piątek, 6 września 2024

Jesmyn Ward, Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie

Bohaterowie tej książki widzą duchy. Leonie, czarnoskórej narkomance z delty Missisipi, pojawia się jej zamordowany przez białych brat. Żeby się ukazał, Leonie musi być na haju. Inny zabity - niejaki Bogaś - pojawia się jej synowi Jojo. Na końcu duchy widzą wszyscy, cała rodzina Jojo i Leonie: tatko, mamcia, Kayla. Pogubić się można w tym, czego pragną te "duszeczki", aby się dostać do nieba i kto może je odkupić. Ta warstwa książki była dla mnie bardzo męcząca.

Nieco bardziej wciąga wątek obyczajowo-społeczny. Obrazek biednej rodziny z Południa, uzależnienia, rasizm, więzienie. Nie wydaje się wszakże, by proza Ward była tu w jakiś sposób odkrywcza.

Nie przekonuje mnie też tłumaczenie. Jędrzej Polak zaproponował polsko brzmiące ksywki i imiona: Zrzeki, Bogaś itp. brzmiące jakoś sztucznie. Do tego "tatko" i "mamcia" też jakoś drażnią.Może nie drażniłyby, gdyby ta proza była wybitna. Niestety jest tylko przeciętna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Federico De Roberto, Wicekrólowie

Mikołajewski przyrównuje tę książkę do "Pana Tadeusza", ja widzę raczej podobieństwa do "Anny Kareniny". Mamy tu bowiem ...