Czytam, że hasłem tegorocznego festiwalu jest przenikanie. Jak wytłumaczono na stronie festiwalowej, chodzi o przenikanie się różnych styli muzycznych. W samym koncercie inauguracyjnym inspiracje miały pochodzić z baroku, hip-hopu, muzyki ludowej, klasycyzmu i audiowizualności. Jest to jednak moim zdaniem założenie nieco naciągane. Użycie instrumentów (suka biłgorajska, fidel płocka), które wyszły z użytku jeszcze w XIX w., to dość okrężna i bardzo pośrednia droga inspiracji twórczością ludową. Na tej samej zresztą zasadzie wytęp miksującej na żywo gramofonistki podciąga się pod hip-hop. Audiowizualności nie dostrzegłem nigdzie. Klasycyzm - owszem, najbardziej w utworze Heleny Tulve, który można czytać jako kontynuację schubertowsko-mahlerowskiej niemieckiej tradycji pieśniarskiej.
Mnie podczas koncertu wykonywane utwory ułożyły się według innego, wyraźnego klucza, który można by za Białoszewskim kolokwialnie określić jako "Szumy, zlepy, ciągi". Zwłaszcza pierwsza część koncertu mogłaby świadczyć o bardzo starannym i przemyślanym doborze wykonywanych dzieł. Wspólna dla nich była umiarkowana dynamika utrzymana w przeważającej części w zakresie od ppp do p. Można również doszukać się pierwszych trzech utworach swoistej oddechowej pulsacji i konsekwentnej metryczności.
Christian Winther Christensen Koncert fortepianowy (2018)*
Rei Nakamura fortepian
Bardzo ciekawy utwór, w którym preparowany fortepian nie wychodzi w zasadzie poza dynamikę pianissimo (pianistka najczęściej trąca klawisze bez ich wciskania). Kompozytor dopasował do niego całą orkiestrę wykorzystaną całkowicie sonorystycznie. Co ciekawe, muzycy oscylują jednak wokół harmonicznych rdzeni, a docierający do słuchacza dźwiękowy konglomerat jest bardzo uporządkowany. Daje się również zauważyć swoisty porządek rytmiczny i frazowy. Christensen chętnie stosuje wielokrotne, jakby ostinatowe powtórzenia, swoiste "ciągi". Kompozytor prowadzi nas poprzez rozrzedzenie rytmu i natężenia dźwięku do absolutnej ciszy. Zanim muzycy umilkną zupełnie, publiczność czeka na coraz rzadsze, coraz bardziej oddalone od siebie uderzenia fortepianowych klawiszy, a cisza na sali staje się równoprawnym elementem utworu.
Helena Tulve Geh bis an deiner Sehnsucht Rand (2024)** na fidel płocką, sukę biłgorajską i oktet wokalny do słów Rainera Marii Rilkego (zamówienie Fundacji Polihymnia)
Maria Pomianowska fidel płocka, suka biłgorajska OKTET WOKALNY SIMULTANEO:
Magdalena Łaszcz sopran
Alicja Giętkowska-Liguz sopran
Ksenia Sawczenko alt
Jagoda Staruch alt
Krzysztof Lorek tenor
Adam Kupper tenor
Paweł Nodzak baryton
Mateusz Kempa bas
Karol Kisiel dyrygent Oktetu Wokalnego Simultaneo
Drugi z utworów również utrzymany w spokojnej dynamice. Oktet wokalny wspomaga tu tylko jeden instrument - fidel, zamieniona w środkowej części utworu na sukę i w końcu znów fidel. Widzę tu - w warstwie wokalnej - chętnie wykorzystywane metryczne "ciągi", powtórzenia. Dominuje jak w poprzednim utworze artykulacja staccato. Lirycznie i melodycznie brzmi - w krótkich frazach, kiedy przedostaje się na pierwszy plan - fidel płocka. Nieco bardziej prymitywnie - suka. Co ważne, widać było u wykonawców, radość ze wspólnego muzykowania.
Paweł Szymański it’s fine, isn’t it? (2020)** koncert na flet i orkiestrę (zamówienie Fundacji Piąta Esencja)
W swoim utworze Paweł Szymański zastosował zabieg odwrotny do zauważalnego w koncercie fortepianowym Christensena "rozrzedzenia dźwięku". Tu mamy do czynienia z jego zagęszczaniem. Dość wspomnieć, że koncert zaczyna się od niewychwytywalnych ludzkim uchem brzmień fletu, w którego stroik flecista dmucha z dużej odległości. Precyzyjnie i koronkowo skonstruowana warstwa orkiestrowa także i tutaj utrzymuje miarowy "puls".
W utworze Szymańskiego mamy wszakże swoiste "przenikanie". Do partytury wkradła się bowiem polityka. W finale utworu usłyszymy (elektronicznie zmodulowany) sławny cytat o tym, że nikt nie przekona nas, że "czarne jest czarne, a białe jest białe". Ta kompozytorska zuchwałość zaowocowała niespotykaną w muzyce klasycznej od siedemdziesięciu lat ingerencją cenzury. Prawykonanie musiało czekać na lepsze czasy, po tym, jak dzieło usunięto z programu festiwalu Eufonie przed trzema laty. Nie wiadomo, czy ta manifestacja polityczna była potrzebna. Dzieło znakomicie broni się bez wspomnianych słów. W mojej ocenie był to wszak najciekawszy utwór koncertu.
Żaneta Rydzewska Fire (2024)** na orkiestrę
Po przerwie zaś mielimy do czynienia z utworem najmniej chyba wyrazistym. Z wcześniejszymi utworami pokrewne było sonorystyczne potraktowanie instrumentarium. Dużo "Szumów" i "ciągów". Odmienna za to była głośna, wyrazista dynamika.
Mariam Rezaei gramofony
Matthew Shlomowitz, Mariam Rezaei Six Scenes for Turntables and orchestra (2023)* na improwizującą gramofonistkę i orkiestrę
1. Scena pierwsza
2. Screech (recytacja)
3. Dźwięki organów
4. Milford Graves w niebie
5. Beat juggle shuffle
6. Harp Whip (recytacja i chór)
To dzieło z zupełnie innego bieguna. Orkiestra w końcu mogła huknąć, były elementy jazzu, heavy metalu, brzmienia jakby z Glenna Millera. Mariam Rezaei wplatała w to gramofony, modulowane tak, że w najlepszym razie porównać je można z brzęczeniami i pohukiwaniem wodnego ptactwa gdzieś na rozległych moczarach północy. Bardzo energetyczne zakończenie świetnego, ciekawego koncertu.
NARODOWA ORKIESTRA SYMFONICZNA POLSKIEGO RADIA W KATOWICACH
Yaroslav Shemet dyrygent
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz