Hans Hellmut Kirst, Wilki, Warszawa 1991, wyd. Bellona
Solidna powieść, którą można czytać na kilka sposobów.
1. Jako obrazek - trochę nostalgiczny, bo pisany z perspektywy utraconego raju, czyli Heimatu - utrwalający życie na Mazurach. Dużo się tu poświęca czasu np. potrawom albo sposobom uprawy roli i hodowli zwierząt. Dużo o obyczajach - zabawy Mazurów, alkohole, trochę o stosunkach społecznych.
2. Jako powieść przygodową z elementami kryminału. Poczynania Alfonsa Materny z hitlerowcami jawią się jako dobra, choć niebezpieczna, zabawa. Odbiera to II wojnie światowej całą grozę znaną nam z historii, świadectw, ale też innych powieści.
3. Jako portret nazistowskiego społeczeństwa, a zwłaszcza lokalnych elit. Maulen jest tylko przykładem, który pokazuje, jak było zapewne w każdym miejscu Niemiec. Że naziści nie stanowili "górnej półki" intelektualnej, to w pewien sposób wiemy, ale Kirst sportretował elity partyjne w sposób bezlitosny i jednak wstrząsający. To chyba największa wartość tej książki. Kabaretowo-operetkowa klika terroryzuje całą społeczność. I śmieszno i straszno. A straszno tym bardziej, kiedy się widzi, jak poczynają sobie obecnie niektórzy w Polsce.
Z pewnością zostanie na długo w mojej pamięci. Oceniłem na 5.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz