poniedziałek, 26 lutego 2024

2024-02-25 Sen nocy letniej, reż. Jan Klata, Teatr Nowy w Poznaniu

 Przekład: STANISŁAW BARAŃCZAK
Reżyseria, opracowanie tekstu, opracowanie muzyczne: JAN KLATA
Scenografia, kostiumy, reżyseria świateł: JUSTYNA ŁAGOWSKA
Choreografia: MAĆKO PRUSAK
Video: NATAN BERKOWICZ
Przygotowanie akrobatyczne: TOMASZ RODAK
Asystentka scenografki i kostiumografki: LIDIA STACHOWSKA
Inspicjent i asystent reżysera: KRZYSZTOF PRZYBYŁOWICZ

Obsada:

JANUSZ ANDRZEJEWSKI jako „Janusz Andrzejewski”
ŁUKASZ CHRZUSZCZ jako „Łukasz Chrzuszcz”
MICHAŁ KOCUREK jako „Michał Kocurek”
DARIUSZ PIERÓG jako „Dariusz Pieróg”
DAWID PTAK jako „Dawid Ptak”
JAN ROMANOWSKI jako „Jan Romanowski”

oraz:

ILDEFONS STACHOWIAK – Tezeusz/Oberon
ANTONINA CHOROSZY – Hipolita/Tytania
WALDEMAR SZCZEPANIAK – Egeusz
ANDRZEJ NIEMYT – Lizander
ADAM MACHALICA – Demetriusz
MARTA HERMAN – Hermia
JULIA RYBAKOWSKA – Helena
MICHAŁ GRUDZIŃSKI – Puk/Filostrat
ŁUKASZ SCHMIDT – Puk
BARTOSZ WŁODARCZYK – Puk
KAROLINA GŁĄB – Groszek
MAŁGORZATA ŁODEJ-STACHOWIAK – Gorczyczka
OLGA LISIECKA – Pyłek
WERONIKA ASIŃSKA/MALINA GOEHS – Pajęczynka

A więc w Teatrze Nowym można nadal zobaczyć świetne spektakle. Trzeba tylko zadbać o dobrego reżysera. O tym, że był to dobry spektakl świadczą nasze rozmowy po nim i to, że obudziłem się w nocy myśląc o tym przedstawieniu i broniąc go przed zarzutami, które Jan znalazł w jakiejś recenzji. Było do przewidzenia, że młodej krytyce walczącej o inkluzywność sztuki i walczącej z przemocowością w teatrze, tyranią dyrektorsko-reżyserską oraz seksizmem ta inscenizacja się nie spodoba. Klata bowiem dworuje sobie z rewolucji obyczajowej, która zaczęła pożerać swoje dzieci. I pewnie w jakimś stopniu był wizjonerem, skoro obnażył niedostatki owej rewolucji jeszcze przed aferą Strzępki (premiera Snu miała miejsce latem, a afera mobbingowa ujrzała światło dzienne pod koniec roku).
Wszystkim teatralnym inkluzywistom - kolektywistom Klata rzuca bowiem rękawicę i mówi - zróbcie coś tak dobrego jak mój spektakl kolektywnie, jeśli potraficie. I niech nikt nie mówi, że Klata broni patriarchalnego, przemocowego teatru, bo kilka scen wyraźnie świadczy o tym, że tak nie jest. Trzeba dobrze je odczytywać i nie oczekiwać dosłownego podania interpretacji na tacy. Taką sceną jest np. gwałt na Hermii. Cała widownia zamarła, choć scena była zagrana bez szczególnej brutalności i z pewnością udało się Klacie obudzić współczucie dla bohaterki i pewne poczucie winy z powodu bycia właśnie takim biernym świadkiem przemocy.
Odczytuję spektakl Klaty nie jako opowiedzenie się po stronie "starego" teatru, nie jako szyderstwo z postulatów "młodych", ale jako próbę obserwacji i zrozumienia tego, co się właśnie dzieje w przestrzeni kultury. Próbę naznaczoną swoistą bezradnością, która każe odwoływać się np. do mechanizmów obronnych - przykładem kpina z tego, czego się nie pojmuje, co jest obce, co w pewnym stopniu zagraża naszemu komfortowi.
Czy tworzenie teatru nieopartego na autorytecie reżyserskim nie jest utopią? Wszak uleganie dyspozycjom osób aktorskich, które "nie czują" rozwiązań wynikających czy to z tekstu, czy to z zamysłu reżyserskiego jest drogą donikąd. Jest chciejstwem, anarchią, której zdarzyć się może dobry owoc, ale statystycznie prowadzić będzie do artystycznej klęski.
O sile spektaklu Klaty przesądza jednak nie ta wpleciona w dramaturgię publicystyka, a walory czysto teatralne. Po pierwsze, pomimo uwspółcześnień, wtrętów i skrótów, spektakl jest wierny szekspirowskiemu oryginałowi do tego stopnia, że można by pokazywać go licealistom. Sam zaś Szekspir to - wiadomo - czyste teatralne złoto. Po drugie, mamy do czynienia z rzeczą estetycznie wysmakowaną. Składa się na to efektowna, choć na pierwszy rzut oka prosta i tandetna, scenografia, do tego świetnie dopełniające całość wideoanimacje i czytelnie przeprowadzony stylistyczny podział na światy ateńczyków, rzemieślników - aktorów, wreszcie elfów. W pierwszym króluje szkocka krata, w drugim misiowe piżamki "oneessie", w trzecim biel fantazyjnych kostiumów Tytanii i Oberona oraz burdelowe gorsety ich świty. Po trzecie Klata wstrząsnął w końcu tym rozleniwionym zespołem, który od trzydziestu pięciu lat (czyli od zakończenia kadencji śp. Cywińskiej) odcina kupony od dawnej sławy, i wydobył z aktorów drzemiące w nich pokłady talentu. Zwróciłbym uwagę na bogatą barwowo rolę Antoniny Choroszy, która pokazuje całą paletę możliwości, bardziej jednak ujmując w roli Tytanii niż Hipolity. Znakomicie prowadzi swoją doprowadzoną do granic wytrzymałości Helenę Julia Rybakowska, nie gorzej idzie zniesmaczonej Hermii (Marta Herman). U panów najciekawiej prezentuje się rzemieślniczo-aktorska trupa z Dariuszem Pierogiem (Piram) i Janem Romanowskim (Tyzbe).
I to zakończenie z wymuszaniem przez Puka braw na widowni, a przecież brawa te jak najbardziej były zasłużone. Wielki teatr. Ileż trzeba było czekać!

<h3>SEN NOCY LETNIEJ</h3>Karolina Głąb, Antonina Choroszy, Olga Lisiecka / fot. Jakub Wittchen

niedziela, 11 lutego 2024

2024-02-11 Leszek Kołakowski, Obecność Mitu

 Mit, czyli konstrukt (?), narracja (?) która pomaga nam tłumaczyć wszystko co niewarunkowe, nieredukowalne, niepoznawalne empirycznie, a jednak konstytuujące nasze bycie w świecie. 

Stał się konieczny w momencie, kiedy uzyskaliśmy świadomość własnej świadomości. Nazywa to Kołakowski rozdwojeniem podmiotowości. Było to, jak się zdaje, decydujące dla naszego oddzielenia się od natury i postrzegania siebie jako odrębnych od niej. 

Rozważa Kołakowski obecność mitu w epistemologii. Niepodobna objąć empirycznie zarówno "wszystkiego" jak i "niczego". Do rozumienia tych kategorii potrzebny nam zatem mit. W ujęciu aksjologicznym rzeczywistość mityczna konstytuuje wartości nadrzędne, których wywieść nie potrafimy w żaden sposób z innych. 

Systemy mitologiczne, do których należą religie, pomagają uporać się z nihilizmem, bezsensem przypadkowości świata, jego - jak to nazywa Kołakowski - "obojętności". Niepodobna obejść się bez wyjaśnień mitologicznych - twierdzi filozof. Akceptacja przypadkowości świata nie może dokonać się w dobrej wierze. I z tym twierdzeniem Kołakowskiego mam największy problem, który wymagałby namysłu. Potoczna, codzienna moja myśl nie wymaga wszak odwoływania się do absolutu, a przecież nie nazwałbym sam siebie bezrefleksyjnym...

Wynotowane cytaty:

  • Być zatem to być wyłączonym z czasu i zmiany.
  • Tym, od czego uciekamy, jest doświadczenie obojętności świata, a próby przezwyciężenia tej obojętności stanowią ośrodkowy sens ludzkich zmagań z losem w jego codzienności i w jego ekstremach.
  • Tyle wiemy na pewno, że potrzebna jest w utrzymaniu wszelkiej wspólnoty ludzkiej wiara w wartości zastane i niedowolne i że zarazem niebezpiecznie jest wierzyć, iż wartości te w jakiejkolwiek chwili są gotowe i wykończone, że mogą zwalniać od interpretacji sytuacyjnej i sytuacyjnej za nie odpowiedzialności. Mitologia może być społecznie płodna tylko wtedy, kiedy jest nieustannie podejrzana, stale otoczona czujnością, która udaremnia jej naturalną skłonność do przekształcenia się w środek narkotyczny.

Do tego warto dołożyć streszczenie poglądów Konrada Lorenza na temat "fetalizacji" człowieka. Nasz gatunek, zdaniem niemieckiego zoologa, cechuje utrzymanie w dorosłym życiu cech osobników niedojrzałych. Poza fizycznymi należy wymienić skłonność do zabawy, ciekawość, które u zwierząt w dorosłym życiu zanikają, "sztywnieją" niejako i narzucają w zachowaniach swoistą automatyzację. Ta "ciekawość" napędza rozwój kultury, wszelką wytwórczość, ale jednocześnie niszczy "animalny raj" i jest powodem wewnątrzgatunkowej agresji, która pozwala nam niszczyć samych siebie, czego zasadniczo nie można obserwować wśród zwierząt.

czwartek, 8 lutego 2024

6.02.2024 Kos, reż. Paweł Maślona

Taka rozmowa po filmie.

Ja: Strasznie to pesymistyczne.

Boguś: Raczej optymistyczne.

Ja: No tak. Żeśmy się z tego bagna wygrzebali.

Bo tego w polskim filmie nie było. To w sumie bardzo ciekawe, że kinematografia powojenna, zwłaszcza ta tworzona w czasach, kiedy państwowa ideologia temu sprzyjała, nie rozprawiła się ze szlachtą. Efekt Trylogii i paru jeszcze innych najbardziej utrwalonych w zbiorowej percepcji Polaków utworów skutkował masowym utożsamieniem się z "Kmicicem". I potem co drugi korzeni swoich szuka, klejnociku, herbiku. I tu nagle w XXI wieku odkrycie robią, żeśmy wszyscy z chłopstwa. 

Film konsultowany z prof. Leszczyńskim, ale miejscami wręcz wierzyć się nie chciało w pokazane na ekranie zwyrodnienie polskiego ziemiaństwa u schyłku I RP. 

Znamienne też słowa rotmistrza Dunina (Więckiewicz): Bóg, honor, ojczyzna. Dla czego u was honor na drugim miejscu? Zamiast dobro ojczyzny, u was mrzonki o osobistym honorze, a potem Matuszka Rassija porządek przywracać musi...

Dobra rodowe same na tym ekranie. Wspomniany Więckiewicz celowo na Stalina upozowany, stonowany braciakowaty Braciak, jednak bardzo przekonujący w roli Kościuszki, Wspaniała, westernowa Grochowska w roli twardej pułkownikowej. I ciekawe epizodziki - Segda choćby.

Dobre, choć mogłoby być jeszcze lepsze.

Kos" Pawła Maślony z Nagrodą Dziennikarzy na Festiwalu Polskich Filmów  Fabularnych w Gdyni - Film w INTERIA.PL

niedziela, 4 lutego 2024

2024-02-04 James H. Billington, Ikona i topór. Historia kultury rosyjskiej

Książka ponoć kontrowersyjna. Nie widzę tych kontrowersji, chyba że uznać za nie postawę autora, który sprawia wrażenie, jakby chciał się popisać swoją wiedzą na temat Rosji. Sypie tytułami, nazwiskami, niekiedy nawet przytacza pewne sytuacje czy osoby pisząc: pewien ksiądz, pewien pisarz. Pisał więc tylko dla tych, którzy kulturę Rosji i jej historię mają w małym paluszku. I o to mam pretensję. Nie czepiałbym się może, gdyby usunięto podtytuł. Ktoś, kto czegoś o tej kulturze dopiero chce się dowiedzieć, nie powinien sięgać po to tomiszcze. Ono jest na zaś, dla bardziej wytrawnych znawców, choć tych znudziłyby może streszczenia co ważniejszych dzieł.

Nie wciąga, nuży.

2024-02-03 Cierpienia Młodego Werthera, reż. M. Spiss Gniezno

Pierwszy monolog Werthera, zjechanie sztankiet z dekoracjami i już wiedziałem, że będzie źle. Spektakl zrobiony chyba celowo tak, by trafić do młodego widza. Wciąż zastanawiam się, czy Spiss grała z konwencją, czy po prostu poddała się estetyce teatrzyku szkolnego. Jeśli była to gra z konwencją, to chyba nieudana, skoro rodzą się takie pytania. 

Do historii Werthera doklejono dydaktyczną historię o umieraniu z pytaniem o eutanazję. Czy na owo pytanie trzeba odpowiadać wykładem włożonym w usta aktorów?

Przed totalną katastrofą spektakl ten ratuje jako taki pomysł, próba wyciągnięcia ze spektaklu czegokolwiek ponad sam tekst (np. właśnie tematu eutanazji). Gdybyśmy zostali przy samym Goethem, mielibyśmy coś tak nudnego i płaskiego jak niedawna "Lalka" w reż. Rychcika. 

Aktorstwo bardzo sztampowe. Nikodem Księżak z początku rozczarowuje, ale rozkręca się i w monologu tuż przed śmiercią nawet troszkę wzrusza. Wykreował w sumie postać takie dzisiejszego rozpieszczonego dzieciaka, który zakochał się beznadziejnie i nie umie sobie z tym poradzić. Nie miał łatwego zadania, bo w spektaklu Marii Spiss bohaterowie nie wchodzą w interakcje między sobą. Tworzą jakby odrębne mikroświaty. Zwłaszcza Lotta zapatrzona chyba siebie i mówiąca zawsze wprost, gdzieś daleko za widownię. 

Jak na profesjonalny teatr za dużo potknięć, zająknięć, wchodzenia nie w czas itd...

Oceniłem na 3 

https://teatr.gniezno.pl/wp-content/uploads/2017/10/DSC_8432-1300x867.jpg

2024-02-02 Ingeborg Bachman. Podróż na pustynię

Ładny wizualnie i niezły film von Trotty. Jak zwykle niemiecka reżyserka z pietyzmem podchodzi do realiów, które odtwarza. To jest solidne, rzemieślnicze kino, bez silenia się na jakieś nowatorstwo. Owszem miejscami jest lekko pretensjonalnie, ale nawet ujęcie panoramy na Rzym z Kapitolu ilustrowane adagiettem z V symfonii Mahlera jakoś niespecjalnie razi. 

Dobre aktorskie role pozwalają widzowi na zaangażowanie się emocjonalne. 

- Vicky Krieps - jak zawsze doskonała

- Ronald Zehrfeld stworzył paternalistyczną, lekko odpychającą postać Frischa. Trudno jednak zrozumieć, co trzymało Inge przy nim. Zupełne niedobranie. Owszem, podrywać to on umiał, ale potem już nie było nic...

- Tobias Samuel Resch - uroczy Adolf Opel

oceniłem na 4,5

Ingeborg Bachmann - Journey into the Desert (2023) by Margarethe von Trotta  - Review | Cinema Austriaco

Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,

Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...