wtorek, 18 listopada 2025

Sebastian Barry, Czas starego boga

Aż się nasuwa stwierdzenie: historia współczesnego Hioba (abyśmy nie mieli wątpliwości, autor opatrzył książkę cytatem z Księgi Hioba). Stary, osamotniony człowiek. Miał wszystko, a zostały mu tylko wspomnienia. Na początek poznajemy te dobre wspomnienia, a potem, najpierw małymi porcjami, wkradają się te złe. Aż wreszcie na koniec zwala się na czytelnika cała lawina nieszczęść, które stały się udziałem Toma Kettle'a. 

Wyglądają one na dopust boży, bo nic w narracji prowadzonej śladem wspomnień Toma nie zapowiada tak dramatycznych wydarzeń. Być może Tom - detektyw z zawodu przecież (!) - nie dostrzegał niepokojących sygnałów. To wręcz niewiarygodne. Lecz kogo za tę wiarygodność winić? Toma czy Sebastiana Barry'ego?

Co mi przeszkadzało w tej książce? Zdecydowanie jej styl. Barokowo zakręcone i długaśne, efektowne zdania, homeryckie porównania i specyficzny, taki lekko gwarowy, ni to poufały, ni to protekcjonalny język, którym posługują się bohaterowie. Stylizacja językowa jest zapewne wielkim wyzwaniem dla tłumaczy, a anglosascy pisarze lubują się w tego typu zabawach słownych.

Lektura będzie ciekawa z punktu widzenia rozliczeń z kościołem, które w Irlandii zaczęły się szybciej niż u nas. Z literackiego punktu widzenia nie stanowi jednak fascynującej przygody. 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,

Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...