Hermann Hesse, Wilk Stepowy
W sumie rozczarowanie. Zaczyna się wszakże ciekawie od zarysowania ciekawych tematów, nie do końca ujętych w sposób oparty na zdobyczach nauki, ale wciąż frapujący (np. nurtujący ówczesną literaturę problem mieszczaństwa, zagadnienie wielości jaźni).
Hesse we własnym posłowiu pisze, że jest to dzieło traktujące o kryzysie egzystencjalnym człowieka 50-letniego i sposobie przezwyciężenia tego kryzysu. Bohater Hessego, Harry Haller przezwycięża ten kryzys rzucając się w wir dość prostych, mieszczańskich - nazwalibyśmy - uciech, od których wcześniej stronił. Postać wydaje się mało autentyczna. Końcowy ustęp, w którym Harry rozmawia z Mozartem, trąci niestety kiczem. Nie pomaga afektowany język i oniryczno-psychologiczny klimat opowieści. Fragment ten, będący, zdaje się, opisem jakiejś narkotycznej wizji wywołuje poczucie stylistycznego rozdźwięku (patrz: "Od zmierzchu do świtu" Rodrigueza czy "Kiedy byliśmy sierotami" Ishiguro).
Brakowało mi również kompozycyjnego domknięcia, bo skoro historia Harry'ego jest "szufladką" poprzedzoną przedmową kogoś, kto znał Harry'ego, to oczekiwać należałoby powrotu do tego poziomu narracji, co jednak nie następuje.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Wynotowane cytaty:
H. Hesse, Wilk Stepowy, Poznań 2017 [wyd. Media Rodzina]
Prawdziwym cierpieniem, piekłem, staje się życie ludzkie tylko tam, gdzie krzyżują się dwie epoki, dwie kultury i religie. Gdyby człowiek antyku musiał żyć w średniowieczu, zginąłby marnie, podobnie jak zginąłby dzikus w naszej cywilizacji. Bywają okresy, w których całe pokolenie dostaje się między dwie epoki, między dwa style życia, tak że zatraca ono wszelką naturalność, wszelki obyczaj, wszelkie poczucie bezpieczeństwa i niewinności. (s. 33)
Gdyż, jak się zdaje, wszyscy ludzie mają wrodzoną i zniewalającą potrzebę wyobrażania sobie swojego "ja" jako jedności. (s. 88)
Jeśli więc człowiek posunie się tak daleko, że wyimaginowaną jedność jaźni rozszerza do dwoistości, to jest już prawie geniuszem, a w każdym razie rzadkim i ciekawym wyjątkiem. W rzeczywistości żadne "ja", nawet najbardziej naiwne, nie jest jednością, lecz bardzo zróżnicowanym światem, małym gwiaździstym niebem, chaosem form, stopni i stanów, dziedzicznych obciążeń i możliwości. Każda jednostka dąży do uznania tego chaosu za jedność i mówi o swoim "ja”, jak gdyby ono było zjawiskiem prostym, zdecydowanie ukształtowanym, jasno nakreślonym; ale jest to złudzenie, właściwe każdemu człowiekowi, nawet najdoskonalszemu, jest - jak się zdaje - pewną koniecznością, postulatem życia, tak jak oddychanie i jedzenie.
Złudzenie to polega na prostym przeniesieniu znaczenia.Jako ciało każdy człowiek jest jednością, jako dusza nigdy. (ss. 89-90)
Jeśli na jakąś przyjemność potrzebujesz aprobaty innych, to rzeczywiście jest mi cię żal. (s. 169)
Czy my, ludzie, żyjemy po to, by zlikwidować śmierć? Nie, żyjemy po to, by się jej bać, a potem znów kochać, i właśnie dzięki niej, czasem na przeciąg jednej tylko godziny, płonie tak pięknie ta odrobina życia. (s. 179)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz