niedziela, 25 czerwca 2023

2023-06-24 Drezdenko

Spoglądam na dworzec w Krzyżu. Wielki, podupadający. Można nieraz odnieść wrażenie, że Krzyż to dworzec z doczepionym doń miasteczkiem. Wyjeżdżamy na szosę, która biegnie w stronę Drezdenka. To stara droga, na pewnym odcinku wciąż brukowana. Nie trzymamy się tej szosy, lecz za mostem na Drawie zjeżdżamy w stronę Nowych Bielic i jedziemy ścieżką przez las. Młody, niewysoki, ale przyjemny lasek. Czasem z prawej migną nam tory kolejowe Krzyż - Kostrzyn, czasem z lewej szeroka wstęga Noteci. 

Dojeżdżamy do Starych Bielic. W położonej na wysokiej nadnoteckiej skarpie wsi czas jakby się zatrzymał. Brukowane uliczki, domki ceglane lub szachulcowe. Trawa żółta od słońca. Żal, że nie zrobiłem zdjęcia. W starych Bielicach zjeżdżamy na nadnotecką ścieżkę. Po lewej rzeka, po prawej las. Jest uroczo. Przypominają nam się nasze wszystkie rzeczne wyprawy rowerowe. Niedaleko przed Drezdenkiem wyrasta stary most kolejowy linii Krzyż/Drezdenko - Skwierzyna. Wdrapujemy się na przyczółek. Po przęśle dałoby radę przejść, ale jest wąsko i lęk wysokości wyklucza takie manewry, tym bardziej jeśli trzeba przeprowadzić rower.


 Wjeżdżamy więc do Drezdenka od północy. Przy samym moście na Noteci wrażenie robi zrujnowana niemalże kamienica, po której widać secesyjne ślady świetności. Za mostem przy wieży ciśnień zabytkowe budynki pofabryczne. Pracownica tutejszego muzeum powiedziała nam, że to dawna rzeźnia, ale w ewidencji zabytków czytam, że to zabytkowe wodociągi... 


 W takim miasteczku jak Drezdenko może się odezwać tęsknota za Belle Epoque. Widać, myśl, dbałość o detale, planowanie z rozmachem. Epoka dotknęła swoim pędzlem także tę mieścinę, która ma rodowód znacznie starszy. Tu i ówdzie jakaś secesyjna, bogato zdobiona na frontonie kamienica. Stary Rynek niepozorny, dostojeństwa dodaje mu budowla zwana ratuszem, która w rzeczywistości jest dawnym budynkiem sądu, który upiększył ten plac na początku XX w. Od ratusza biegnie ku Starej Noteci deptak. Tu jedna z kamieniczek wyłożona białą i zieloną klinkierówką. Coś pięknego! Za Starą Notecią park z okropnymi replikami Tadż Mahal, wieży Eiffla, Sfinksa, Opery w Sydney i Statuy Wolności. Z tego brzegu jest za to piękna panorama na miasto. Dziś nieco przysłonięta drzewami, ale na starych odkrytkach widać Driesen jak na dłoni. Z tego brzegu też malował zapewne miasto Daniel Petzold w l. 1710-1715, autor niedokładnej - zdaniem pani z muzeum - panoramy Drezdenka. Zza Starej Noteci, która jest dziś przedłużeniem Miały, docieramy innym mostem do placu Kościelnego. Tu uwidacznia się cała pruska szkoła planowania przestrzennego wspomnianej Belle Epoque. Imponujący, ponury w środku neogotycki kościół, historyzujący, potężny budynek szkoły, przestrzenny przyjemny plac. Przy kościele stara, gruba lipa, z pewnością kilkusetletnia. To jeden z czterech ważnych, historycznych placów w Drezdenku. Przed nami jeszcze Nowy Rynek, w którym miesza się barok, secesja, architektura szachulcowa i modernizm. Sama pływa oczywiście zmodernizowana wg betonowych standardów pierwszego dwudziestolecia XXI w. z obowiązkową fontanną wytryskującą z chodnika na środku rynku. 


 

Jest jeszcze plac Wolności - to centrum dawnego XVII-wiecznego fortu. Granice pięcioramiennej cytadeli trudno dziś wyraźnie dostrzec. Już Fryderyk II nakazał rozbiórkę przestarzałego bastionu. Ale zachowały się stare zabudowania, przede wszystkim barokowy pałac, spichlerz (dziś muzeum) i parę fortecznych domów. Dobrze, że zdecydowaliśmy się na zwiedzanie muzeum. Pokazuje historię miasta w pigułce i wydobywa to, czym do dziś Drezdenko może się szczycić. Fantastyczne wyroby tutejszej fabryki ceramiki, sprzęty domowe. Do tego cenny komentarz pani  z muzeum.

 

Powrót do miasta brzegiem Starej Noteci - dziś to naprawdę maleńka struga. Zahaczamy o okazały budynek młyna z doczepioną doń kamienicą młynarza. Potem kierujemy się na północ. Naszym celem jest Lubiewo i pierwsza w tym roku kąpiel w jeziorze. Po kilkukilometrowej jeździe przez charakterystyczny dla Puszczy Noteckiej las sosnowy docieramy do wioski. Do jeziora wiedzie stroma droga w dół. Na plaży niewiele osób. Wrażenie robi pani z mega biustem. Woda przejrzysta, mnóstwo ryb, dość ciepła. Kąpiel jest przyjemna. Jemy na plaży truskawki, które Boguś kupił na deptaku w Drezdenku. Pobyt w Lubiewie jest krótki, bo chcemy zdążyć na pociąg i jeszcze zjeść coś po drodze na obiad. 

Droga przez las do Drawin jest dość uciążliwa, bo wyłożona grubym kruszywem, dobrym może dla samochodów, ale nie dla rowerów. Za to z Drawin przyjemny szlak wzdłuż torów z malowniczym mostem na Drawie po drodze.

W Krzyżu obiad. Restauracja Pasja (idealna nazwa dla knajpy w Krzyżu) specjalizuje się w ravioli. Mają kilka rodzajów. Boguś wybiera szparagowe, ja kurkowe. Ciast bardzo dobre, farsz również. Miła obsługa. Na pociąg ledwo zdążamy, na dodatek musimy stać całą drogę. Skład ze Świnoujścia jest pełen, na dodatek cały przedział rowerowy jest zastawiony. Wycieczka mimo to bardzo udana!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,

Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...