środa, 7 stycznia 2026

Stanisław Lem, Solaris

Wreszcie przeczytałem i właściwie cieszę się, że dopiero teraz, kiedy jestem po lekturach różnych książek przybliżających laikom podstawy kosmologii czy fizyki molekularnej. Pozwala to docenić fachowe wykorzystywanie przez zdobyczy nauki dostępnych w okresie pisania książki. 

Pomimo archaizmów jest to wciąż fascynująca i nadal mocno futurystyczna opowieść, w której spekulacje na temat możliwych w przyszłości kontaktów z innymi cywilizacjami są tak samo istotne jak refleksja nad człowieczeństwem i tym, co wyróżnia nas spośród innych istot. 

Jest to tak dobrze i sprawnie napisane, że nawet to, co dla wielu czytelników jest zmorą, w powieści Lema wciąga. Mam tu na myśli mistrzowskie opisy całkowicie fantastycznych oceanicznych tworów. Pisarz robi to tak, że można je sobie wyobrazić, a czytanie tych wielostronicowych zawiłych tekstów w ogóle nie nudzi.

Czego mi zabrakło w "Solaris"? Pewien niedosyt budzi otwarte zakończenie. Spodziewałem się raczej zupełnej klęski Kelvina. Jak potoczą się jego losy, w zasadzie nie wiadomo. Z pewnością jednak takie zakończenie bardziej pasuje do wymowy całego dzieła, z którego wynika, że nasze oczekiwania wobec kontaktu z innymi cywilizacjami rozminą się z rzeczywistością. Nie bądźmy zatem niczego pewni. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,

Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...