Przypomina to trochę "Młyn do mumii" Petera Stancika z dwiema zasadniczymi różnicami. Nasz przodownik Piątek w odróżnieniu od czeskiego komisarza Durmana nie jest supermenem ani nawet superpolicjantem. Jest - jak Durman - obżartuchem, ale kolega z Pragi odwiedza lokale bardziej finezyjne i zjada dania znacznie bardziej wyszukane.
Intryga kryminalna nie jest w "Tangu" szczególnie skomplikowana. Witkowski postawił bardziej na drastyczne efekty niż na samą detektywistyczną zagadkę. Wydaje się, że powieść mogłaby być nieco krótsza, odchudzona o kolejne opisy wymiotowania czy babrania się w ekskrementach. Wciągająca na początku, pod koniec trochę już jednak nużyła.