środa, 1 maja 2024

29.04.2024 Marlen Haushofer, Ściana

Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby sięgnąć po tę książkę, gdyż z zasady unikam tego typu literatury ze względu na swoistą wtórność. Motywy tu zawarte już wcześniej dostatecznie dobrze opracowano. Z jednej strony mamy archetyp Robinsona Cruzoe, z drugiej motyw poszukiwania jedności z naturą, którego podjął się np. Thoreau w "Waldenie". 

Co zrozumiałe, po II Wojnie Światowej, kiedy pojawiła się możliwość globalnej zagłady, wywołana użyciem broni jądrowej, literatura wzbogaciła się o przetworzenie wspomnianych motywów w wersji skrajnie katastroficznej. Haushofer nie jest jedyną, która wpadła na ten pomysł. Czytałem - teraz nie przypomnę sobie ani autora (choć był to na pewno niemiecki obszar językowy) - książkę o bardzo podobnej fabule, powstałą mniej więcej w tym samym czasie. 

Mamy zatem bohaterkę, która w wyniku kataklizmu zostaje całkowicie sama na świecie. Pomijając pewne logiczne niedociągnięcia, założenie takie (samotny człowiek vs przyroda) prowadzi do bardzo przewidywalnych i jednocześnie ograniczonych rozwiązań fabularnych. Żeby to była dobra literatura, musiałoby dojść do jakiegoś przełamania (być może w rodzaju deus ex machina). W znanych mi przykładach do tego jednak nie dochodzi. Uważam zatem tego rodzaju dzieła za ślepą uliczkę. 

Plusy tej książki to pewna czułość, z jaką bohaterka odnosi się i pisze o swoich zwierzętach. Są tu zalążki przemyśleń, które mogłyby nas poprowadzić do głębszej refleksji na temat rodzaju ludzkiego. Niestety nie są przez autorkę rozwijane. 

Minusy: moim zdaniem jakoś to niezborne psychologicznie. Ludzkość kończy się jednego dnia. Rozmyślania na temat bliskich, ich losu itd. ograniczone są do minimum. Próba wyjaśnienia katastrofy nigdy w zasadzie nie następuje. Po kilku zderzeniach ze "ścianą" bohaterka - narratorka rezygnuje z jakichkolwiek działań poza tymi związanymi z codziennym przetrwaniem. Nie bada, jaki obszar został przy życiu, nie podejmuje prób wyrwania się z tej okropnej przecież opresji. Wspomina kilkakrotnie o podkopaniu się pod "ścianą", ale nigdy nie przeprowadzi w tym kierunku żadnego eksperymentu. Jest porażająco bierna. Być może wcale nie chce wracać do dawnego życia?

Czy można czytać tę książkę na poziomie metaforycznym? Pewnie można. Co zatem możemy powiedzieć przenosząc się na taki poziom analizy? Że człowiek to samotna wyspa? Że niewiele wiemy? Że nie potrafimy wyjść poza nas samych. Gdybym miał pewność, że takie było założenie u początku dzieła, być może podszedłbym do niego z mniejszą rezerwą.

Oceniłem na 3.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,

Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...