piątek, 30 czerwca 2023

2023-06-28 Günter Grass, Psie lata

 

Psie lata Gunter Grass [1990]Pod koniec lektury odkryłem, że jest to trochę La divina commedia à rebours. Odwrotnie niż Dante, Grass zaczyna od Raju. A tym rajem w jego powieści jest dzieciństwo głównych bohaterów spędzone po obu brzegach wiślanego przekopu, czyli pomiędzy Świbnem a Mikoszewem. Lata III Rzeszy to czyściec, w którym Eddie Amsel i Walter Matern schodzą na plan dalszy. Na porównanie z "Boską Komedią" naprowadza nas sam Grass w III części swojej powieści, w której każe Maternowi zjechać do kopalni i cytuje najbardziej znane zdanie Dantego: Lasciate ogni speranza... W tej części Matern próbuje ukarać kompanów za grzechy  z części II. Sam też jest w pewien sposób ukarany przez Amsela za zdradę i przyłączenie się do bandy SA, która porachowała kości Eddiemu. Jesteśmy więc tam, gdzie pokutuje się za swoje winy - w piekle.

Najmocniejsze strony książki to te, na których Grass ożywia stary Gdańsk i okolice. Robi wrażenie także opis wojny, a zwłaszcza upadku Rzeszy, opowiedziany z perspektywy Prinza, owczarka Hitlera. Matern zaś w wojennych dziejach staje się kimś na kształt Tyrone'a Slothrope'a z "Tęczy Grawitacji" Pynchona - everymanem, wszędobylskim abnegatem. Sama zaś wojna z jej okropieństwami jako scena niesamowitych przygód musi zostać poddana romantyzacji. 

Najsłabiej wychodzą Grassowi, podobnie jak w "Turbocie", opisy teraźniejszości. Budowa powieści jest przy tym dość "strukturalistyczna", co niestety nie zawsze jest zaletą. Niekończące się wyliczenia, enumeracje, podziały męczą niekiedy bardzo. Mimo wszystko warto Grassa czytać, bo to literatura gęsta, której trzeba poświęcić wiele czasu, ale z której na pewno w czytelniku coś pozostanie.

niedziela, 25 czerwca 2023

2023-06-24 Drezdenko

Spoglądam na dworzec w Krzyżu. Wielki, podupadający. Można nieraz odnieść wrażenie, że Krzyż to dworzec z doczepionym doń miasteczkiem. Wyjeżdżamy na szosę, która biegnie w stronę Drezdenka. To stara droga, na pewnym odcinku wciąż brukowana. Nie trzymamy się tej szosy, lecz za mostem na Drawie zjeżdżamy w stronę Nowych Bielic i jedziemy ścieżką przez las. Młody, niewysoki, ale przyjemny lasek. Czasem z prawej migną nam tory kolejowe Krzyż - Kostrzyn, czasem z lewej szeroka wstęga Noteci. 

Dojeżdżamy do Starych Bielic. W położonej na wysokiej nadnoteckiej skarpie wsi czas jakby się zatrzymał. Brukowane uliczki, domki ceglane lub szachulcowe. Trawa żółta od słońca. Żal, że nie zrobiłem zdjęcia. W starych Bielicach zjeżdżamy na nadnotecką ścieżkę. Po lewej rzeka, po prawej las. Jest uroczo. Przypominają nam się nasze wszystkie rzeczne wyprawy rowerowe. Niedaleko przed Drezdenkiem wyrasta stary most kolejowy linii Krzyż/Drezdenko - Skwierzyna. Wdrapujemy się na przyczółek. Po przęśle dałoby radę przejść, ale jest wąsko i lęk wysokości wyklucza takie manewry, tym bardziej jeśli trzeba przeprowadzić rower.


 Wjeżdżamy więc do Drezdenka od północy. Przy samym moście na Noteci wrażenie robi zrujnowana niemalże kamienica, po której widać secesyjne ślady świetności. Za mostem przy wieży ciśnień zabytkowe budynki pofabryczne. Pracownica tutejszego muzeum powiedziała nam, że to dawna rzeźnia, ale w ewidencji zabytków czytam, że to zabytkowe wodociągi... 


 W takim miasteczku jak Drezdenko może się odezwać tęsknota za Belle Epoque. Widać, myśl, dbałość o detale, planowanie z rozmachem. Epoka dotknęła swoim pędzlem także tę mieścinę, która ma rodowód znacznie starszy. Tu i ówdzie jakaś secesyjna, bogato zdobiona na frontonie kamienica. Stary Rynek niepozorny, dostojeństwa dodaje mu budowla zwana ratuszem, która w rzeczywistości jest dawnym budynkiem sądu, który upiększył ten plac na początku XX w. Od ratusza biegnie ku Starej Noteci deptak. Tu jedna z kamieniczek wyłożona białą i zieloną klinkierówką. Coś pięknego! Za Starą Notecią park z okropnymi replikami Tadż Mahal, wieży Eiffla, Sfinksa, Opery w Sydney i Statuy Wolności. Z tego brzegu jest za to piękna panorama na miasto. Dziś nieco przysłonięta drzewami, ale na starych odkrytkach widać Driesen jak na dłoni. Z tego brzegu też malował zapewne miasto Daniel Petzold w l. 1710-1715, autor niedokładnej - zdaniem pani z muzeum - panoramy Drezdenka. Zza Starej Noteci, która jest dziś przedłużeniem Miały, docieramy innym mostem do placu Kościelnego. Tu uwidacznia się cała pruska szkoła planowania przestrzennego wspomnianej Belle Epoque. Imponujący, ponury w środku neogotycki kościół, historyzujący, potężny budynek szkoły, przestrzenny przyjemny plac. Przy kościele stara, gruba lipa, z pewnością kilkusetletnia. To jeden z czterech ważnych, historycznych placów w Drezdenku. Przed nami jeszcze Nowy Rynek, w którym miesza się barok, secesja, architektura szachulcowa i modernizm. Sama pływa oczywiście zmodernizowana wg betonowych standardów pierwszego dwudziestolecia XXI w. z obowiązkową fontanną wytryskującą z chodnika na środku rynku. 


 

Jest jeszcze plac Wolności - to centrum dawnego XVII-wiecznego fortu. Granice pięcioramiennej cytadeli trudno dziś wyraźnie dostrzec. Już Fryderyk II nakazał rozbiórkę przestarzałego bastionu. Ale zachowały się stare zabudowania, przede wszystkim barokowy pałac, spichlerz (dziś muzeum) i parę fortecznych domów. Dobrze, że zdecydowaliśmy się na zwiedzanie muzeum. Pokazuje historię miasta w pigułce i wydobywa to, czym do dziś Drezdenko może się szczycić. Fantastyczne wyroby tutejszej fabryki ceramiki, sprzęty domowe. Do tego cenny komentarz pani  z muzeum.

 

Powrót do miasta brzegiem Starej Noteci - dziś to naprawdę maleńka struga. Zahaczamy o okazały budynek młyna z doczepioną doń kamienicą młynarza. Potem kierujemy się na północ. Naszym celem jest Lubiewo i pierwsza w tym roku kąpiel w jeziorze. Po kilkukilometrowej jeździe przez charakterystyczny dla Puszczy Noteckiej las sosnowy docieramy do wioski. Do jeziora wiedzie stroma droga w dół. Na plaży niewiele osób. Wrażenie robi pani z mega biustem. Woda przejrzysta, mnóstwo ryb, dość ciepła. Kąpiel jest przyjemna. Jemy na plaży truskawki, które Boguś kupił na deptaku w Drezdenku. Pobyt w Lubiewie jest krótki, bo chcemy zdążyć na pociąg i jeszcze zjeść coś po drodze na obiad. 

Droga przez las do Drawin jest dość uciążliwa, bo wyłożona grubym kruszywem, dobrym może dla samochodów, ale nie dla rowerów. Za to z Drawin przyjemny szlak wzdłuż torów z malowniczym mostem na Drawie po drodze.

W Krzyżu obiad. Restauracja Pasja (idealna nazwa dla knajpy w Krzyżu) specjalizuje się w ravioli. Mają kilka rodzajów. Boguś wybiera szparagowe, ja kurkowe. Ciast bardzo dobre, farsz również. Miła obsługa. Na pociąg ledwo zdążamy, na dodatek musimy stać całą drogę. Skład ze Świnoujścia jest pełen, na dodatek cały przedział rowerowy jest zastawiony. Wycieczka mimo to bardzo udana!

niedziela, 11 czerwca 2023

2023-06-06 - 2023-06-11 Wisła i okolice

W trójkę - Sylviusz, Boguś i ja - wyruszamy do Wisły. Michał, który chciał być na procesji dołączył do nas parę godzin później. Pierwszego dnia czasu starczyło tylko na przechadzkę do karczmy i sklepu. Na obiad uraczyłem się česnečkou (przeciętna) i wiślańskimi kaszokami z kapustą kiszoną i ziemniakami (bardzo dobre). 

Niestety cieniem na wyjeździe położyło się dość silne przeziębienie. Chodzenie po górach w takim stanie bywa męczarnią. Pierwszy dzień rozpoczynaliśmy w Ustroniu. Centrum hałaśliwe, pełne zwłaszcza emerytów-wycieczkowiczów, do tego klimat jak z Mielna. Spokojniej robi się w parku nad Wisłą, z którego potem wyruszamy na Czantorię. Kilka razy gubiąc szlak w samym mieście, docieramy wreszcie na właściwą górską ścieżkę. Tu jednak dopada nas burza z solidnymi piorunami i ulewą. Przeczekujemy ją pod niskimi, ale rozłożystymi bukami w środku lasu. Tu pada nieco mniej niż w miejscach nieosłoniętych. Dobrze, że mamy plastikowe peleryny. Dzięki temu prawie nie mokniemy. Po burzy pogoda robi się na powrót słoneczna. Udaje się więc w kolibie niedaleko Czantorii przy pięknym słoneczku wypić herbatę z rumem. Z wieży na Czantorii widoki bardzo piękne. Spoglądamy w stronę Stożka, dokąd powiedzie nas dalsza trasa oraz Baraniej Góry zaplanowanej na dzień następny. 


Droga granią na stożek bardzo długi czas wiedzie w dół, co nas martwi, bo to oznacza późniejszą wspinaczkę, ale po herbacie znacznie poprawiło mi się samopoczucie, więc marsz jest lekki i przyjemny. Docieramy do Soszowej, w której znów czeka na nas przyjemne schronisko. Tu dla odmiany herbata z wiśniówką. Przez chwilę zastanawiamy się, czy nie zjechać wyciągiem do Wisły, ale w końcu postanawiamy kontynuować trasę. Warto było - ze Stożka rozpościerają się wspaniałe widoki, a po drodze pokazały się też Tatry, dotychczas zasłonięte chmurami. 




 

Tu w końcu obiad - jaja sadzone z widokiem na góry i herbata ze śliwowicą. Zejście szlakiem, który przechodzi pod naszym domem. Po drodze mamy minąć miejsce zaznaczone na mapie: galerię sztuki japońskiej. Docieramy do niej - willa z japońskim napisem na frontonie i gablotą w ogrodzie, do której włożono 3 lalki japońskie. Czy można zwiedzać wnętrza - nie wiadomo. 

Budzę się w nie najlepszej formie, do tego zupełnie straciłem głos. Ustaliliśmy, że do niebieskiego szlaku (Czarne Fojtula) dojedziemy taksówką (oszczędzamy w ten sposób 2 godziny marszu szosą z Wisły). Na Baranią Górę wiedzie piękny szlak wzdłuż Białej Wisełki, która drąży sobie koryto wśród piętrzących się skał. 


 

Po drodze kaskady naturalne i zbudowane przez człowieka. Im wyżej, tym bardziej dziko. Zaczyna też mżyć, więc na szczycie widoków brak. Boguś, Sylwia i Michał weszli na wieżę widokową. Ja zrezygnowałem, nie czułem się najlepiej. W schronisku pod Baranią Górą obiad (ogórkowa i naleśniki z serem - bardzo dobre do tego herbata z wiśniówką) poza tym niespodzianka - z okazji imienin Boguś zamawia dla każdego kieliszek wiśniówki. Tak wzmocnieni ruszamy w stronę Wisły. Po drodze dyskusja - Boguś proponuje czerwony szlak granią, ja czarny doliną Czarnej Wisełki. Zdaniem Bogusia na grani będą lepsze widoki, ja wskazuję, że czarny zaprowadzi nas do rezydencji prezydenta RP. Pada na czarny szlak, o co później jest kłótnia z Bogusiem, na szczęście szybko zażegnana. Fakt, że szlak monotonny, Czarna Wisełka nie ma też walorów widokowych Białej. Za to później ciekawostki. W tzw. dolnym zamku kawa z cudnym widokiem na jezioro Czerniańskie, w którym łączą się dwie Wisełki. Do Górnego Zamku wejścia nie ma, ale to co widać przez płot i tak robi wrażenie. Końcowy odcinek od Kubalonki do Głębców poprowadzony na skarpie nad szosą. Idzie się przyjemnie. Od dworca do wiaduktu (jakie widoki!), potem do domu. Po krótkim odpoczynku jeszcze kolacja w winiarni koło karczmy, gdzie jedliśmy pierwszego dnia. Tym razem pizza.

Ostatni dzień - dojazd do Katowic. Tu 3 godziny na krótkie zwiedzanie i obiad. Zahaczamy o Sejm Śląski, katedrę, pierwszy "drapacz chmur". Przyjemy lunch w knajpce zaproponowanej przez Michała. Powrót.

poniedziałek, 5 czerwca 2023

2023-06-04 W małym dworku

 "W małym dworku" Stanisława Ignacego Witkiewicza

Reżyseria i opracowanie muzyczne - Jan Marek Kamiński

Scenografia i multimedia - Ewelina Węgiel

Kostiumy - Tomasz Armada

Dźwięk - Maciej Szymborski

OBSADA:
Ojciec Dyapanazy Nibek – Roland Nowak
Jego córki:
Zosia – Katarzyna Lis
Amelka – Kamila Banasiak
Kuzyn Jęzory Pasiukowski – Dominik Rubaj (gościnnie)
Jego i Nibków kuzynka Aneta Wasiewiczówna – Natalia Szczypka (gościnnie)
Widmo Matki Anastazji Nibek – Joanna Żurawska
Dwóch oficjalistów:
Ignacy Kozdroń – Wojciech Siedlecki
Józef Maszejko – Maciej Hązła
Kucharka Urszula Stechło – Katarzyna Kalinowska
Chłopiec kuchenny Marceli Stęporek – Michał Karczewski

INSPICJENT: Jolanta Skawina

PREMIERA: 19 maja 2023 r.

Wierne testowi i wierne witkacowskiemu duchowi. Ileż tam się działo na tej scenie - nie tylko pierwszy plan grał, ale cała scena. Kamiński uruchomił całe uniwersum. I z tekstu pomyślanego jako parodia i nie niosącego raczej jakiegoś głębokiego przesłania starał się wycisnąć jakąś myśl. Widzę tu spektakl o mierzeniu się ludzi z prawdą. Każdy z nas ma jakąś swoją prawdę i w zderzeniu z mikrokosmosem inny ludzi ona traci swoją ostrość. Jak przebrnąć przez świat, gdzie prawda drugiego zagraża naszej prawdzie. Jak się nie zgubić? Kto docieka, ten traci grunt pod nogami. Jęzory - zadufany w sobie próżniak - jest najbezpieczniejszy. Jak nieezpieczne są cudze prawdy, przekonuje nas los dziewczynek i Diapanazego, którzy za ciekawość płacą cenę najwyższą. Oczywiście nadinterpretacja, ale zakończenie, w którym wreszcie się coś wybebeszyło (monolog Jęzorego!, Diapanazy nad zwłokami córek) robi wielkie wrażenie.

2023-06-04 Przysieczyn - Kłecko - Gniezno

Samotna wycieczka. Przysieczyn cichutki. Droga w stronę mieściska najpierw po betonowych płytach, potem dość wygodnym polnym traktem, przez długi czas osłoniętym drzewami. Im bliżej Mieściska, tym większe wyboje albo piachy. Na szczęście odbicie do Zbietki na powrót wygodne. W Zbietce pierwszy z przystanków - dworek, o którym trudno coś powiedzieć, tak bardzo jest zarośnięty przez drzewa i krzewy. Przed Mieściskiem kolejne odbicie z prostego szlaku - Ruda. Tu nad Małą Wełną spotkanie z radośnie hasającą karą klaczą, której ktoś na grzywie zaplótł warkocze. Potem młyn wodny.
W Mieścisku zwiedzam kościół. Ładny wystrój, na zewnątrz przykuwają uwagę dwie piaskowcowe figury świętych. Jeden z nich nosi rysy Marcina Lutra, drugi Antoniego Macierewicza. 



 

W Gołaszewie kościół neogotycki, dość stary, bo z połowy XIX wieku. Za Gołaszewem pod lasem popas.
Łopienno to jeden z ciekawszych punktów na mapie tej wycieczki. Duża, pruska szkoła, której nie powstydziłyby się większe miasteczka. Cmentarz ze starymi nagrobkami, niektóre z nich dość okazałe. Musiało tu być kiedyś więcej życia. Przy ładnym, barokowym kościele coś w rodzaju ryneczku, święty Roch pomalowany na zielono. Z jednej strony wsi jezioro, z drugie górka. Stamtąd polami do Świniar. Kościół poniemiecki, o ciekawej architekturze, ale niestety zwiedzanie trzeba odłożyć na później - komunia.
Kłecko rozczarowuje. Owszem kościół duży, robi wrażenie, ale podziwiam go jedynie przez drzwi kruchty. Widać stąd manierystyczny ołtarz główny, a w bocznej nawie cudowny obraz. W miasteczku jest szlak kłeckich świątyń. Wiedzie mnie od fary do synagogi, ale potem urywa się, a w miejscu, gdzie powinien być dawny kościół św. Ducha nie ma tabliczki, która powinna być. Rezygnuję z dalszego poszukiwania szlaku i kieruję się w stronę Działynia. Po drodze dość malownicze Biskupice. Groblą między dwoma jeziorami przedostaję się do folwarku w Działyniu. Założenie potężne, ale wioska senna i opustoszała. Dwóch chłopców gania się po szosie hulajnogami. Pałac od frontu robi jakie takie wrażenie, ale od zaplecza zatracił jakiekolwiek stylowe elementy. Jest jeszcze oficyna. Potem drogą polną do Gniezna. Co jakiś czas wyłania się katedra, przy której też wyjeżdżam. W Gnieźnie 3 godziny czasu do teatru. Wreszcie czas na połażenie, zwiedzenie miasta tak, jak najbardziej lubię. I wreszcie po raz pierwszy poczułem to Gniezno. Odkryłem, że to jest miasto na wzgórzach, których jest więcej, a to najsłynniejsze - Lecha - jest tylko jednym z nich. Pomiędzy nimi doliny. Cmentarz miejski, choć na wzgórzu, z którego rozlega się cudna panorama miasta, skojarzył mi się jakoś z Doliną Jozafata. Do zwiedzania jeszcze wiele zostało.


 

niedziela, 4 czerwca 2023

2023-06-03 Spławie - Rychwał - Konin

Troszkę więcej chyba obiecywałem sobie po Golinie, od której rozpoczęła się wycieczka. Stacja nosi zapewne nazwę Spławie, by nie było pomyłek z inną Goliną - tą przy Jarocinie. Dość urokliwe uliczki z przycinanymi lipami dookoła rynku, ale drewniany kościół zamknięty na cztery spusty i zaniedbany. Za nim stromą uliczką wyjeżdżamy w stronę zielonych pól, łąk i lasów. Malowniczo. Tu i ówdzie jakieś oczko wodne. Docieramy do Warty. Z naszego brzegu już widać atrakcje, które zobaczymy po przepłynięciu rzeki promem. 

 


Pałac, kościół. Malowniczy układ wsi, a na placyku przy szosie drewniany Marcin ze Sławska, średniowieczny rycerz wyrzeźbiony przez ludowego artystę. Z rzeźb warto jeszcze wymienić ciężrną nagą kobietę wyrytą w kamiennej chrzcielnicy. Zwą ją Wenus ze Sławska.
Kolejne wsie po drodze trochę rozczarowują, choć i w nich trafiają się malownicze obiekty - Rzgów z drewnianym kościołem, Grabienice z kościółkiem z ciekawym pseudo gotyckim szczytem, Dąbroszyn z ruiną dworu. Aż wreszcie Rychwał z malowniczym, typowym dla tej części Wielkopolski ryneczkiem i ładnym kościółkiem.
Droga z Rychwału do Liśca Wielkiego wiedzie częściowo przez las, w którym piachy utrudniają jazdę rowerem. W Niklasie malowniczy młyn, a w Liścu efektowny kościół neogotycki z dzwonnicą. Poza Sławskiem najciekawszy na trasie okazuje się Żychlin. 

 


Po jednej stronie szosy pięknie utrzymany park z pałacem i pomnikiem Fryderyka Chopina, który spędzał tu jakiś krótki czas, po drugiej zbór ewangelicki z doklejonym doń cmentarzykiem. Niedaleko plac zabaw z dinozaurami.
Prosta droga wiedzie do Konina, w którym natrafiamy na finał festiwalu piosenki dziecięcej. Głośny korowód - tysiące dzieci! - kroczy przez most z nowego miasta na Rynek. My w nadwarciańskich knajpkach jemy obiad i lody.

2023-06-03 Wilki, Kirst

 Hans Hellmut Kirst, Wilki, Warszawa 1991, wyd. Bellona

Solidna powieść, którą można czytać na kilka sposobów.

1. Jako obrazek - trochę nostalgiczny, bo pisany z perspektywy utraconego raju, czyli Heimatu - utrwalający życie na Mazurach. Dużo się tu poświęca czasu np. potrawom albo sposobom uprawy roli i hodowli zwierząt. Dużo o obyczajach - zabawy Mazurów, alkohole, trochę o stosunkach społecznych.

2. Jako powieść przygodową z elementami kryminału. Poczynania Alfonsa Materny z hitlerowcami jawią się jako dobra, choć niebezpieczna, zabawa. Odbiera to II wojnie światowej całą grozę znaną nam z historii, świadectw, ale też innych powieści.

3. Jako portret nazistowskiego społeczeństwa, a zwłaszcza lokalnych elit. Maulen jest tylko przykładem, który pokazuje, jak było zapewne w każdym miejscu Niemiec. Że naziści nie stanowili "górnej półki" intelektualnej, to w pewien sposób wiemy, ale Kirst sportretował elity partyjne w sposób bezlitosny i jednak wstrząsający. To chyba największa wartość tej książki. Kabaretowo-operetkowa klika terroryzuje całą społeczność. I śmieszno i straszno. A straszno tym bardziej, kiedy się widzi, jak poczynają sobie obecnie niektórzy w Polsce.

Z pewnością zostanie na długo w mojej pamięci. Oceniłem na 5.

Wilki - Hans Hellmut Kirst | książka w tezeusz.pl książki promocje, używane  książki, nowości wydawnicze

Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,

Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...