Interesująca w tej książce jest jej konstrukcja. Główny wątek powieści dotyczy relacji matki i jej 45-letniego neurotycznego syna. Opowiedziana historia kończy się śmiercią kobiety, w której udział syna jest co najmniej niejasny (z nieopublikowanego zakończenia wynika ponoć, że to nie on zabił matkę). Gadda kreśli dość szeroki kontekst tej niezbyt obfitej fabuły. Mamy więc opis obywatelskiej straży pilnującej lokalnych domostw przed złodziejami. Podejrzewamy, czy abonament, który owej straży należy uiszczać, nie jest czasem haraczem... Zanim poznamy relację syna i matki przyglądając się tej dwójce bezpośrednio, dowiadujemy się co nieco od innych. Służba daje złe, ale raczej zgodne z prawdą świadectwo o synu, miejscowy lekarz próbuje go wybielać.
Tę, jako się rzekło skromną fabułę wypełnia autor barokowymi wręcz opisami, nie przeoczając żadnych drobiazgów. Pełno tu dygresji, zabaw słowami, refleksji uciekających gdzieś w rejony filozofii. Wszystko to jest dla czytelnika wielkim wyzwaniem. Brakuje jednak chyba motywu, który nieuchronnie rozpraszaną uwagę czytelnika przyciągał z powrotem do kart tej książki. Być może tym, którzy w matce lub synu odnajdują refleksy własnego życia, lektura ta może przynieść więcej satysfakcji. Mnie nieco znużyła.
@@@@@@@@@@@@@@@@
wynotowane cytaty
Och, światło wzdłuż drogi pokoleń!... które cofa się, cofa... pozbawione blasku... światło niezmiennych przeobrażeń. Ale w ciągu dni, w duszach, jakaż twórcza nadzieja!... i abstrakcyjna wiara, uparta miłość. Każde działanie jest obrazem, ... chustą, godłem, chorągwią na wietrze... Światło, światło cofa się... a podjęte dzieło wzywa naprzód, naprzód swoich walecznych: aby dotrzeć do pierzchającego zachodu... I bolesny jest oddech pokoleń, z nasienia w nasienie, z herbu w herb. Aż po wątpliwą metę. [s. 55]
- Sen?... A cóż panu szkodzi sen? To wewnętrzny niepokój, chwilowe urojenie...
- Nie wiem, doktorze; widzi pan... śnić to może zapomnieć, przestać istnieć! Odrzucić sklerotyczne wyobrażenia dialektyki, patrzenie na wszystko poprzez siłę...
- Poprzez siłę?... jaką siłę?
- Systematyzującą siłę charakteru... tę chwalebną lampę naftową, która dymi nam w środku... i filuje...i robi nas czarnymi od kłamstw, od środka... kłamstw godnych uznania, tłustych, jak najkłamliwszych... i ma dobre zdanie o sobie, tylko o sobie... Ale sen to głęboka rzeka, która spływa z dalekiego źródła, a rano aż kipi prawdą... [s. 93]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz