryto wśród piętrzących się skał. 


 

Po drodze kaskady naturalne i zbudowane przez człowieka. Im wyżej, tym bardziej dziko. Zaczyna też mżyć, więc na szczycie widoków brak. Boguś, Sylwia i Michał weszli na wieżę widokową. Ja zrezygnowałem, nie czułem się najlepiej. W schronisku pod Baranią Górą obiad (ogórkowa i naleśniki z serem - bardzo dobre do tego herbata z wiśniówką) poza tym niespodzianka - z okazji imienin Boguś zamawia dla każdego kieliszek wiśniówki. Tak wzmocnieni ruszamy w stronę Wisły. Po drodze dyskusja - Boguś proponuje czerwony szlak granią, ja czarny doliną Czarnej Wisełki. Zdaniem Bogusia na grani będą lepsze widoki, ja wskazuję, że czarny zaprowadzi nas do rezydencji prezydenta RP. Pada na czarny szlak, o co później jest kłótnia z Bogusiem, na szczęście szybko zażegnana. Fakt, że szlak monotonny, Czarna Wisełka nie ma też walorów widokowych Białej. Za to później ciekawostki. W tzw. dolnym zamku kawa z cudnym widokiem na jezioro Czerniańskie, w którym łączą się dwie Wisełki. Do Górnego Zamku wejścia nie ma, ale to co widać przez płot i tak robi wrażenie. Końcowy odcinek od Kubalonki do Głębców poprowadzony na skarpie nad szosą. Idzie się przyjemnie. Od dworca do wiaduktu (jakie widoki!), potem do domu. Po krótkim odpoczynku jeszcze kolacja w winiarni koło karczmy, gdzie jedliśmy pierwszego dnia. Tym razem pizza.

Ostatni dzień - dojazd do Katowic. Tu 3 godziny na krótkie zwiedzanie i obiad. Zahaczamy o Sejm Śląski, katedrę, pierwszy "drapacz chmur". Przyjemy lunch w knajpce zaproponowanej przez Michała. Powrót.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,

Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...