To jeden z tych spektakli, w których trzeba najpierw przejść przez mękę, by ostatecznie doświadczyć satysfakcji z całości. Całe szczęście nie była to adaptacja opowiadań Schulza, lecz próba opowiedzenia o tym artyście (nie tylko jego twórczości, ale także życiu) z perspektywy dzisiejszego odbiorcy.
Do świata Brunona Schulza Jan Jeliński wprowadza nas przez "Sklepy Cynamonowe", spotykamy Adelę, ojca, matkę. Nikt jednak nie kreuje na scenie magicznej atmosfery galicyjskiego miasteczka. Środki aktorskiego wyrazu są na wskroś współczesne, scenografia raczej abstrakcyjna (w każdym razie nie schulzowska), a całość opowiadana jest przede wszystkim z perspektywy trzecioosobowego narratora z mocno zredukowaną akcją sceniczną. Zakładam, że większość widzów (w tym piszący te słowa) spodziewała się jednak czegoś innego i do pewnego momentu odczuwała swego rodzaju znużenie.
Ale gdzieś w połowie powoli następuje coś, dzięki czemu spektakl nabiera innego wymiaru. Zamiast na schulzowskim uniwersum reżyser i scenarzysta zaczyna skupiać uwagę po prostu na Brunonie. Mam wrażenie, że Jan Jeliński stawia pytanie, co w Schulzu mogłoby naprawdę zaciekawić Polaków i Polki w XXI wieku. Odpowiedź może brzmieć: Schulz bez osłonek, opowiedziany wprost, pokazany poprzez motywacje niezaciemnione, szczere. Chodzi tu o dotarcie do intymnych szczegółów pomijanych lub wręcz ukrywanych przez promotorów jego twórczości. Jeliński mówi przy tym wprost, że jest to tylko jedna z możliwych interpretacji tej postaci i jej twórczości.
Dzięki tej wiwisekcji Schulza wykonywanej z pozycji odległych o niemal 100 lat tekst dramaturgiczny zaczyna nabierać rumieńców. Wspomaga go również atrakcyjnie aranżowana wizualna strona spektaklu. Przy zastosowaniu stricte teatralnej maszynerii udaje się przenieść widzów do zimowego Zakopanego, a dzięki dobrze wplecionym w sceniczną akcję materiałom video odwiedzamy sypialnię Zofii Nałkowskiej. Zaludnienie sceny postaciami takimi jak właśnie Nałkowska, Witkacy czy Jerzy Ficowski jeszcze bardziej wzbogaca spektakl, dodaje pikanterii i jest również źródłem humoru.
Jest to też przedstawienie dobrze zagrane. Odważnie wciela się w Brunona Michał Karczewski tworząc bohatera świadomego swoich potrzeb, ale potrzebującego również więzi z drugim człowiekiem. Wrażenie robią bardzo intymne sceny z Nałkowską (Joanna Żurowska). Mroczną atmosferę wypełnioną miazmatami popędów i zahamowań kontrują komiczni Witkacy (Mateusz Korsak) i Ficowski (Maciej Hanczewski). Wśród postaci z opowiadań Schulza na czoło zdecydowanie wybija się Wojciech Siedlecki (ojciec).
poniedziałek, 23 lutego 2026
Bruno Schulz. Fetyszysta, Teatr im. Fredry w Gnieźnie, scen. i reż. Jan Jeliński
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,
Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...
-
"Znachor" reż. Jakub Roszkowski, Teatr im. J. Słowackiego "Znachor" jako propozycja na dzień zakochanych? Historia opowi...
-
Najpierw ustalasz reguły gry! mówi pisarz. A potem narzekasz, że musisz ich przestrzegać! [Legendy, s. 78]. Albo ich nie przestrzegasz, ja...
-
Przyznam się szczerze, że nigdy do końca nie rozumiałem zmagań literatów I połowy XX stulecia z zagadnieniem formy. Wiele energii wkładali n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz