Rano jeszcze chłodno. Długim nowym mostem w Koninie jedziemy do Posoki, skręcamy na Zagórów. W Posoce zakupy - coś na śniadanie. Zjeżdżamy z główniejszej szosy na Rumin. Mijamy niewielki dworek. Od teraz cała nasza trasa do Zagórowa będzie wiodła praktycznie nad Wartą. Tereny bardzo malownicze, dużo starorzeczy. Raj dla zwierząt. Tu i ówdzie odzywają się kukułki, żaby moczarowe, drogę przelatuje nam bażancica.
Przed Zagórowem trafiamy do Kopojna. Tu ostatnie dni ciekawego dworskiego założenia. Dwór z kolumnami w stylu polskim i po bokach dwie okazałe oficyny. Wygląda na to, że uratować da się tylko jedną z oficyn...
Zagórów urokliwy. Rynek typowy dla miasteczek tej części zaboru rosyjskiego. Bardzo przestronny, z małymi domami. Przypomina się Chocz, Pyzdry czy Rychwał. Dużo starych, ładnych domów, do tego ciekawy kościół - spod grubej warstwy baroku przeziera gotyk. W synagodze z typowymi grubymi przyporami dziś jest piekarnia.
Po drodze do lądu przez pewien czas mamy z prawej strony Wartę i odnajdujemy miejsca, w których byliśmy rok temu. W Słupcy starcza czasu na zjedzenie kawałka placka od cioci Joli na rynku. I wracamy.
Podróż pociągiem męcząca. Dwóch chłopaków koło nas prowadzi rozmowę najeżoną bzdurami antysemickimi, antyukraińskimi, antyszczepionkowymi i innymi spiskowymi. Stężenie absurdu robi się żrące jak woda królewska.
W Poznaniu obiadek w Południu - Laksa z krewetkami, i pieczone młode warzywa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz